Nadja Küchenmeister

staub

wenn die tür geschlossen wird, sind auch die hunde
still in ihren hütten. der flugverkehr ist eingestellt, kein
rasenmäher und kein weckerticken, nichts stört. nur

der saum der gardine, der am boden schleift. ein lichtstrahl
der mein auge trifft. fiebergefühle. das holz knackt leise.
nur eine wespe, die ans fenster schlägt. draußen wiegen

sich die tannen. im zimmer, unter meinem bett, wo einer
liegt mit stumpfem messer, zittern die flusen. staub.
staub. ich höre die wespe, die über mir ist. das klappern

von tellern aus der küche, gläserklirren, jetzt das besteck:
wer, wenn ich schriee, hörte mich denn, ist erst der tierfilm
im dritten programm und das gespräch in vollem gang

und nichts davon für mich bestimmt, gefangen im endlosen
nachmittagslicht. staub. staub. bin ich das insekt, das maßlos
erschöpfte, in diesem bett lag meine mutter als kind.
 

kurz

kiedy się zamknie drzwi, nawet psy w budach
są cicho. w ruchu lotniczym przerwa. żadnej kosiarki,
tykającego budzika, żadnych zakłóceń. tylko
 
rąbek firanki trze o podłogę. promień światła
zderza się z moim okiem. coś jak gorączka. drewno lekko
trzeszczy. tylko osa bije o szybę. za oknem kołyszą
 
się świerki. w pokoju, pod moim łóżkiem, tam gdzie ktoś
leży z tępym nożem, drgają nitki. kurz.
kurz. słyszę tę osę, jest nade mną. z kuchni
 
brzęczące talerze, dzwoniące szkło, teraz sztućce -
któż, gdybym krzyknęła, usłyszałby mnie, przecież jest
film o zwierzętach w trzecim programie, rozmowa w najlepsze,
 
a nic dla mnie, którą zniewala w to popołudnie
światło bez końca. czy ja to ten owad, zmęczony
bez miary, w tym łóżku leżała moja matka jako dziecko.