Typografia – nieprzystępna kochanka

|
„Zapping” (ciągłe przełączanie się z jednej stacji telewizyjnej na drugą) wpływa także na nasze zwyczaje czytelnicze. Przeglądając dzienniki i czasopisma często przeskakujemy z jednej strony na drugą i odrzucamy treści, które nie przykują naszej uwagi w ciągu kilku sekund.
Inscenizacja informacji na płaskiej powierzchni
Od niektórych obrazów trudno się oderwać, ponieważ obrazy działają na emocje – natychmiast albo nigdy. Jeśli jednak rzecz dotyczy bezemocjonalnych wrażeń, które mamy przetworzyć w informację i – zrozumiawszy ją – budować na jej bazie swą wiedzę, to ciągle jeszcze niezbędna tu będzie typografia. Typografia to inscenizacja informacji na płaskiej powierzchni – taka jest najkrótsza definicja, jaką znam. To kryteria typograficzne zawsze określają zgranie elementów – obojętnie, czy mamy do czynienia ze stroną w gazecie, czy też z ekranem komputera, ze zwykłym tekstem, czy też z animowanymi napisami na stronie internetowej.
Poważne nie musi być nudne
W typografii tkwi pewien szkopuł: najlepsza jest wtedy, gdy jej nikt nie dostrzega. Jej twórcy nie dostają nagród, bo pozostają w cieniu i skromnie służą potrzebom czytelników. Ale ta powściągliwość nie musi wyrażać się w nudnych, szarych, monotonnych szeregach tekstu, jakie znamy z wielu publikacji, które pretendują do miana obiektywnych i poważnych. Zwłaszcza naukowcy i inżynierowie nie ufają takiemu dizajnowi. Ale poważne nie musi być nudne, a brzydota źle się sprzedaje. Z drugiej strony istnieje wiele projektów, których głównym celem jest pokazanie, jak świetnie dizajner radzi sobie z komputerem – prace te ani nie odpowiadają przekazywanym treściom, ani nie wychodzą naprzeciw oczekiwaniom czytelnika. Jest jednak dobra wiadomość, iż projektantów, którzy nie mają za grosz poczucia humoru i to nastawienie przenoszą do swych projektów, czytelnicy prędzej lub później zostawią na lodzie. Taki sam los – i bardzo słusznie – spotka także graficznych błaznów, którzy podchwytują każdą nową modę. Łamią oni bowiem reguły, których nigdy się nie nauczyli i za grosz nie dbają o komunikację.
Dziedzictwo Gutenberga
Wiele reguł typograficznych sformułowano w Niemczech. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż około roku 1439, w Moguncji, Johannes Gutenberg opracował sposób drukowania przy pomocy ruchomych czcionek. Ten wynalazek został dość szybko rozpowszechniony w Europie. Już pod koniec XV wieku pomysł Gutenberga wykorzystywano od Antwerpii po Wenecję i ciągle go doskonalono, jak również dostosowywano do miejscowych warunków. Niemieccy fachowcy podróżowali po krajach sąsiedzkich z bagażem doświadczenia i odpowiednich narzędzi. Dla Włochów gotyckie czcionki przywożone z Północy były zbyt surowe i ciemne, opracowali więc krój pisma, który nazywamy dziś antykwą, ponieważ wzorowany jest na rzymskich inskrypcjach. Nasze typowe książkowe kroje pisma wyglądają dziś tak, jak przed pięciuset laty, tylko są technicznie perfekcyjne i dostępne w każdym komputerze osobistym. Niemiecki przemysł graficzny długo korzystał z przewagi, jaką Gutenberg zapewnił niemieckim drukarzom. Trzej niemieccy producenci maszyn drukarskich – Heidelberg, Manroland i König & Bauer – ciągle jeszcze dzielą pomiędzy sobą 80% światowego rynku. Firmy Berthold, Bauer, D. Stempel, czy też Linotype nie odlewają już ołowianych czcionek, ale ciągle poprzez swoje fonty wpływają na wygląd tego, co się drukuje.
