Literatura Pisarz i psychiatra. Jakoba Heina widzenia Berlina

Berliński tramwaj
© colourbox.de

Jakob Hein miał stworzyć książkę na zlecenie, w ramach serii przewodników po miastach, pisanych z przymrużeniem oka. Powstał czuło-ironiczny portret Berlina, a autor ma dzięki tej książce zabezpieczoną emeryturę.

HIPSTER Z BERLINA

Ojciec Jakoba, Christoph Hein, to jeden z ważniejszych pisarzy niemieckich. Mama, Christiane Hein, była reżyserką. Zaś brat jest profesorem matematyki. Sam Jakob Hein nie mówi o sobie jako o pisarzu, mimo że w katalogu bibliotecznym pod jego nazwiskiem znajdziemy kilkanaście tytułów. Wydaje je od 2001 roku, z zadziwiającą systematycznością – prawie co rok nowa książka. Są wśród nich zbiory esejów, szkice, książki humorystyczne, a także proza.

 „Jestem z zawodu psychiatrą, to mój główny zawód” – przedstawia się Hein, Berlińczyk prawie od urodzenia. „Prawie”, bo urodził się w Lipsku, a do Berlina przeniósł się z rodziną w roku 1972. Berlin stał się nie tylko miejscem zamieszkania i – potem – pracy, ale również tematem jednej z jego najgłośniejszych książek, która niedawno ukazała się w języku polskim pod tytułem „Berlin. Hipsterska stolica Europy”.

„Ucieszyłem się, że napisałem książkę o europejskiej stolicy hipsterów” –  śmiał się Hein podczas spotkania autorskiego w Goethe-Institut w Krakowie. „Naprawdę się cieszę, choć nie wiedziałem, że to tak wygląda. Prawdę mówiąc, słowo ‘hipster’ nie występuje oryginalnie w moim tekście. Ale przyzwyczaiłem się do takich zmian. Książka od wielu lat żyje własnym życiem – jest już nawet wersja estońska i chyba nawet tajska”.

A W KOLONII NIE ZACZEKAJĄ

Na to, by Jakob Hein napisał książkę o Berlinie, wpadli redaktorzy w wydawnictwie Piper, które od lat z powodzeniem wydaje książki w rodzaju przewodników („Gebrauchsanweisung”), ale pisane lekkim piórem, traktujące główny temat nieco z przymrużeniem oka, chętnie ironicznie. Pośród wielu miejsc i miast opisywanych przez różnych autorów znajdziemy między innymi Zurych, Toskanię, Barcelonę, Nowy Jork, Izrael, Hamburg, a nawet i Polskę (autorem tego tomu jest Radek Knapp, autor wydanej w kraju nad Wisłą książki „Lekcje pana Kuki”).

Jakob Hein, znany już z ciepło-krytycznego stosunku do Berlina, zdawał się być idealnym autorem. Jego książka to podróż przez miasto zapachów – od różnorodnych nut musztardy unoszących się wokół kiosków z kiełbaskami po orientalne przyprawy i zioła z tureckich dzielnic – i niecodziennych sytuacji. Jak chociażby historia przyjaciela Heinego, który podczas sprawdzania biletów powtarzał formułkę: „Jestem buddystą, a pan jest tylko złudzeniem”. Nie trzeba dodawać, że od pewnego momentu nie musiał w ogóle kasować biletów.

Co ważne, Hein nie zachwyca się stolicą Niemiec bezkrytycznie. Często kpi, ironiczną kreską kreśli obraz miasta – na przykład gdy wytyka Berlińczykom ich skłonność do narzekania.
„Super, że można sobie ponarzekać. To daje dużo radości” – stwierdza Hein i przytacza przykład ze swojej książki. „W Berlinie kiedy dobiegasz spóźniony do autobusu, kierowca zaczeka, a na przykład w Kolonii – nie. Ale potem berliński kierowca cały czas narzeka i głośno marudzi: ‘że mógłby pan sobie kupić budzik, że z  takim tempem to nigdy nie dopuszczą pan do berlińskiego maratonu’. Pasażer słucha tych narzekań, ale jedzie, a w Kolonii by nie jechał. Te narzekania to element swoistej berlińskiej uprzejmości. To właśnie chciałem pokazać w książce, choć trudno jest tego rodzaju zjawisko ubrać w słowa”.

SZAMPAN NA OTWARCIE LOTNISKA

Pierwsze wydanie książki o Berlinie pojawiło się w Niemczech w 2006 roku i od tamtego czasu było wielokrotnie wznawiane, a tłumaczenia przewodnika ukazały się w wielu językach. Hein co jakiś czas zmuszony jest jednak zaglądać do tekstu i wprowadzać rozmaite uaktualnienia.

