W 1977 roku Tina Lanik zaczęła pracować jako asystentka Luca Bondy’ego, który stał się jej mentorem. Wzięła udział w inscenizowaniu „Fedry” Jeana Racine’a (1997, Théatre Vidy, Lozanna) oraz sztuki Ödöna von Horvátha „Figaro lässt sich scheiden” („Figaro się rozwodzi”, 1998) i „Lothphantasie” Botho Straußa (1999). Te dwa ostatnie spektakle były produkcjami festiwalu Wiener Festwochen, którego dyrektorem jest właśnie Luc Bondy. „Tak naprawdę”, wspomina Tina Lanik, „to wcale nie był mój ulubiony rodzaj teatru. Ja nie mam takiego psychologicznego podejścia, jak Bondy, nie dochowuję takiej wierności tekstom i wolę inne przestrzenie teatralne”. W tym okresie Lanik wiele się jednak nauczyła w aspekcie warsztatowym. I odkryła pewną bardzo pozytywną cechę Bondy’ego, a mianowicie to, jak „delikatnie obchodzi się z aktorami i jak wiele uwagi poświęca każdemu z osobna”.
Pierwszą samodzielną inscenizacją Tiny Lanik było przedstawienie „Belgrader Trilogie” („Belgradzka trylogia”) serbskiej autorki Biljany Srbljanowić w 1999 roku, w wiedeńskim teatrze Rabenhof. Już wtedy reżyserka współpracowała ze scenografką Magdaleną Gut, z którą tworzy od tamtych czasów stały team. W konkursie reżyserskim w ramach festiwalu Wiener Festwochen 2000 Lanik wystartowała z adaptacją sceniczną powieści Iana McEwana „Zementgarten” („Betonowy ogród”) o rodzeństwie, które po śmierci rodziców robi wszystko, by pozostać razem. Spektakl żywo zainteresował Hansa-Joachima Ruckhäberlego, głównego dramaturga Bayerisches Staatsschauspiel, który sprowadził Tinę Lanik pod skrzydła Dietera Dorna do Monachium. „Ja nigdy i nigdzie nie starałam się o pracę”, wyznaje nieco zdziwiona reżyserka, „to zawsze mnie odnajdywano…” Lanik jest teatralnym dzieckiem szczęścia – ale takim, które rzeczywiście wykazuje wielki talent.
Jeszcze przed rozwinięciem skrzydeł na scenach monachijskich, Tina Lanik wzbudziła wielkie zainteresowanie na festiwalu steirischer herbst w Grazu, gdzie wystawiła „Tintentod” („Atramentową śmierć”) – „sceniczne wypytywanie” obsesyjnego karynckiego poety Josefa Winklera. Helmut Schödel zachwycał się w „Süddeutsche Zeitung” owym „wspaniałym wieczorem teatralnym”, a Tinę Lanik nazwał „kobietą o napięciu 100.000 V”, natomiast w mediach austriackich nie zabrakło również druzgocącej krytyki. Przyczyna niechętnych reakcji tkwiła przede wszystkim w fakcie, iż niekonwencjonalna inscenizacja wykluczała wszystkie typowe skojarzenia i obrazy (np. drogi krzyżowej), które dzieło Winklera zwykle ewokuje u jego austriackich odbiorców. W następnym roku Tina Lanik znów wzięła udział w festiwalu steirischer herbst i zaprezentowała „Fake Reports” („Fałszywe relacje”) Kathrin Röggli – sztukę poświęconą wydarzeniom 11 września 2001 roku i ich medialnej percepcji.
Na swój debiut w monachijskim teatrze Staatsschauspiel Tina Lanik wybrała „Tropfen auf heiße Steine” („Krople wody na rozpalonych kamieniach”) – prawie już zapomniany dramat na temat relacji międzyludzkich autorstwa swego idola Rainera Wernera Fassbindera. Spektakl odniósł duży sukces. Inscenizacja na deskach Haus der Kunst zawierała dużą dawkę humoru, ironii i aktorskiej precyzji. Charakterystyczna była sympatia, z jaką reżyserka potraktowała bohaterów sztuki. Przedstawienia „Peanuts” („Orzeszki ziemne”) Fausta Paravidina (druga inscenizacja w Haus der Kunst) oraz „Der Kissenmann” („Pan Poduszka”) Martina McDonagha (na scenie kameralnej berlińskiego Deutsches Theater) były niemieckojęzycznymi prapremierami sztuk poświęconych tematyce przemocy, tortur i totalitaryzmu. Inscenizując dramaty o silnej wymowie politycznej i moralnej reżyserka użyła komediowych środków artystycznych. Spektakl „Peanuts” był jaskrawym i dosadnym teatrem komicznym, a „Der Kissenmann” surrealistyczną bajką o okrucieństwie.
Dokładne odwzorowywanie rzeczywistości nie leży w naturze Tiny Lanik – reżyserka lubi nasycać swe inscenizacje abstrakcją. Wnętrza teatralne, które projektuje wraz ze swą scenografką Magdaleną Gut, są – w całym tego słowa znaczeniu – antyrealistyczne. Scenografia jest często ascetyczna – mniej dekoracji to również więcej przestrzeni dla postaci, dla obrazotwórczych asocjacji i groteskowych, onirycznych sytuacji.
Tina Lanik przerwała wprawdzie swoje studia politologiczne, ale jej świadomość polityczna jest nadal wyczulona. Monstrualne, rzadko grywane dzieło Grabbego „Herzog Theodor von Gothland” tak długo przerabiała i przesiewała na scenie monachijskiego Residenztheater, aż powstało przekonujące studium mechanizmów zemsty i przemocy, wzbogacone subtelnymi aluzjami do westernów i filmu Tarantina „Kill Bill”. Również w inscenizacjach „Antygony” Sofoklesa (Bochum, 2005) i „Andory” Maxa Frischa (Schauspielhaus, Hamburg, 2006) próbowała wydobyć polityczny potencjał tych sztuk – w sposób ponadczasowy i bez czarno-białych stereotypów.
Lanik, która rozpoczynała swą karierę jako mądra interpretatorka współczesnych sztuk, ostatnio upiera się przy inscenizowaniu klasycznych tekstów i często brakuje jej zdecydowania w obchodzeniu się z tym specyficznym tworzywem. Jej adaptacja „Kupca weneckiego” Szekspira (Deutsches Theater, Berlin, 2005), z Ulrichem Matthesem w roli Shylocka, rozczarowała „statyczną nielogicznością, która powodowała, że wszystkie konflikty, namiętności i debaty wpadały w pustkę” („Frankfurter Allgemeine Zeitung”). W monachijskim teatrze Bayerisches Staatsschauspiel, gdzie objęła stanowisko etatowej reżyserki, Lanik zmierzyła się w sezonie 2006/07 z „Medeą” Eurypidesa.
Przekład: Tomasz Ch. Fuerst












