schnellebuntebilder Intruzywna maszyna

© Goethe-Institut w Krakowie

Nawet dzwonek do drzwi jest dziś skomplikowaną maszyną. O intruzywnej technologii w życiu codziennym mówi kolektyw artystyczny schnellebuntebilder.

schnellebuntebilder to trzyosobowy kolektyw pracujący na polu sztuki interaktywnej. Ich prezentowany we Wrocławiu projekt The Big Printer składa się z systemu rozpoznającego twarze, cyfrowego aparatu fotograficznego, drukarki i niszczarki do papieru – Big Printer robi widzom zdjęcia, drukuje je, a następnie niszczy, resztki pozostawiając w środku szklanego „akwarium“ stojącego w przestrzeni publicznej placu Targowego. Co o prywatności i wkraczaniu inwazyjnej technologii w życie codzienne mówi ten projekt? Z schnellebuntebilder rozmawia Jakub Dymek.
 
Jakub Dymek: Jak przyszedł wam do głowy pomysł na tę pracę? Temat globalnego nadzoru w sieci czy wszechobecności algorytmów w naszym życiu jest obecny w sztuce od paru lat, prowokuje do ważnych dyskusji, a wy pracowaliście nad projektami artystycznymi używającymi na przykład sensorów ruchu już w 2013 roku... jakie jest więc wasze podejście do tych problemów, co stoi za Big Printer?
 
Schnellebuntebilder: Możliwość zrealizowania pracy w tej akurat przestrzeni [przeszklonej, przypominającej akwarium witrynie-wylocie parkingu podziemnego przy wrocławskim placu Targowym] od razu przykuła naszą uwagę – to miejsce publiczne, w przestrzeni miasta, ale otwarte i zamknięte zarazem, co wynika zarówno z jego architektury w postaci szklanego kontenera, jak i jego symboliki. Mieliśmy parę pomysłów, jak do tego nawiązać, i każdy z nich był rozwinięciem naszych poprzednich prac, realizowanych w tradycyjnych przestrzeniach wystawienniczych. Przychodziły nam do głowy rozwiązania, które koncentrowały się na aspekcie estetycznym [tego miejsca], ale też pomysły czysto techniczne. W końcu jednak wszystko to sprowadziło się do jednego: próby odkrycia nowych sposobów interakcji z widownią i postawienia nowych pytań przy użyciu atrakcyjnych wizualnie środków.
 
W przypadku Big Printera kusząca była możliwość wykorzystania dualizmu, jaki oferuje obiekt [akwarium/kontener] – widzisz, co jest w środku, jesteś tego częścią, ale niewiele możesz zrobić z zawartością. Postanowiliśmy zatem skonfrontować widza czy widzkę z ich własnym obrazem i zobaczyć, do jakich pytań do prowadzi.
 
Kolejna rzecz to forma rzeźby, która zmienia się z czasem. Gniazdo papieru, które powstaje ze zniszczonych fotografii, zawiera wiele informacji. Na początku nie pomyśleliśmy, że w środku kontenera możemy zainstalować niszczarkę, więc na pewnym etapie projekt zakładał przechowywanie w akwarium nienaruszonych zdjęć. Niszczarka daje poczucie bezpieczeństwa, że zdjęcia fizycznie nie ma, ale to wrażenie jest fałszywe – my, albo maszyna, możemy przecież odtworzyć każde ze zdjęć, które zrobił Big Printer.
 
Właśnie, wasza instalacja reaguje na coś bardzo osobistego, nie abstrakcyjny obraz czy ruch, ale twarz. Jest przez to bardziej intruzywna? I co to właściwie znaczy w kontekście maszyn?
 
Tak, Big Printer to bardzo intruzywna maszyna. Ma za zadanie znaleźć widza, nie zastanawiając się, kto to. Więc, jeśli jesteś zainteresowany tym, co widzisz, to automatycznie stajesz się częścią tego, na co patrzysz. Ryzykujesz utratę pasywnej postawy odbiorcy czy odbiorczyni, ale i chwilową utratę prywatności – twoje zdjęcie, zrobione bez zgody, będzie przez kilka minut widoczne.
 
