Na skróty:
Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1)Przejdź bezpośrednio do podmenu (Alt 3)Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)

Czterogłos: dyskusja podsumowująca
Wyszehrad-Exit. Dziękujemy autorom!

Gemischtes Doppel - Titelbild Querformat
Ilustracja: Ulrike Zöllner

W ciągu ostatnich pięciu miesięcy nasi autorzy z krajów czwórki wyszehradzkiej mierzyli się intelektualnie z sytuacją w swoich krajach, przybliżali czytelnikom toczące się w nich dyskusje i przyglądali się ruchom tektonicznym na scenie politycznej. Czas na wspólny bilans. 

Nils Bröer: Witajcie! Przez pięć miesięcy wymienialiście się opiniami i doświadczeniami. Na początku Wasze teksty miały dość mroczny charakter, pisaliście o dysfunkcyjnych państwach i cynicznych grach politycznych. W pewnym momencie podjęliśmy jednak decyzję, że skoncentrujemy się na tematach, które napawają optymizmem. Mam wrażenie, że optymizm nie zawsze przychodził Wam z łatwością. Z czego to wynika? Czy w państwach wyszehradzkiej czwórki naprawdę aż tak źle się dzieje?

Tereza Semotamová: Myślę, że nie o to chodzi. To bardziej skomplikowane. Na pierwszy rzut oka sytuacja w naszych krajach rzeczywiście nastraja raczej pesymistycznie. A jednocześnie dzieje się też dużo dobrego. Dla mnie liczy się przede wszystkim to, by nie pisać o samych pozytywach.

Marton Gergely: Sławomir Mrożek został kiedyś zapytany, dlaczego w jego tekstach jest tyle sarkazmu. Odparł, że teksty nie byłyby takie sarkastyczne, gdyby nie odzwierciedlały rzeczywistości Europy Środkowo-Wschodniej. Może na nasz szpagat między pesymizmem a optymizmem ma wpływ również to, jak patrzą na nas Niemcy. Wydaje mi się, że toczymy spór sami ze sobą, zbyt wiele spraw traktujemy zbyt poważnie, a zarazem zbyt lekko.  

Michal Hvorecky: Cóż, żyjemy w dość ponurych czasach. Niedawno czeski piosenkarz folk Jaromir Nohavica osobiście odebrał nagrodę z rąk Władimira Putina. To dość osobliwa decyzja. Okazuje się, że nawet tacy jak on nie zawsze są odporni na propagandę. Coraz więcej intelektualistów nie zdaje egzaminu z politycznej dojrzałości. Dlaczego więc jeszcze nas zdumiewa, że tak zwany „prosty lud“ podczas wyborów kieruje się sympatiami autorytarnymi i wierzy w celowo spreparowane fałszywe informacje? Ale ostatnie pięć miesięcy były bardzo ekscytujące.

Marton Gergely: Pesymistyczny jest duch czasu. W ciągu tych pięciu miesięcy Trump zszedł na absolutne niziny polityczne, w Brazylii wszystko stanęło na głowie, a naukowcy mówią, że ludzkości zostało dwanaście miesięcy na namysł nad sobą, w przeciwnym razie nie będzie już ratunku dla planety.

Michal Hvorecky: Uznane partie spierają się o możliwości kształtowania porządku politycznego w zglobalizowanym świecie. A prawicowi populiści w rządzie austriackim już dawno nie plasowali się pod względem ideologicznym tak blisko państw czwórki wyszehradzkiej...

Tereza Semotamová: Myślę, że jest różnica między rzeczywistością niemiecką a rzeczywistością środkowoeuropejską. U nas postrzega się problemy inaczej. Tu, w Niemczech, na problemy patrzy się jak na normalny składnik codzienności...

Marton Gergely: Trzeba wspomnieć też o tym, że jesteśmy przedstawicielami tego samego pokolenia. Gdzieś przeczytałem, że jesteśmy pierwszym pokoleniem od powojnia, które myśli, że najgorsze jest jeszcze przed nami, a nie już za nami.

Tereza Semotamová: Wracając do Nohavicy. To człowiek, który współpracował ze służbami bezpieczeństwa, trudno określać go jako intelektualistę. Ciekawa historia – u kresu życia zdecydował się przyjąć nagrodę od Putina. „Dziękuję, panie prezydencie...”

Nils Bröer: Czy Waszym zdaniem można mówić o specyficznej wschodnioeuropejskiej dialektyce negatywnej myślenia?

Tereza Semotamová: Nie!!! Moim zdaniem nie. Nie myślę w kategoriach pozytywne/negatywne, lecz krytyczne/bezkrytyczne.

Michal Hvorecky: Nawiążę do słynnego zdania Friedricha Hebbla: „Jesteśmy małym światkiem, w którym ten duży wystawia się na próbę“...

