Łukasz Jarosz

Geschlachtetes Tier

Ein geschlachtetes Tier. Bis spät zerteilen die Eltern das Fleisch.
Aus dem Keller, wo in der Stille die Fäule an den Wänden reift,
dringen dumpfe Schläge. Aufgeweichter Schnee wie ein zerriebener
Apfel, das Brunnenauge glatt. Rost an den Handflächen, über
den Kiefern das Schlüsselbein Mond. Die Katze schleppt ihr
blindes Kleines herum, schlüpft zwischen die Bretter des Schuppens.
 
Auch uns kommt ein haariges Tier holen, es beschnüffelt uns und packt
uns beim Nacken. Es pirscht sich durch die Spinnennetze der Nerven heran,
nistet in der Pupille. Ich schaue durch den Auslug, was Vater unten
macht. Er stopft die hängenden Därme mit Fleisch, würfelt und wirft
ein riesiges, weinrotes Herz in den dampfenden Topf. An der Decke flackert
eine Glühbirne im Gehäuse, in deren Licht die Katzenzunge die Klinge ableckt.

Zwierzę zabite

Zwierzę zabite. Rodzice do późna ćwiartują mięso.
Z piwnicy, gdzie na ścianach w ciszy dojrzewa pleśń,
dobiegają głuche uderzenia. Rozmokły śnieg jak utarte
jabłko, gładkie oko studni. Na dłoniach rdza, nad sosnami
obojczyk księżyca. Kotka w zębach przenosi swoje
ślepe małe, wślizguje się między deski stodoły.
 
Po nas też przychodzi włochate zwierzę, obwąchuje
i chwyta za kark. Skrada się po pajęczynach nerwów,
gnieździ w źrenicy. Przez okienko spoglądam, co robi
ojciec – wiszące jelita zapycha mięsem, kroi w kostkę i wrzuca
do parującego garnka wielkie, bordowe serce. Pod sufitem pełga
w kagańcu żarówka, w jej świetle koci język oblizuje ostrze.