The Notwist Ponad granicami

The Notwist
The Notwist | Foto: livepict.com; CC

Czas działa na korzyść The Notwist. Im dłużej nagrywają, tym lepsze robią płyty. A im dłużej grają razem, tym w lepszej są formie. Najnowszym albumem Close to the Glass potwierdzają swój światowy poziom i mocną pozycję na zagranicznych rynkach.

„Czy jest jakiś sens w tych liczbach? W 2002 roku wyszła płyta Neon Golden. Sześć lat później ukazała się The Devil, You + Me. A teraz, w 2014 roku? Tak, The Notwist powraca....“ – tak na Twitterze członkowie The Notwist zapowiadali premierę swojego ósmego albumu Close to the Glass. Później w prawie każdym wywiadzie musieli odpowiadać na pytanie, skąd ta nieregularność w wydawaniu płyt i dlaczego nagrywanie zajmuje tyle czasu. Lider Markus Acher wyjaśniał, że mają taki system – najpierw dwa lata koncertują po wydaniu jednego materiału, przez dwa kolejne zajmują się innymi projektami, a praca nad następnym zajmuje też około dwóch lat. Tym razem starali się przyspieszyć ten proces, ale nie udało się. Ich muzyka musi brzmieć nowocześnie, oryginalnie i musi być dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, a to wymaga czasu.


The Notwist, utwór „Close To The Glass“ z płyty o tej samej nazwie; Źródło: www.youtube.com

Żadnych zasad

Od prawie 25 lat The Notwist są jednym z najciekawszych zespołów na niemieckiej scenie niezależnej, a od ponad dekady są też głównym towarem eksportowym Niemiec. Na międzynarodowej scenie indie-rockowej zaistnieli albumem Neon Golden, którym zachwycili się nawet członkowie Radiohead. The Notwist również w nowatorski sposób połączyli muzykę gitarową z elektroniką, ale ich eksperymenty w tej dziedzinie trwają znacznie dłużej niż modnych Brytyjczyków, ponieważ muzycy wywodzą się z niemieckiej sceny post-rockowej z końca lat 90. Pomimo sukcesu wciąż udzielają się w wielu projektach: Markus Acher z żoną Valerie Trebeljahr współtworzy grupę electro-popową Lali Puna, a z bratem Michą gra w nowoczesnym jazzowym składzie Tied & Tickled Trio, natomiast Martin Gretschmann nagrywa solowo elektronikę jako Console. Oprócz tego cały zespół od lat komponuje muzykę do teatru i filmów oraz połączył siły z hiphopowym duetem Themselves w przedsięwzięciu 13&God.

W związku z wieloma projektami i inspiracjami nagrywanie Close to the Glass nie było łatwe. „Tym razem nie było żadnych zasad – tłumaczy Markus Acher. – Do tej pory zawsze zastanawialiśmy się, jaka płyta mogłaby być, jak mogłaby zabrzmieć, jaki powinien być jej ogólny kierunek. Jednak im dłużej pracowaliśmy nad tym albumem, tym bardziej byliśmy zdesperowani, bo każda piosenka brzmiała inaczej. W końcu pomyśleliśmy, że może nie powinniśmy się tym przejmować. Możemy nagrywać różne rzeczy i nie myśleć o tym, jak zabrzmi to wszystko na koniec. Niech to będzie jeden długi collage dźwiękowy“. Efekt jest taki, że z jednej strony w singlu Kong słychać wpływy Stereolab, w Seven Hour Drive gitarową ścianę dźwięku w stylu My Bloody Valentine, a z drugiej w Into Another Tune pojawia się cytat z minimalistycznej kompozycji Steve’a Reicha i w ośmiominutowej etiudzie Lineri krautrockowe wpływy Kraftwerk i Neu!. Całość płyty spaja smutny, nieśmiały głos Markusa Achera i typowa dla piosenek The Notwist melancholia.


