Christian Lehnert

Sie ist mir eingegeben, die Libelle, 

ein stilles Komma in der Luft, sie steht,
als ihr das Graslicht in die Augen weht, 
noch immer zögert sie an einer Stelle …
 
Weil die Bewegungen nicht ihre waren?
Weil nichts erklärt, wie etwas folgen soll?
Weil das, was kommt, nicht uns gehört, und voll
die Flügel stehen, voll von Unsichtbarem?
 
Und wie sie zittert, ist sie ganz für sich –
ein unwägbares, schwebendes Gestein.
Ein blaues Licht schließt sie von innen ein.
 
Ich sehe ihren Glanz – er schaut doch mich.
Wie aufgereihte Perlen, ihre Glieder,
in ihrem Schimmer kehrt der Sommer wieder. 
 

Ktoś mi podsunął: może teraz ważka,  

cichy przecinek, co w powietrzu zawisł,
kiedy jej w oczach zaświecił blask trawy, 
ta, która w miejscu jakby wciąż się waha…
 
Czy to dlatego, że te ruchy były
nie jej? Że kwestia jest niewyjaśniona,
co ma być. Przyszłość nie należy do nas,
skrzydła tak pełne niewidzialnej siły?
 
To drżenie tylko liczy się na świecie –
jak nieuchwytny, lekki lot kamyka.
Niebieskie światło od środka zamyka.
 
Widzę, jak błyszczy – na mnie patrzy przecież.
Jak sznurek pereł jawią się jej członki,
w ich lśnieniu lato ponownie zagości.