Wolfgang Georgsdorf w rozmowie „Jesteśmy świadkami narodzin nowego paradygmatu”

Artysta,naukowiec i wynalazca Smellera Wolfgang Georgsdorf
Artysta,naukowiec i wynalazca Smellera Wolfgang Georgsdorf | Fot. © Wolfgang Georgsdorf

Artysta, naukowiec i wynalazca Wolfgang Georgsdorf ma ambitny cel: chce opracować system notacji zapachów. Zbudował również „Smellera” - prototyp genialnej maszyny emitującej zapachy.

W kwietniu 2013 roku Google ogłosił wprowadzenie nowej usługi „Google Nose” - wyszukiwarki zapachów, która umożliwia odczuwanie rozmaitych woni za pośrednictwem komputera. Odpowiednia aplikacja generuje molekuły zapachu w pobliżu monitora. Jest Pan użytkownikiem „Google Nose”?

To był udany żart primaaprilisowy. Dziś jeszcze „Google Nose” wydaje się futurystyczną wizją, jednakże zwiastuny takich możliwości pojawiają się od dawna. Potrafimy już konstruować aparaty, które pozwalają nam odbierać wrażenia węchowe w sposób, który jeszcze nie tak dawno temu uznalibyśmy za nierealny.

Pan zbudował takie urządzenie.

Smeller Smeller | Fot.: © Wolfgang Georgsdorf Tak, „Smellera”. I to nie jest żaden żart. Po raz pierwszy wynalazek ten zaprezentowałem latem zeszłego roku, w ramach wystawy Sinnesrausch w Linzu. Wraz z zespołem ekspertów - architektów, dizajnerów, perfumiarzy, mechatroników, chemików i techników klimatyzacji - stworzyłem prototyp maszyny, która umożliwia sekwencyjne percypowanie zapachów. Emituje ona zapachy w określonej kolejności, a więc można to porównać do - doskonale nam znanego - sekwencyjnego prezentowania obrazów, dźwięków czy też liter.

I to działa?

Nawet znakomicie. „Smeller” umożliwia wprowadzanie różnych zapachów do pomieszczenia oraz błyskawiczne ich usuwanie. Proszę sobie wyobrazić, że z każdym oddechem wciąga Pan do nosa nową woń. I te zapachy wcale się nie kumulują. „Smellodies” - sekwencje zapachów - pojawiają się i znikają jak obrazy, wybrzmiewają i cichną jak dźwięki. To jest zupełnie nowy rodzaj percepcji, trudno go porównać z jakimś znanym nam zjawiskiem. 

Świat pełen molekuł zapachowych

Jak Pan to rozumie?

Generalnie nie mamy możliwości takiego przeżywania zapachów, jakby one były pełną napięcia poezją, która może zaistnieć jedynie w konkretnym czasie. Świat jest pełen molekuł zapachowych, które rozpraszają się i kumulują w powietrzu. Dzięki „Smellerowi” możemy kontrolować powietrze w pomieszczeniu, a więc regulować jego przepływ i panować nad najmniejszymi turbulencjami. Analogicznie jak w kinie, czy też w sali koncertowej, gdzie potrafimy sterować światłem lub dźwiękiem.
 
Uruchamianie Smellera (wideo, reżyseria: Wolfgang Georgsdorf)

Mam wrażenie, że Pański projekt wymagał ogromnych nakładów.

„Smeller” jest skomplikowanym urządzeniem, ale nakłady są rzeczą względną. Zwłaszcza jeżeli porównamy je na przykład z wysiłkami, jakich wymagało skonstruowanie tego, co dziś nazywamy kinem - mam tu na myśli wszystkie te osiągnięcia inżynierskie, przemyślną maszynerię, łatwopalny celuloid itd. Albo wyobraźmy sobie nakłady, jakich wymagają organy kościelne: tony blachy, wiatrownice, dmuchawy, wszystkie te obliczenia akustyczne, załamania fal dźwiękowych, echa. Zawsze mnie dziwiło, że człowiek nie kultywuje medium zapachu w taki sposób, w jaki zajmuje się obrazem i dźwiękiem. A przecież możliwości wyrazu artystycznego są wręcz niesamowite. To jest nowy paradygmat.

