Na skróty:

Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1) Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)

Bartosz Bielenia – wywiad
Przestałem planować

Bartosz Bielenia i inni uczestnicy konkursu European Shooting Stars 2020
Bartosz Bielenia i inni uczestnicy konkursu European Shooting Stars 2020 | Foto (fragment) © EFP/ Harald Fuhr

„Cenię sobie walkę o każdy oddech w scenie“ – mówi Bartosz Bielenia, odtwórca głównej roli w nominowanym do Oscara „Bożym Ciele“. W poniedziałek, 24 lutego podczas Berlinale aktor odebrał statuetkę European Shooting Stars 2020.
 

Czy dowiedziałeś się czegoś nowego o branży filmowej w trakcie pobytu w Los Angeles z okazji nominacji „Bożego Ciała“ do Oscara?

Do USA leciałem z nastawieniem, że trzeba wykorzystać taki moment; uczestniczyć w castingach, poznawać ludzi, mieć co zaprezentować. Spotkań miałem dużo. Z niektórymi ludźmi dogadujesz się lepiej, z innymi gorzej. To normalne. Podstawowa różnica między Stanami a Europą jest taka, że tam film musi zarobić – chyba że jest to kino niezależne. To oznacza, że tam się rzadziej ryzykuje w odróżnieniu od Europy. Europa ma tradycję kina autorskiego, osobistej wypowiedzi reżysera jako artysty, a nie tylko jako opowiadacza historii. Ale nie ma w tym nic złego, nie wartościuję tego zjawiska.

Trzeba się przeprowadzić do Los Angeles, aby zrobić karierę w USA?

Na pewno trzeba tam bywać. Z obecności i kontaktu bezpośredniego rodzi się dużo możliwości. Wtedy można nawiązać bliższy kontakt z twórcami filmowymi. To nie jest jakiś mój plan, żeby zaistnieć na amerykańskim rynku. Jeśli jednak pojawi się ciekawa propozycja, to świetnie.

Bartosz Bielenia i inni uczestnicy konkursu European Shooting Stars 2020 Bartosz Bielenia i inni uczestnicy konkursu European Shooting Stars 2020 | Foto (Ausschnitt) © EFP/ Harald Fuhr Skończyłeś 27 lat, otwierają się przed Tobą ogromne możliwości. Coś się może nie udać?

W każdej nowej pracy jest ryzyko. Powinienem był się zabić dzień przed Oscarami w hotelu Chateau Marmont w LA, żeby dołączyć do słynnego klubu. Przegapiłem ten moment, więc teraz będzie tylko ciężej (śmiech).

Planujesz swoją karierę? Co będziesz robił za 5-10 lat?

Kiedyś miałem plany, ale się nie ziściły. Przestałem planować i biorę to, co jest.

Wyczytałem, że chciałbyś kiedyś pracować z Charliem Kaufmanem i Davidem Lynchem. Są inni aktorzy, z którymi chciałbyś zagrać?

Z Bradem Pittem – mam na niego crush po obejrzeniu Once upon a time in Hollywood. Rozmawiałem niedawno z Łukaszem Simlatem. Nie dotarł ostatecznie na casting do filmu Na granicy (polski film z 2016 roku, przyp. red.). Zastanawialiśmy się, co by było, gdyby on dostał rolę zamiast Andrzeja Chyry. Możliwe, że już potem nie obsadziliby nas obydwu w Bożym Ciele. Dobrze, że rzeczy dzieją się tak, jak się dzieją. Wydawałoby się, że Łukasz gra niewielką rolę (starszego księdza, przyp. red.), ale dla mojej postaci to był rdzeń. Wiedziałam, że jeśli znajdziemy dobrego aktora, który zagra księdza – a który jest z kolei wzorem dla mojej postaci – to będę wiedział, na czym budować. A Łukasz jest świetnym aktorem i można od niego kraść. Dużo się od niego nauczyłem. Fascynująca była też gra z Tomkiem Ziętkiem. Cenię sobie walkę o każdy oddech w scenie, żeby nie zostać zjedzonym przez partnera.

Podobno dużo improwizowaliście na planie?

Sporo. Praktycznie do pierwszego klapsa każdej sceny coś zmienialiśmy w scenariuszu. To było po prostu potrzebne w pracy nad tym materiałem.

Czy będziesz miał teraz czas na teatr?

Bartosz Bielenia Bartosz Bielenia | Foto © Sonja Orlewicz-Zakrzewska Na razie teatr ma pierwszeństwo w moim kalendarzu, bo jestem tam (Nowy Teatr w Warszawie, przyp. red.) zatrudniony na etat. Zresztą mieliśmy ciekawe rozmowy w tym kontekście z innymi aktorami nominowanymi do tytułu Shooting Star. Niektórzy też pracują w teatrze. Zgodnie stwierdziliśmy, że to jest doświadczenie nie do przecenienia. Jest się cały czas blisko grania, ma się kontakt ze swoją pracą. Teatr jest dla mnie ważny.

W jakich filmach będzie cię można zobaczyć w najbliższym czasie?

Pracuję teraz przy filmie Prime Time, debiucie pełnometrażowym Kuby Piątka. Robimy castingi i poprawiamy scenariusz. Zdjęcia zaczynamy w sierpniu. To historia o chłopaku, który włamuje się do telewizji w sylwestra 1999 roku. Bierze zakładników i chce wejść na wizję w prime time, bo ma przekaz dla świata. Cały film trwa około 2-3 godzin (akcja i negocjacje z porywaczem). Ponadto, przygotowuję się do filmu na Słowacji, gdzie będę grał wiolonczelistę. Wcześniej mignę też w Magnezji Macieja Bochniaka.

Widziałem, że masz plakietkę proekologicznej organizacji Extinction Rebellion.

Wspieram ich działania. Performatywny wymiar ich akcji przebija pewną bańkę wyobrażeń na temat protestów w ogóle. I może pozwala niektórym ludziom zauważyć problem katastrofy klimatycznej. Myślę, że niedługo wszyscy odczujemy jej konsekwencje, zafundujemy sobie piekło i zrozumiemy, że trzeba działać.