Berlin – jedno z centrów projektowania pisma
Pismo ma dziś postać plików cyfrowych i może być obrabiane elektronicznie. FontShop - pierwszy sklep wysyłkowy, który handlował fontami, powstał w Berlinie pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku. Przedsiębiorstwo to – jako wydawca nowych krojów pisma – ma dziś kontakty z setkami projektantów czcionek na całym świecie, jest więc Berlin jednym z centrów projektowania pisma i rozwoju nowych programów i technologii. Obok Holandii i Stanów Zjednoczonych, to właśnie Niemcy mają najwięcej fachowców opracowujących fonty i zajmujących się typografią. Trzeba przyznać, że dziedzictwo Gutenberga jest w dobrych rękach. Reguły Gutenbergowego rzemiosła są ciągle precyzowane, dostosowywane do wymagań nowych mediów i upowszechniane na całym świecie. Znaczącą rolę w tym procesie odgrywają także niemieckie wydawnictwa fachowe oraz szkoły wyższe, które kształcą studentów z różnych krajów. To przede wszystkim rozwój techniki wymusza ciągłe weryfikowanie ważności starych reguł. Zadziwiający jest jednak fakt, iż przy ogromnych – technicznych i treściowych - przemianach, jakie dokonują się w naszych mediach, reguły typograficzne przetrwały w stanie prawie nienaruszonym. W ciągu pięciuset lat rozwinęły się przyzwyczajenia, których nawet komputeryzacja nie może ignorować. Kroje pisma wyglądają ciągle tak, jak przed laty – przynajmniej dla niefachowego oka. Projektanci fontów mają niewielkie pole manewru, gdyż każde przekroczenie konwencji natychmiast postrzegamy jako coś irytującego. Oczywiście nieświadomie, ale tym boleśniej.
Szata języka
Ciągle jestem pytany, czy typografia ma przed sobą przyszłość, skoro przeżywamy inwazję obrazów, nikt już nie chce czytać długich tekstów i wszystko musi być ruchome. Może w niedalekiej przyszłości będziemy percypować już tylko piktogramy i oglądać krótkie filmy? Fakt jednak faktem, że nigdy wcześniej nie istniało tak wiele książek i gazet, a na ekranie komputerowym czytamy przede wszystkim pismo. I właśnie powódź obrazów powoduje, że jednak najbardziej ufamy słowu pisanemu. W ostatnich latach zmieniły się jedynie możliwości techniczne, które dziś wydają się nieograniczone. Żaden projektant nie może już posługiwać się wymówką, że czegoś nie da się zrealizować. Mamy dostęp do wszelkich obrazów, jakie kiedykolwiek stworzono i możemy produkować nowe obrazy, jakich jeszcze oko ludzkie nie widziało. Do istniejących 35 tysięcy fontów codziennie dochodzą nowe. To, co projektujemy, możemy w ciągu sekundy i z ogromną dokładnością wizualizować i rozsyłać na cały świat. Pismo jest szatą języka. Dopóki pochrząkiwanie i bełkotanie nie stanie się z powrotem narzędziem komunikacji między ludźmi, dopóty będziemy potrzebować pisma i typografii, aby wyrazić wszystkie niuanse myśli i mowy, do jakich jesteśmy zdolni. |
Prof. Erik Spiekermann
jest autorem, dizajnerem informacji i projektantem fontów. Jest założycielem firm MetaDesign i FontShop, profesorem Uniwersytetu Sztuk (Universität der Künste) w Bremie i doktorem honoris causa Art Center w Pasadenie. W 2003 roku otrzymał nagrodę Gerrit Noordzij Akademii Królewskiej w Hadze, a w 2007 roku jako pierwszy dizajner został wybrany do Hall of Fame European Design Awards for Communication Design. Londyńskie Royal Society of the Encouragement of the Arts, Manufactures & Commerce (RSA) przyznało mu tytuł Honorary Royal Designer for Industry. Niektóre z jego fontów, jak choćby FF Meta, czy też ITC Officina, są dziś uważane za nowoczesną klasykę. Spiekermann mieszka i pracuje w Berlinie, Londynie i San Francisco. Jego biuro dizajnerskie SpiekermannPartners zatrudnia obecnie 30 pracowników.
Tłumaczenie: Tomasz Ch. Fuerst
Copyright: Goethe-Institut e.V., Online-Redaktion
Jeśli macie Państwo pytania dotyczące tego artykułu, napiszcie do nas!
online-redaktion@goethe.de
Wrzesień 2008
jest autorem, dizajnerem informacji i projektantem fontów. Jest założycielem firm MetaDesign i FontShop, profesorem Uniwersytetu Sztuk (Universität der Künste) w Bremie i doktorem honoris causa Art Center w Pasadenie. W 2003 roku otrzymał nagrodę Gerrit Noordzij Akademii Królewskiej w Hadze, a w 2007 roku jako pierwszy dizajner został wybrany do Hall of Fame European Design Awards for Communication Design. Londyńskie Royal Society of the Encouragement of the Arts, Manufactures & Commerce (RSA) przyznało mu tytuł Honorary Royal Designer for Industry. Niektóre z jego fontów, jak choćby FF Meta, czy też ITC Officina, są dziś uważane za nowoczesną klasykę. Spiekermann mieszka i pracuje w Berlinie, Londynie i San Francisco. Jego biuro dizajnerskie SpiekermannPartners zatrudnia obecnie 30 pracowników.
Tłumaczenie: Tomasz Ch. Fuerst
Copyright: Goethe-Institut e.V., Online-Redaktion
Jeśli macie Państwo pytania dotyczące tego artykułu, napiszcie do nas!
Wrzesień 2008