Sekwencje zapachowe i „sinolfie“

Jak opisałby Pan doświadczenie percepcyjne w pomieszczeniu, gdzie funkcjonuje „Smeller”?

Dzięki najzwyklejszemu oddychaniu i wąchaniu przeżywamy taką pełnię, jakiej do tej pory doznawaliśmy jedynie w przypadku silnych wrażeń audiowizualnych. I nie mam tu na myśli wyłącznie tzw. efektu Prousta, czyli przywoływania wspomnień przy pomocy zapachów. „Smeller” rozprowadza sekwencje zapachów z taką precyzją, że efekty wykraczają daleko poza zwykłe ewokowanie konkretnych miejsc, momentów lub przeżyć. Niech Pan pomyśli o zapachu powietrza przed opadem śniegu, o woni ulicy po letnim deszczu albo o ledwo wyczuwalnej mieszaninie zapachów żywicy, mchu, porostów i grzybów, która unosi się późnym latem nad powierzchnią jeziora. I proszę sobie wyobrazić, jak te doznania węchowe łączą się i tworzą coś zupełnie nowego.

To znaczy, że można naprawdę „komponować” utwory zapachowe?

„Sinolfie“ na Smellera „Sinolfie“ na Smellera | Fot.: © Wolfgang Georgsdorf Właśnie tak. Ja nazywam je „sinolfiami” przez analogię do symfonii w muzyce. Napisałem już trochę utworów na „Smellera”, między innymi Fugi miejskie, które umożliwiają olfaktoryczne zgłębianie rozmaitych przestrzeni i wnętrz miejskich, a więc dworca kolejowego, portu lotniczego, restauracji, samochodu, windy, lobby hotelowego, łazienki, pływalni, czy też kasyna. Albo cykl Dzieciństwo, który w jedenastu częściach przybliża świat doznań węchowych dziecka, od narodzin do pierwszej miłości: jest tam pierwsza wiosna, pierwszy spektakl cyrkowy (z zapachem waty cukrowej i moczu tygrysów), a także pierwszy dzień w szkole (z wonią gumki do mazania, linoleum, atramentu, papieru i ubranek szkolnych). A w tym roku na festiwalu filmowym Crossing Europe zaprezentowałem NO(I)SE – pierwszy film kinowy ze ścieżką zapachową, zrealizowaną przy wykorzystaniu technologii „Smellera”.

Eksploratorium zmysłu powonienia

Gdzie obecnie można sprawdzić, jak działa „Smeller”?

W tym momencie niestety nigdzie. Ale w Berlinie prowadzimy rozmowy z pewnymi decydentami kulturalnymi. Uważam za rzecz bardzo ważną, żebyśmy zrozumieli, iż „Smeller” to coś więcej niż instalacja artystyczna. „Smeller” to eksploratorium węchu, prototyp multisensorycznego pomieszczenia, kompleksowy hardware i software, który doświadczenie węchowe stawia na równi z innymi wrażeniami zmysłowymi. Wkrótce węch przestanie być traktowany po macoszemu.

A więc w niedalekiej przyszłości coraz częściej będziemy mieli do czynienia z zapachem rozumianym jako technicznie implementowane medium?

Jestem przekonany, że tak właśnie będzie. To tylko kwestia czasu. Pojawi się coś w rodzaju telewizji zapachowej, rozwinie się zaawansowany aromamarketing. A my na nowo nauczymy się mówić o zapachach i będziemy poruszać bardziej zróżnicowaną tematykę: jak percypujemy wonie, jak je kodujemy, jak one nami manipulują. Będzie więc podobnie, jak to już jest od dawna w przypadku obrazów, czy też dźwięków.
 

Artykuł ukazał się w katalogu do wystawy
„Zapach – niewidzialny kod“
Warszawa, 21.11.2013–19.01.2014