Hobby Horsing
W pogoni za swoim konikiem
Galopują, kłusują i pokonują przeszkody na koniach na kiju, naśladując przy tym zarówno konia, jak i jeźdźca. Brzmi nieco dziwnie? Nie dla miłośników hobby horsingu – młodej dyscypliny sportowej, która w ostatnich latach zdobyła ogromną popularność. Odwiedziliśmy jeden z turniejów, aby sprawdzić, na czym polega fenomen tego sportu.
Upalny dzień pod koniec lata w Górnej Bawarii. Słońce bezlitośnie praży teren zawodów w Waldhauser Hof – stadninie położonej na obrzeżach Monachium. Widzowie szukają schronienia w cieniu rozłożystych drzew. Między jeźdźcami w eleganckich strojach i końmi o lśniącej sierści przemykają dzieci z konikami na kiju między nogami. Podczas pięciodniowego festiwalu jeździeckiego nie chodzi bowiem wyłącznie o jazdę konną. Waldhauser Hof organizuje właśnie swoje pierwsze zawody hobby horse.
Nowa subkultura
Hobby Horsing to nazwa nowej dyscypliny sportowej wywodzącej się z Finlandii, która w ostatnich latach zyskała na popularności dzięki mediom społecznościowym. Zawodniczki i zawodnicy rywalizują na koniach na kiju w konkurencjach bardzo przypominających klasyczne jeździectwo: skokach na czas, skokach przez przeszkody czy ujeżdżaniu. Największa różnica jest oczywista – uczestnicy nie dosiadają prawdziwych koni. Górną częścią ciała naśladują postawę jeźdźców, a nogami odwzorowują ruchy zwierzęcia.Wokół tego, na pierwszy rzut oka prostego sportu, powstał osobny świat. Działa już Niemiecki Związek Hobby Horsing (DtHVV), istnieją szczegółowe regulaminy dotyczące organizacji zawodów, a miłośnicy hobby horse tworzą dobrze rozwiniętą sieć. W mediach społecznościowych funkcjonują dziesiątki profili oferujących ręcznie szyte akcesoria oraz liczne kanały poświęcone samemu sportowi. Jeden motyw powraca szczególnie często: społeczność wokół hobby horsingu jest wyjątkowo wspierająca i życzliwa.
Widać to również w Waldhauser Hof. Po obejściu parkuru przez uczestników konkursu skokowego doświadczona zawodniczka jeszcze raz pokazuje młodszym kolegom i koleżankom, jak prawidłowo wykonać zmianę galopu między przeszkodami. A gdy Cleo uzyskuje najlepszy czas w konkursie, jej rywale cieszą się z jej sukcesu tak, jakby sami odnieśli zwycięstwo.
Z uśmiechem wspomina, jak w ubiegłym roku zorganizowała w swojej stadninie pierwsze zawody hobby horse. Był to jeden z najpiękniejszych dni w jej życiu. W wydarzeniu wzięło udział pięćdziesięcioro dzieci, nie było żadnych kłótni, a opinie były tak pozytywne, że wkrótce potem zorganizowała kolejny turniej. Od tego czasu Bottani regularnie otrzymuje zaproszenia do sędziowania. Jej nazwisko jest dobrze znane w środowisku jeździeckim. Choć znacznie bardziej woli oceniać konkursy w ujeżdżaniu z udziałem prawdziwych koni, chętnie pomaga przy turniejach hobby horse. Jak przyznaje, często spotyka się z pobłażliwymi uśmiechami. Wielu ludzi związanych z jeździectwem uważa tę dyscyplinę za zwykły „absurd”.
Sport jak każdy inny
Nie tylko część środowiska jeździeckiego postrzega hobby horsing jako coś śmiesznego. Także w mediach społecznościowych ten fiński sport bywa nieustannie wyśmiewany. Zwłaszcza gdy dorośli skaczą z koniem na kiju przez przeszkody lub próbują bezbłędnie naśladować różne chody konia, może się to wydawać dość dziwne. Przy bliższym spojrzeniu okazuje się jednak, że jest to po prostu sport jak każdy inny. Na stronie Niemieckiego Związku Hobby Horsing czytamy: „Hobby Horsing to nie tylko hobby, lecz pasja, a przede wszystkim poważna dyscyplina sportowa”.Potwierdza to dwunastoletnia Cara. Przyjechała do Waldhauser Hof na swoje pierwsze zawody i zabrała ze sobą niemal całą „stajnię” – kolekcję pluszowych koni przechowywaną w odwróconej skrzynce po napojach. Większość z nich uszyła własnoręcznie. Jak sama mówi, od roku trenuje hobby horsing „profesjonalnie”. „To zupełnie inny rodzaj wysiłku niż jazda konna” – tłumaczy. Liczą się technika skoku, elegancja ruchu, a przede wszystkim kondycja – i to właśnie ona była jej najbardziej potrzebna podczas konkursów ujeżdżania i skoków przez przeszkody rozgrywanych w palącym popołudniowym słońcu.
Gotowi na olimpiadę?
Sędzia Bottani również nie rozumie krytyki kierowanej pod adresem tej dyscypliny. „Dzieci się ruszają. To najważniejsze” – podkreśla. Poza tym uczą się wszystkiego, co istotne w klasycznym jeździectwie: świadomości własnego ciała, kontroli ruchu, koncentracji, ale także podstawowych zasad uczestnictwa w zawodach. Dla byłej olimpijki hobby horsing jest przede wszystkim pomostem prowadzącym do świata profesjonalnego jeździectwa.Cara patrzy na to inaczej. Dla niej obie dyscypliny mają ze sobą niewiele wspólnego. Najchętniej trenuje potęgę skoków – konkurencję, która również w świecie jeździeckim budzi kontrowersje. Konie muszą bowiem pokonywać przeszkody, które często bywają wyższe od nich samych. W hobby horsingu skacze jednak człowiek, a nie zwierzę, dlatego właśnie ta konkurencja należy do najbardziej widowiskowych. Aktualny rekord wynosi 1,42 metra. Nic dziwnego, że niektórzy miłośnicy koni na kiju marzą o tym, by ich sport pewnego dnia znalazł się w programie igrzysk olimpijskich.