Zazwyczaj zajmują nas projekty, które są interaktywne, to znaczy dają możliwość stworzenia czegoś tu i teraz. Przy tym pomyśle spodobało nam się założenie, że to maszyna będzie „kreatywna”, z jej strony będzie więcej interakcji niż ze strony widzów czy widzek, bo ci drudzy mogą tylko wpłynąć na proces, ale nie o nim zadecydować.
 
Ten proces, który zachodzi w środku ma materialny i niematerialny charakter, bo działają i software i stara, dobra niszczarka, prawda?
 
Instalacja składa się z niewidocznego oprogramowania (software) i sprzętu (hardware) – zresztą, jak większość współczesnych maszyn. Nawet całkiem głupie rzeczy, radiobudzik czy dzwonek do drzwi), które można zrobić bez użycia kodu komputerowego, i tak tworzy się wykorzystując software i hardware. Z Big Printer idziemy nawet o krok dalej, bo maszyna pokazuje zazwyczaj niewidoczne elementy procesu działania algorytmów – widzisz mechanizm wykrywania twarzy na ekranie i od razu widzisz jak zaczyna pracować drukarka... Ukryliśmy tylko ten aspekt działania, gdy maszyna typuje kolejną osobę do „złapania“. Instalacja była wyzwaniem technologicznym, ale jednocześnie z zewnątrz to, co się dzieje, wygląda na dość prostą czynność – nie chcemy zwracać uwagi na technikalia, ale proces, który zachodzi.
 
To też otwarty eksperyment. Nie wiemy, jak bardzo wypełni się kontener zniszczonymi zdjęciami. Na pewno będzie tych ścinków dużo. Na początku jednak można spojrzeć na to, jak na rzeźbę, bez tego, co w środku i co wykorzystano do jej stworzenia.
 
Myślcie, że ten projekt może posłużyć jako pewnego rodzaju memento? W środowisku dziennikarzy, artystów czy geeków wydawać się może, że działanie algorytmów czy systemów rozpoznawania twarzy to coś w gruncie rzeczy oswojonego, ale tak naprawdę nie tylko my, ale i społeczeństwo w ogóle, jesteśmy pozbawieni wiedzy o tym, co się za nimi kryje.
 
Tak, jesteśmy mniej lub bardziej nieświadomi. Ale na początku, by rozjaśnić ten problem, trzeba zacząć o nim debatować – podnieść tematy nadzoru i związanej z nim technologii. Ale my nie chcemy ani oceniać, ani przestrzegać. My tylko obserwujemy i dokumentujemy rzeczy wokół nas, umiejscawiając jakiś aspekt rzeczywistości pod lupą, by wyciągnąć to, co intrygujące czy ciekawe. Czy to wystarczy na memento? Niech ocenią to przechodnie.
 
Wasz projekt może jednak zwracać uwagę przede wszystkim na pewien niepokojący wymiar obecności oprogramowania i algorytmów w codziennym życiu. Big Printer pokazywany będzie jednak w sekcji wystawy pod nazwą Expanded City, która sugeruje też bardziej neutralne czy pozytywne możliwości użycia technologii i danych. Rozważacie więc też drugą stronę medalu?
 
To oczywiście kwestia perspektywy i przede wszystkim zaufania. Wykorzystanie danych w ogóle to sprawa bardzo indywidualna. Jeśli używam osobistego sensora, jak aplikacji do biegania, to robię to dla własnego zdrowia, ale przy tym informacje o stanie mojego zdrowia trafiają też do ubezpieczyciela, który na ich podstawie podejmuje decyzję, czy na przykład nie podwyższyć mi składki albo w ogóle mnie nie wykopać.
 
Etyka jest istotną sprawą, gdy przychodzi do użytkowania nowych technologii. Trzeba podjąć decyzję, ile informacji chcemy udostępniać. Big Printer pokazuje, że czynności, które tradycyjnie nie podlegały rejestrowaniu – jak przemieszczanie się w przestrzeni publicznej – dziś są kwestią obiegu danych. Ale raz jeszcze: danych można używać na różne sposoby, i jak w przypadku większości technologii, często bywa to ambiwalentne. 

schnellebuntebilder 

Trzyosobowy zespół artystów i projektantów działający w Berlinie od 2011 roku, zajmujący się animacją i designem interaktywnym. Pracowali m.in dla Arte.tv, World Wildlife Foundation czy agencji McCann Erickson. Więcej informacji tutaj.