Jacek Podsiadło

* * *

Erneut schliefen wir ein, zwei wilde Tiere,
sicher in unserer Höhle. Mit einer Hand auf ihrem Bauch
fühlte ich Bewegung, einen Puls, ein in uns verstecktes Leben,
geheime Bewegungen des Fleisches, aus dem wir gemacht sind
(Mariankas Bonmot: „Du kannst mich nicht lutschen,
denn ich bin aus Fleisch, hi hi hi hi hi!”),     
man hätte sich noch, solange wir nicht leben,
zurück entwickeln können, sich in sich selbst verschanzen,
bevor der Wecker schrillt, unsere Zeit zusammenschrumpft.
Zeit zu gehen. Zeit für einen größeren Erfolg,
für einen heftigen Infarkt, für Karneval,
Zeit fürs fin de siècle und lächelnde Gesichter;
einstmals starben wir, nun werden wir uns erheben,
in die Städte gehen, in diese Welt hinein, voll Blut und Schleim.
 

* * *

Zasnęliśmy na powrót, dwoje dzikich zwierząt
bezpiecznych w swej jamie, z dłonią na jej brzuchu
czułem tam ruch, tętno, ukryte w nas życie,
tajne ruchy mięsa, z którego jesteśmy zrobieni
(to bon mot Marianki: „Nie możesz mnie schrupać,
bo ja jestem z mięsa, hi hi hi hi hi!”),
jeszcze można było, póki nie żyjemy,
cofać się w rozwoju, zamykać się w sobie,
nim budzik zafurczy, że nasz czas się kurczy,
czas na nas i czas na jakiś większy sukces,
czas na ciężki zawał i czas na karnawał,
czas na fin de siècle i uśmiechnięte buzie;
podówczas zmarliśmy, natenczas wstaniemy
i pójdziemy w miasto, w świat we krwi i śluzie.
 
(aus dem Band Przez sen / Durch den Traum, 2014)