Marton Gergely: Nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Ale odnoszę wrażenie, również śledząc aktualne wiadomości, że nasz sposób myślenia wcale nie jest tak wyjątkowy, jak by się mogło wydawać. Więcej nawet, mieścimy się w trendzie. Przykład: jeśli istnieje epitet, jakiego Węgry boją się jak ognia, to jest nim przymiotnik „wschodnioeuropejski”. Chcemy być albo europejscy albo wyłącznie węgierscy.

Nils Bröer: Welcome Monika! Serdecznie witamy.

Monika Sieradzka: Witajcie! Nils, chciałabym nawiązać do Twojego pytania o dialektykę negatywną. W Polsce faktycznie dawno nie było tak ponuro jak teraz, wystarczy przyjrzeć się ostrej polaryzacji postaw i mowie nienawiści. Przyjaciele i krewni przestają ze sobą rozmawiać dlatego, że są po dwóch różnych stronach barykady. Ale jednocześnie, w obliczu trudnego położenia, wielu ludzi zaczęło się stowarzyszać, wspólnie stawiać opór populistom. Czasami mam poczucie, że my Polacy działamy według pokrętnej wewnętrznej logiki, na zasadzie: im gorzej, tym lepiej. Zaczynamy normalnie funkcjonować dopiero w obliczu wspólnego wroga. Historia Polski pełna jest powstań przeciwko okupantom. Teraz kryzys dotarł i do nas i chyba nie tylko do nas. „Stary świat“, łącznie z demokracją liberalną na wzór zachodni, nie oferuje rozwiązań na miarę czasów. Istnieje paląca potrzeba alternatywnych propozycji.

Tereza Semotamová: Wyczuwam ogólny kryzys elit i intelektualistów. Są po prostu bezradni. Myśleliśmy, że świat idzie w dobrym kierunku. Ale tak nie jest.

Marton Gergely: Różnica polega chyba raczej na tym, jak postrzegamy życie. Nasze nastawienie reprezentuje w pewnym sensie sposób postrzegania typowy dla naszego regionu.

Michal Hvorecky: W minionym okresie również nasze kraje stały się częścią „międzynarodówki autorytarnej”. Od Putina przez Erdogana po Trumpa. Steve Bannon złożył nawet w Pradze wizytę Miloszowi Zemanowi...

Marton Gergely: ...był też u Orbána.

Michal Hvorecky: Ale jest nadzieja! Na Słowacji coraz więcej ludzi zaczyna rozumieć, że o kulturę polityczną należy codziennie dbać i jej bronić. Będziemy nadal stawiać opór!

Marton Gergely: Ja też nie stawiałbym krzyżyka na Węgrzech. To prawda, słabiej słychać opór, bo środki tych, którzy są u władzy, są większe. Ale to nie znaczy, że go nie ma.

Tereza Semotamová: Problem Czech polega na tym, że ostatnie słowo we wszystkich obszarach należy do starszych, a młodzi nie bardzo wiedzą, co z tym fantem zrobić. Prezydent, związki zawodowe, PEN Club i tak dalej – same skamieliny. Ale ten stary świat upadnie. Tylko oni nie chcą przyjąć tego do wiadomości.

Marton Gergely: Tak, zgadzam się z Terezą. Ludzie, którzy dziś są przed czterdziestką, zaczęli chodzić do liceum już po przełomie ustrojowym. Myślą inaczej, działają inaczej, mają inne rozumienie Europy, oczekują od życia czego innego niż ich rodzice, mają inne lęki.

Monika Sieradzka: U nas też są duże podziały, ale nie zawsze przebiegają między pokoleniami. Front przebiega między opcją lewicowo-liberalną a prawicowo-konserwatywną. Niestety jest w Polsce wielu młodych, wykształconych ludzi, którzy opowiadają się za programem narodowo-konserwatywnym w myśl hasła „Polska first“…

Michal Hvorecky: Nie możemy rezygnować ani się poddawać, nie możemy odwracać wzroku, przeciwnie: musimy dokładnie przyglądać się rozwojowi sytuacji w państwach wyszehradzkiej czwórki. Mnie ta wymiana na łamach Czterogłosu pomogła w lepszym zrozumieniu tego, co dzieje się w Waszych krajach.

Tereza Semotamová: Uważam, że to niezwykle ważne, by bacznie obserwować, co się dzieje - nawet jeśli są rzeczy, którzych nie możemy zmienić, naszym obowiązkiem jest informowanie o nich.

Marton Gergely: Większość wyborców przechodziła socjalizację jeszcze w poprzedniej epoce.

Tereza Semotamová: ...w Pradze prezydentem miasta zostanie prawdopodobnie kandydat z partii piratów!

Marton Gergely: Tak jak lubisz!

