Portret: Andreas Kriegenburg

Andreas Kriegenburg, stolarz z zawodu, jest reżyserem-samoukiem. Początkowo pracował jako technik sceniczny w swym rodzinnym Magdeburgu; w zawodzie reżysera teatralnego zadebiutował w Żytawie (Zittau) i potem przeniósł się do teatru we Frankfurcie nad Odrą. W roku 1991, a więc na rok przed objęciem stanowiska dyrektora przez Franka Castorfa, Kriegenburg rozpoczął pracę w berlińskim teatrze Volksbühne, gdzie już na samym początku zabłysnął inscenizacją „Woyzecka” Büchnera.

Castorf nawet jeszcze nie zaczął kreować w Volksbühne swego słynnego teatru dekonstrukcyjnego, a Kriegenburg już go w „Woyzecku” praktykował. Rozłożył tekst Büchnera na czynniki pierwsze, by potem – zachowując wyraźne przeskoki – złożyć go na nowo w historię sprawcy, będącego jednocześnie ofiarą obojętnego otoczenia. Pewną sensacją było zaproszenie na festiwal Berliner Theatertreffen 1992 tego właśnie spektaklu, którego reżyserem był przecież mało znany przybysz ze Wschodu. Kriegenburg był notabene na tej edycji Theatertreffen jedynym reżyserem z nowych landów. Objawił się więc talent, który dość wcześnie rozwinął coś przypominającego styl Castorfa – dezintegrował teksty i na ich gruzach budował teatr beznadziei, gniewu i niepohamowanej histerii.

Pomimo tego talentu – a może właśnie z jego powodu – Kriegenburg spotykał się z coraz większą niechęcią publiczności i mediów, które szyderczo określały go mianem „niszowego enerdowca”, „młodocianego onanisty”, bądź „profanatora sztuk”. Kriegenburg opuścił więc Berlin, inscenizował gościnnie w Bazylei oraz w Bonn i w końcu osiadł na stanowisku etatowego reżysera w hanowerskim Staatstheater, równocześnie regularnie realizując też zlecenia teatru Bayerisches Staatsschauspiel w Monachium. Nie trzeba było długo czekać, żeby znów zobaczyć go w Berlinie: został zaproszony na festiwal Theatertreffen 1997 wraz ze swą gorzko-komiczną interpretacją sztuki „Draußen vor der Tür” („Pod drzwiami”) Wolfganga Borcherta. Akcja tego dramatu, poświęconego ludziom powracającym z wojny, została – bez większych ingerencji w tekst – przeniesiona w lata pięćdziesiąte, czyli okres niemieckiego cudu gospodarczego.

Kriegenburg, który dość powszechnie uważany był za wychowanka Castorfa, głosił u schyłku lat dziewięćdziesiątych, iż berlińska Volksbühne i jej „egzekucje” tekstów są „słynne i martwe”. On sam odżegnywał się od wszystkiego, co można było opatrzyć etykietką „dekonstrukcja” albo nawet „cynizm” i cyzelował swój własny ideał spektaklu: komediancko-egzystencjalistyczny teatr ciała, duchem i gestem nawiązujący do gry takich komików filmu niemego, jak Buster Keaton i Jacques Tati, teatr uduchowiony taką melancholią, jaka nadaje ton filmom fińskiego reżysera Akiego Kaurismäkiego. W 1997 roku Kriegenburg przeniósł na scenę w Hanowerze film Kaurismäkiego „I Hired a Contract Killer” („Wynająłem płatnego mordercę”). W trakcie czterogodzinnego spektaklu teatralnego obserwujemy, jak melancholijna, odrealniona ballada o autsajderze przeradza się we wzruszającą historię miłosną, która łączy zmęczonego życiem slapstickowego bohatera i sprzedawczynię róż. Całkiem w duchu swego idola Kaurismäkiego, Kriegenburg wyreżyserował w 2004 roku w Zurychu ludową sztukę Brechta „Herr Puntila und sein Knecht Matti” („Pan Puntila i jego sługa Matti”). Inscenizacja – pijany fiński sen nocy letniej – była tak rzewna, że aż graniczyła z czułostkowością.