The Notwist, utwór „Kong“ z płyty „Close To The Glass“; Źródło: www.youtube.com

Nowy start

Od początku kariery grupa z Weilheim pokonała długą drogę od prostego gitarowego grania wywodzącego się punka i hardcore’u, do tworzenia nowoczesnej muzyki z wykorzystaniem gitar, perkusji oraz syntezatorów, samplerów i komputerów. „Kiedy zaczynaliśmy pod koniec lat 80., nasza kolekcja płytowa była mała. Jednocześnie ta muzyka oddawała emocje, które odczuwaliśmy jako młodzi ludzie żyjąc w małym miasteczku – wspomina Markus Acher. – Jak poznawaliśmy nowe rzeczy, to włączaliśmy je w naszą muzykę. Ważna rolę odegrało pojawianie się Martina, który wniósł do składu elektronikę. Wcześniej graliśmy prosto, ćwiczyliśmy w sali i wchodziliśmy do studia. Z nimi zaczęliśmy eksperymentować w studio i to otworzyło nowy etap w historii grupy“. Pierwsze zmiany stylu pojawiły się na albumie Shrink, a przełom nastąpił na Neon Golden. Dla niemieckiej prasy była to taka przemiana jak Radiohead na płytach OK Computer i Kid A. Natomiast dla zagranicznych mediów historia The Notwist zaczęła się dopiero od Neon Golden.

Na przestrzeni lat w życiu członków nastąpił jeszcze jedna ważna zmiana – podjęli oni decyzję o opuszczeniu rodzinnych stron. Markus Acher mieszka z rodziną w Monachium, Micha Acher kilka kilometrów od Weilheim, a Martin Gretschmann przeprowadził się do Berlina. Gdy zrobiło się głośno o The Notwist, a prasa odkrywała kolejne zespoły Lali Puna, Tied & Tickled Trio, Console, Ms John Soda, Couch, niewielkie miasteczko w Górnej Bawarii nazywano „niemieckim Seattle“. Obecnie muzycy przyznają, że większość ich znajomych z czasów szkolnych wyjechała i Weilheim opustoszało. Jednak oni regularnie tam jeżdżą, mają tam swoją starą salę prób i studio nagraniowe Alien Transistor, w którym zarejstrowali również swój ostatni album Close to the Glass. „To miasto było dla nas ważnym miejscem, jeśli chodzi o przyjaźń, trzymanie się razem, wspólną ideę robienia muzyki. Tam się wychowaliśmy – wspomina Markus Acher. – Cieszmy się, kiedy możemy tam wrócić, ale jednocześnie przypominam sobie wtedy, jak bardzo chcieliśmy się stamtąd wyrwać, kiedy tam mieszkaliśmy“.

Stary styl

Kiedy The Notwist ruszali na podbój zagranicznych rynków, niemiecka prasa miała wiele wątpliwości, czy odniosą sukces. Przeszkód upatrywano w tak trywialnych sprawach jak niemodny styl ubierania się w stare t-shirty, koszule i dżinsy, niezbyt atrakcyjny wygląd w okularach, z brodami i potarganymi włosami oraz sztywny styl bycia i kiepski kontakt z mediami. Zarzucano im również, że ich muzyka stała się popowa, a teksty po angielsku pełne są błędów gramatycznych i dziwnych sformułowań niezrozumiałych dla Brytyjczyków i Amerykanów. Mówiło się też o odrzuceniu przez zespół intratnych konktraktów płytowych i ofert od koncernów na zakup piosenek do reklam. Mimo to The Notwist przetrwali. Udało im się odnieść sukces na własnych zasadach, na europejskich rynkach w barwach City Slang i w Stanach pod skrzydłami Domino Records, a obecnie kultowego Sub Pop z Seattle oraz grając trasy koncertowe od Berlina, przez Paryż i Londyn do Nowego Jorku, Los Angeles oraz Montrealu i Toronto. Nie przeszkodziło im ani pochodzenie z małego miasteczka, ani niemieckie obywatelstwo, ani nieregularne wydawanie płyt, ani granie takiej muzyki, jaką lubią.