Praga, potem
Wiersze

Praga, potem

Praga, potem

Za dużo tego zobaczyłem przez cztery dni. Muszę przyciemnić oczy.
Widziałem deszcz przed deszczem. Widziałem go też po.
Widziałem chmury w samym środku chmur. Widziałem puste niebo.
Widziałem pełnię, która istniała zgodnie z zasadą, że jej brak. Wydać coś
na świat, co byłoby bezbronne. Gdybym nie był podwójnie ja, nie byłoby nic.
Co usłyszałem, zostało powiedziane. Co powiedziałem, popłynęło.
Widziałem w rzece ruchy. We wszystkim czułem drgnienia.
Wszelkie możliwe drgnienia. Plastikowych kubeczków chrzęszczenia. Przejęzyczenia.
We dwoje. Bycie jednym. Trzepak i rzepak. I dojrzałość.
Szytwność. Kończyn. Patrole. Pergole. i Tutaj.
Spojrzałem i powiedziałem. Za dużo tego zobaczyłem przez te cztery dni. Za dużo
tego, co zapadło się w sobie. Dniało i w środku radziły dziwki. Śliwki gniły.
Przy placach. Ktoś przemawiał. I rzekł. Albo zaintonował jakiś wers.
Zawiedzenie. We wszystkim było mówienie. Były żagle i było miejsce na cumowanie.   
Uniosłem kubek do błogosławieństwa. Tymczasem była już ciemność.
Skarb. Do ukrycia. Nogi i ręce. Twoje moje i nic więcej.
Za dużo tego zobaczyłem. Światło i cień. Ból.
I uśmierzenie. Nic nie było lepsze od drugiego. Wszystko było.

Przekład: Ryszard Turczyn