Blogerzy Berlinale 2017 Jak mówić z wielkiej litery

Pokot | Spoor, Agnieszka Mandat © Robert Paêka
Pokot | Spoor, Agnieszka Mandat | © Robert Paêka

„Pokot” Agnieszki Holland to intrygujący przykład zapasów kina z literaturą. Tym razem wygrywa ta druga.

Prezentowany w Konkursie Głównym „Pokot” Agnieszki Holland to ekranizacja powieści kryminalnej Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, opowiadającej o serii tajemniczych morderstw wśród członków koła łowieckiego w Sudetach. Powieści, dodajmy, nietypowej. Jej główna bohaterka, astrolożka Janina Duszejko, funkcjonuje w specyficznej przestrzeni lingwistycznej: do zwierząt i przyrody zwraca się z wielkiej litery. Jej świat zaludniają zatem Lisy, Sarny, Psy, Planety, czy Mrok. Istotnym elementem książki są także naznaczone fatalizmem i niepokojem rozważania kobiety: „Wielkie drzewo, krzywe i dziurawe przetrwało wieki i nie zostało ścięte, bo w żadnym wypadku nie dałoby się z niego niczego wykonać (…). Wszyscy znają korzyść z pożytecznego, ale nikt nie zna pożytku z nieużytecznego”.

Ekologia i Gender

Ta, bodaj najciekawsza warstwa powieści, siłą rzeczy przepada podczas translacji na ekran. Pozostaje kryminalny kręgosłup intrygi, znika za to dygresyjny charakter całości. Proekologiczna i antypatriarchalna opowieść Agnieszki Holland jest rysowaną mocną, pewną kreską, zabrakło w niej jednak tego, co w powieści Olgi Tokarczuk okazuje się najbardziej niepokojące i dwuznaczne. Główna bohaterka jest z zamiłowania astrolożką, bez zastrzeżeń wierzy w to, co mówią Gwiazdy. Konsekwencją takiej postawy jest świadome pozbawienie siebie wolnej woli i poddanie się Losowi, co – paradoksalnie – jeszcze bardziej zbliża Janinę Duszejko do świata przyrody. W końcu Natura to zew, któremu nic nie potrafi się oprzeć. Na wolną wolę nie ma tam miejsca. Czy zatem symbioza z Naturą, musi wiązać się z utratą ludzkich cech? Powieść Olgi Tokarczuk stawia wiele podobnych, niewygodnych pytań. Szkoda, że owej niewygodnej, niepokojącej dwuznaczności pozbawiony jest film.