Kriegenburg okazuje wiele uczucia osobnikom małego formatu, ludziom skrachowanym i odrzuconym, którzy zawsze dają za wygraną i przez całe życie tyrają dla odrobiny szczęścia. Właśnie dlatego odpowiadają mu również mroczne sztuki Dei Loher, których wiele miało prapremiery w jego inscenizacji. Współpraca pomiędzy autorami i reżyserami teatralnymi różnie się układa, natomiast Loher i Kriegenburg tworzą wręcz wymarzony team i kongenialnie się uzupełniają. Z pesymizmu Loher Kriegenburg potrafi wykrzesać tkliwe współczucie, ale także iskry komizmu i szczęścia. Wszystko jedno, czy są to biedacy w „Nocnym azylu” Gorkiego, śląscy wieśniacy w sztuce „Przed wschodem słońca” Hauptmanna, Lulu Wedekinda, czy też Adam Geist Dei Loher – Kriegenburg nieustannie każe swym bohaterom balansować na wąskiej krawędzi pomiędzy tragizmem i komedianctwem, ciągle też w ich rozpaczy i beznadziei odkrywa ekscentryczny żart, szczyptę otuchy, ukrytą poezję…

W roku 2002, na scenie monachijskiego teatru Kammerspielen, Kriegenburg zmierzył się z ogromnym materiałem „Orestei” i odniósł sukces. W roku 2004 wyreżyserował „Nibelungów” w wersji Friedricha Hebbla: wszystkie trzy części, sześć godzin, aż po gorzki kres… Kriegenburg nie traktuje tego materiału jako kontaminacji pewnej ideologii i „narodowego eposu”, lecz opowiada niemiecką historię rodzinną wraz ze wszystkimi jej rozładowującymi napięcie kalamburami, intermediami i gagami. Król Gunther i jego bracia byli w odczuciu reżysera „emocjonalnie zubożonymi maminsynkami”, którzy próbowali uciec przed nudą i właśnie dlatego pragnęli mieć egzotycznych przybyszów – Zygfryda i Brunhildę - na wormackim dworze. Kriegenburg zgotował im na koniec spektakularną zagładę, a uchylna płaszczyzna sceny została tak do cna wymieciona, że przemieniła się w dosłownie rozumianą tabula rasa. Reżyser, który ostatnio dość często para się również scenografią, sam zaprojektował bunkrowatą scenę na potrzeby tego spektaklu. Na festiwalu Berliner Theatertreffen 2005 inscenizację „Nibelungów” wyróżniono nagrodą 3sat-Preis za „wizję sięgającą w przyszłość”. Wiebke Puls – za rolę Krymhildy – uhonorowano nagrodą Alfred-Kerr-Darstellerpreis i tytułem Aktorki Roku.

Teatr Kriegenburga w dużej mierze bazuje na mowie ciała – akrobacje i taniec są ważnymi elementami budującymi spektakl. Reżyser ten - jak żaden inny w teatrze – opanował sztukę slapsticku we wszystkich jej odcieniach. Dla Kriegenburga – tak zresztą, jak dla bliskiego mu artystycznie Bustera Keatona – slapstick jest wyrazem zagubienia; to także „zmaganie się z życiem – upadanie, aby znów się podnieść i znów upaść, i znów powstać…” Nie zawsze reżyser radzi sobie przy tym z ekonomią środków ekspresji. Często ponosi go radość fabularyzowania, a jego pomysły rozmieniają się na drobne, czasem zaś wkrada się zbytnia sztuczność i wymuszoność. Jednak jego najlepsze inscenizacje są tak pełne tkliwości, humoru i smutnej poezji, że chwytają widza za serce, ewokują uczucia bólu i szczęścia.

Christine Dössel

Przekład: Tomasz Ch. Fuerst

After the Fall – Europa po 1989 roku

Projekt teatralny Goethe-Institut poświęcony następstwom upadku muru berlińskiego