Biennale w Wenecji Okrężną drogą

Od dawna do dobrego tonu należy kontestowanie współzawodnictwa między narodami na weneckim Biennale. Niemiecka prezentacja również poszła w tym kierunku, ale unikała sytuacji konfliktogennych.

Instalacja Aia Weiweia Instalacja Aia Weiweia | © Burkhard Maus Na pierwszy rzut oka sytuacja sprawia wrażenie sztubackiego żartu: Niemcy i Francja zamieniły się pawilonami. Niemiecka ekspozycja ulokowała się w budynku z napisem „Francia”, a w „Germanii” Francuzi prezentują prace albańskiego artysty Anriego Sali.

Decyzja o zamianie pawilonów ekspozycyjnych nie była tak spontaniczna, jak mogłoby się wydawać. Od dawna była ona przedmiotem dyskusji ministerstw spraw zagranicznych obydwu państw i jako gest przyjaźni oficjalnie przypieczętowała 50. rocznicę podpisania Traktatu Elizejskiego.

„Niemiecki“ pawilon na Biennale „Niemiecki“ pawilon na Biennale | © Burkhard Maus

Skąd pochodzisz?

W roku 2011 kuratorka Susanne Gaensheimer zaprezentowała w Wenecji dorobek przedwcześnie zmarłego, wszechstronnego artysty i politycznego nonkonformisty Christopha Schlingensiefa. W 2013 roku postawiła na artystów pochodzących z różnych krajów. W gronie wybranych twórców znaleźli się: Chińczyk Ai Weiwei - obecnie ulubiony dysydent międzynarodowego świata sztuki, Santu Mofokeng – fotografik z RPA, Dayanita Singh – hinduska fotograficzka pochodząca z New Delhi oraz Romuald Karmakar – reżyser filmowy urodzony w Wiesbaden.

Ten ostatni ma matkę Francuzkę i ojca Irańczyka, posiada zarówno francuskie, jak i niemieckie obywatelstwo, a dorastał w hinduskiej rodzinie adopcyjnej. Część swej młodości Karmakar spędził w Atenach, a dziś mieszka w Berlinie. Całą czwórkę artystów łączy to, że mają ścisłe związki z Niemcami, pracowali tam przez pewien czas lub nadal tam działają.

Fragment ekspozycji Fragment ekspozycji | © Burkhard Maus Logika migracji i zglobalizowanego rynku sztuki powoduje jednak, iż przypisywanie cech narodowościowych tym twórcom wcale nie jest łatwe. Dayanita Singh, na przykład, konsekwentnie sprzeciwia się postrzeganiu jej jako artystki hinduskiej i twierdzi, iż jej korzeni artystycznych trzeba szukać „gdzieś w powietrzu”. Na prace Aia Weiweia wielki wpływ miały lata spędzone w Nowym Jorku, a biografia Romualda Karmakara oferuje wyjątkowo szeroką paletę tożsamości kulturowych.

Trudno oprzeć się wrażeniu, iż wybierając Azjatę, Afrykańczyka, Hinduskę i Europejczyka, w pełni świadomie stworzono mieszankę przedstawicieli różnych kręgów kulturowych, która ma ukazywać Niemcy jako kraj przyjazny dla imigrantów. Może to dość niekonwencjonalny sposób postępowania, ale efekt jest bliski idei reprezentacji narodowej.

Gigantyczna plątanina korzeni

W środku pawilonu znajduje się instalacja Bang (2010–2013) – dzieło Aia Weiweia, który, z powodu zakazu opuszczania Chin, mógł nadzorować montaż tylko na odległość. Rzeźba składa się z ośmiuset trójnogich zydli połączonych w jedną artystyczną kompozycję.

Do czasów chińskiej rewolucji kulturalnej taborety tego typu były tradycyjnym elementem umeblowania i często przekazywano je z pokolenia na pokolenie. Dziś już właściwie się ich nie produkuje. Użyte przez Weiweia zydle mają podobną konstrukcję, ale każdy z nich ma unikalne cechy i własną historię.