Tereza Semotamová: Nie jestem klasyczną zwolenniczką partii pirackiej, lecz bardzo ją cenię. Głosują na nią młodzi ludzie na znak protestu. Ale teraz protestujący muszą pokazać, czy potrafią coś więcej poza protestem. Muszą udowodnić, że umieją rządzić.

Marton Gergely: ...wracając do tego, co powiedział Michal: mnie nasza wymiana również pomogła. Również dlatego że udało się powołać do życia nowe projekty. Jestem naprawdę dumny, że mój magazyn, HVG.hu, opublikował artykuł Michala (temat: 100 lat Czechosłowacji). By pisać o naszym regionie, trzeba go znać od podszewki, znać rany historyczne. Mija 100 lat od momentu historycznego, w którym nasze kraje zaczęły iść własną drogą. Węgry w dalszym ciągu nie mogą tego pojąć.

Tereza Semotamová: Tak, to prawda. Uważam, że w obecnych czasach powinno być więcej podobnych projektów – dziennikarze powinni w ogóle częściej współpracować.

Marton Gergely: To, że artykuł Michala został opublikowany na łamach HVG, to zarazem sygnał od nas, młodej generacji.

Michal Hvorecky: Mam nadzieję, że po tym projekcie nawiążemy długofalową współpracę. Przeciętny Słowak wie zatrważająco mało o Węgrzech czy Polsce… a więc nadal piszmy, dyskutujmy, spierajmy się i próbujmy przekonywać. Nasza współpraca w regionie powinna być bardziej ścisła, powinniśmy wypracowywać wspólnie nowe strategie. W żadnym wypadku nie wolno nam dać się zastraszyć!

Monika Sieradzka: Jestem za! Polacy też niewiele wiedzą o naszym regionie. Zainteresowanie tym, co się dzieje na świecie, jest u nas generalnie znacznie mniejsze niż zainteresowanie tym, co dzieje się na własnym podwórku. Polska to kraj bardzo skoncentrowany na sobie, na własnej polityce wewnętrznej i własnych ranach historycznych. Jeśli już mowa o zagranicy, to najpierw uwaga skupia się na USA, potem na Unii Europejskiej, a potem na Rosji. A sąsiedzi, którzy mają podobne doświadczenia, są ignorowani. Dziwne! To musi się zmienić.

Marton Gergely: Na Węgrzech nikt nie mówi o Słowacji. To nie są historie, które opowiada się tutejszym mniejszościom, lecz narracje przyszłościowe. Tak, pozwoliliśmy politykom zawłaszczyć wyszehradzką czwórkę. Ale możemy napełnić ją własną treścią, prawdziwym życiem.

Nils Bröer: W jaki sposób?

Marton Gergely: To nie miało zabrzmieć jak komunał ani strategiczne hasło...

Michal Hvorecky: Każdy z nas bierze na siebie odpowiedzialność i może działać. Przede wszystkim poprzez głosowanie. A tak przy okazji, w Bratysławie w sobotę odbywają się wybory prezydenta miasta. Duże szanse ma młody, mądry kandydat - architekt i gwiazda rocka w jednym! To mógłby być przełom.

Marton Gergely: Wygląda na to, że tylko ja mogę ponarzekać na wyjątkowo żałosnego burmistrza...

Tereza Semotamová: A myśmy przez długie lata mieli straszną żonę Babisza i w całym mieście zawalają się mosty. Lepiej uważać!!!

Marton Gergely: ...jeśli coś u Was spada na ziemię, to są to Niemcy, wyrzucani z okien podczas defenestracji!

Nils Bröer: No, no!

Marton Gergely: Żarty na bok: także w Polsce władzę w dużych miastach objęła opozycja, w wyniku wczorajszych wyborów samorządowych.

Monika Sieradzka: ...to było wielkie zwycięstwo: na 107 miast PiS rządzi już tylko w pięciu! W 28 miastach wygrała opozycja, w pozostałych rządzą niezależni kandydaci. Wybory samorządowe, pierwsze, odkąd PiS jest u władzy, były dla mnie festiwalem oporu obywatelskiego. Zmobilizowała się opozycja - a to optymistyczne zjawisko w naszym rzekomo ponurym świecie.

Tereza Semotamová: W naszej wymianie brakowało mi trochę niemieckiej perspektywy… wschodnio- i zachodnioniemieckiej...

Nils Bröer: Tereza, co masz na myśli? W jakiej formie brakowało Ci perspektywy wschodnio- i zachodnioniemieckiej?

Tereza Semotamová: Jeśli zorganizujecie jeszcze kiedyś podobny projekt, ucieszyłabym się, gdyby wziął w nim udział jeszcze ktoś z Niemiec.

Marton Gergely: Wschód i Zachód. To by było interesujące!