Dostęp do dalszych pomieszczeń ekspozycyjnych i ich widok zostaje w pierwszym momencie zablokowany przez tę ogromną instalację, której metaforyczny sens można łatwo odczytać: społeczeństwo jest chaotycznie rozrastającą się siecią, złożoną z – podobnych w swej istocie do siebie - indywiduów.

Od dalekiego planu do zbliżenia

Dayanita Singh Dayanita Singh | © Burkhard Maus Przerośnięta rzeźba Aia Weiweia determinuje również perspektywę trzech przyległych pomieszczeń, które robią wrażenie zzoomowanych detali. W cyklach fotograficznych File Room i Sea of Files (2013) Dayanity Singh uchwycona została struktura niekończącego się rozrostu, choć w przypadku sfotografowanych archiwów wydaje się ona mniej organiczna.

Bardzo poczesne miejsce w prezentacji Singh zajmują portrety eunucha Mony, z którym artystka przyjaźni się od wielu lat. W Mona and Myself (2013) widzimy mówiącego Monę, ale nie słyszymy historii jego życia, które, jak wszystko na to wskazuje, naznaczone jest piętnem zamętu i wykluczenia społecznego. Nastrojowy pokaz slajdów z cichym podkładem muzycznym ilustruje przede wszystkim obecne życie Mony.

Santu Mofokenga interesują natomiast wspomnienia i ich związek z konkretnymi miejscami. Jego spokojna, stonowana fotografia krajobrazowa z prowincji Mpumaloanga (w północno-wschodniej części RPA) ukazuje niszczenie tradycyjnych miejsc pochówku przez międzynarodowe koncerny wydobywcze i pozwala widzom odczuć, jak bolesne jest to dla tamtejszej ludności. Na Biennale prezentowany jest również zbiór fotografii archiwalnych (The Black Photo Album / Look at Me, 1890–1950, 1997), który zawiera dużą ilość stereotypowych zdjęć Murzynów, wykonywanych i publikowanych przez kilka pokoleń zagranicznych fotografów oraz – dla kontrastu – wczesne, dumne autoportrety autochtonów.

Niemieckie lekcje

Prace Mokofenga i Singh wzajemnie uzupełniają się w swych różnorodnych perspektywach, natomiast filmy Romualda Karmakara kreują inny wymiar – już choćby tylko dlatego, że odnoszą się bezpośrednio do wydarzeń, które miały miejsce w Niemczech.

Fragment ekspozycji Fragment ekspozycji | © Burkhard Maus Hamburger Lektionen [Lekcje hamburskie] (2006) oraz 8. Mai [8 maja] (2005/2013) dokumentują okrutną, intelektualną logikę dwóch radykalnych ruchów: podżeganie do wojny przeciw niewiernym przez salafickiego kaznodzieję Mohammeda Fizaziego, którego hamburski meczet odwiedzali również sprawcy zamachów z 11 września 2001 oraz wielką demonstrację neonazistów w Berlinie z okazji 60. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej.

Pomimo subtelnego podejścia wszystkich artystów do problemu narodowej tożsamości, zestawienie tych rozmaitych punktów widzenia daje w sumie efekt przeładowania. Projekt zyskałby na jakości, gdyby skoncentrowano się na treści, a nie na podkreślaniu transnarodowej normalności. Jednym z punktów wyjściowych mogłyby być sytuacje konfliktowe interpretowane przez Karmakara. Tymczasem próba zmierzenia się z zagadnieniem znaczenia wpływów kulturowych w procesie kształtowania się wspólnot ogranicza się tu do rzekomo prowokacyjnej, zawiłej koncepcji samej ekspozycji, która polega na tym, że Niemcy prezentują prace międzynarodowych artystów we francuskim pawilonie.