Nils Bröer: A ja byłbym ciekaw, jak Wy odbieracie wewnątrzniemiecką dyskusję o Niemczech Wschodnich i Zachodnich. W niej również poruszana jest kwestia niejasnej tożsamości, biograficznych pęknięć, doświadczenia upadającego systemu...

Tereza Semotamová: Warto by też poruszyć na przykład to, w jaki sposób informuje się w Niemczech o sprawach Europy Wschodniej albo jak dyskutuje się o problemach wewnątrzniemieckich na linii Wschód-Zachód.

Monika Sieradzka: W Niemczech za każdym razem uderzają mnie różnice mentalności w starych i nowych krajach związkowych. To moje osobiste odczucie. Mam wrażenie, że Ossi nadal czują się gorzej traktowani, na gorszej pozycji. Może jest i tak, że do dziś mniej im się płaci, a ton nadają Wessi na eksponowanych stanowiskach.

Nils Bröer: Michal, jesteś jeszcze z nami?

Tereza Semotamová: Widać gołym okiem, że różowo nie jest. Mam na myśli niemiecki Wschód i niemiecki Zachód.

Marton Gergely: ...i bolączki.

Nils Bröer: Jakie bolączki masz na myśli?

Marton Gergely: Wiele dowiecie się o wschodnioeuropejskich bolączkach, gdy następnym razem będzie dla Was pisał Niemiec socjalizowany w NRD. Upraszczanie, dyscyplinowanie.

Tereza Semotamová: Dokładnie tak, też tak uważam. Wschód zawsze był na pozycji podporządkowanej.

Nils Bröer: Pytanie brzmi: czy uważacie Niemcy Wschodnie za bardziej wschodnioeuropejskie niż Niemcy Zachodnie?

Marton Gergely: U Was to wszystko dzieje się w jednym kraju. My zderzamy się z Europą Zachodnią jako państwo. W 2004 roku brałem udział w szkoleniu dla dziennikarzy z całych Bałkanów i nie tylko, które odbywało się w Chorwacji. Fundacja przysłała nam dziennikarkę z Danii, miała nas szkolić. Opowiadała o swoich doświadczeniach w Nigerii i Wietnamie. Ale nigdy wcześniej nie była w Europie Wschodniej. Nawet w Rostocku…

Monika Sieradzka: No cóż, Wietnam i Nigerię dzieli od „starej“ Europy najwyraźniej taki sam dystans co kraje Europy Wschodniej! Nils, tak, dla mnie Niemcy ze Wschodu są w jakimś stopniu wschodnioeuropejscy. Do dziś są obciążeni doświadczeniami przeszłości. Był okres, w którym dogadywali się z komunistami, a to na pewno nie jest powód do dumy. I my, Wschodnioeuropejczycy, mamy ten problem, chociaż Polacy mogą się czuć trochę lepiej, bo w świadomości historycznej wielu Polaków komunizm obaliła Solidarność. Odnoszę wrażenie, że podział Europy na Wschód i Zachód daje się obecnie odczuć mocniej niż przed wejściem do Unii krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Wtedy wydawało się, że ten krok ma charakter czysto formalny, bo i tak wszyscy należymy do jednej Europy. Ale im bardziej się zrastamy, tym bardziej widać różnice. Może to samo dzieje się w Niemczech. Podoba mi się pomysł włączenia do podobnej wymiany dziennikarza urodzonego i socjalizowanego w NRD. To stwarzałoby dobrą platformę do porównań.

Michal Hvorecky: Bacznie śledzę dyskusje, jakie toczą się w Niemczech. Dawniej o wiele rzadziej słyszałem mowę nienawiści, a już na pewno nie na szczeblu rządowym. A teraz ją słychać, słychać nawet teorie spiskowe! Gdziekolwiek jesteśmy, musimy robić wszystko dla wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego.

Marton Gergely: Projekt Europa jest dla nas ważny, bo jesteśmy jego częścią. A nasze bolączki biorą się stąd, że Zachód czasem daje nam do zrozumienia, że tak nie jest.

Michal Hvorecky: Przepraszam, niestety muszę się już pożegnać, mam zebranie. Cześć!

Marton Gergely: Cześć!

Tereza Semotamová: Czy jestem częścią Europy Wschodniej? Czy ja wiem? Czym jest Europa Wschodnia? Trudne pytanie. Na mnie też już pora, na razie…

Marton Gergely: I ja muszę lecieć. Do następnego razu.

Nils Bröer: Ok, cześć! Do następnego razu.
 

Drogie Czytelniczki, drodzy Czytelnicy. Przeczytali Państwo ostatni tekst w ramach projektu Czterogłos. Nie znaczy to jednak, że muszą się Państwo pożegnać z naszymi autorami i autorkami. Co dalej, dowiedzą się Państwo już wkrótce w czasopismie ostpol.de.