„Książka krąży wśród czytelników od 11 lat. Dwa razy ją zmieniałem, a kiedy za dwa lata nasze legendarne lotnisko się otworzy, będę musiał napisać kolejną wersję”.

Na pytanie, czy wierzy, że budowane od kilku lat centralne lotnisko Brandenburgii i Berlina faktycznie zostanie uruchomione, Hein odpowiada w swoim stylu – anegdotą:
„Założyłem się z moją znajomą z Uzbekistanu – jeżeli do końca 2019 roku lotnisko będzie otwarte, to muszę przynieść skrzynkę szampana na Sylwestra, ale jeśli nie uda się go otworzyć – to ona musi przynieść tę skrzynkę. To ma być oczywiście skrzynka prawdziwego szampana. Inaczej zakład się nie liczy”.

UCHODŹCY TO NIE PROBLEM

Co jeszcze musiał zmienić Hein w swojej książce o Berlinie?
„W pierwszej wersji z 2006 roku było jeszcze napisane, że mieszkania w Berlinie są bardzo tanie. Teraz ceny nieruchomości dostosowują się do tych w Paryżu i innych wielkich metropoliach, choć pensje mieszkańców Berlina nie są jeszcze tak wysokie jak te w Paryżu czy Mediolanie. Ludzie, którzy długo mieszkali w Berlinie, wyprowadzają się więc z miasta. Mieszkania kupują za to amerykańskie gwiazdy filmowe. Śródmieście staje się coraz droższe, a na obrzeżach powstają ogromne dzielnice, w których są społeczne napięcia. Nie jest jeszcze tak, jak w Paryżu, ale powoli obserwujemy już zmiany” – Hein przybiera na chwilę poważny ton.

Autor przyznaje, że uchodźcy, którzy od kilku lat są ważnym tematem w rozmowach o Berlinie, nie są problemem. „Ważniejsza jest kwestia mieszkań, ale chcę zaznaczyć, że nie są temu winni uchodźcy syryjscy, bo nie mają oni żadnego wpływu na politykę mieszkaniową władz Berlina. Większy problem mamy z tym, że społeczeństwo zaczyna się dzielić i rozwarstwiać. Jest wiele osób, które mieszkają w Berlinie, ale nie mają poczucia, że należą do społeczeństwa miasta”.

Z drugiej strony – jak stwierdza Hein – „mieliśmy na przykład ten okropny atak terrorystyczny tuż przed Bożym Narodzeniem. Miasto było zszokowane, byliśmy smutni. Ale było też zupełnie oczywiste, że nic się w Berlinie nie zmieni z powodu tych drani, którzy to zrobili. Nikt z mieszkańców sobie na to nie zasłużył. Będziemy pamiętać o ofiarach, ale to nie spowoduje, że przestaniemy być tacy jak wcześniej. Nie ma takiej możliwości, żebyśmy zostali wytrąceni z bycia Berlińczykami. Wciąż zachowujemy to krytyczne podejście do samych siebie, które umożliwiło także i mi napisanie książki o mieście”. 

PODSŁUCHAĆ PRZESZŁOŚĆ

Słuchając opowieści Heina o Berlinie, szybko można się zorientować, że najważniejszym tematem są dla niego ludzie.
„To naturalne. Psychiatra i pisarz interesują się ludźmi” – konstatuje Hein. „I psychiatra, i pisarz chętnie rozmyślają o tym, co inni myślą. Dla mnie te dwa zajęcia się łączą – w obydwu tych zawodach zajmuję się ludźmi i dużo z nimi rozmawiam”.

Wśród wielu pasji i profesjonalnych zainteresowań Heina jest też na przykład niemiecki humor, któremu Hein poświęcił osobną książkę, czy najmłodsi czytelnicy, którym dedykował kilka opowieści. Publicysta wsłuchuje się też z uwagą w język młodzieży i to – co ciekawe – nie tylko współczesnej, ale i tej z poprzednich pokoleń. Temu zagadnieniu poświęcił nawet osobne miejsce na swojej autorskiej stronie internetowej (www.jakobhein.de).

Czy Hein nas jeszcze czymś zaskoczy?  
Z pewnością i to zapewne już niebawem.  Już na jesieni zapowiadana jest jego nowa książka. „Jej akcja toczy się sprzed stu laty i jest to coś zupełnie innego, niż to, co do tej pory stworzyłem” – uchyla rąbka tajemnicy Hein.
 
Jakob Hein © Susanne Schleyer Jakob Hein (ur. 1971 w Lipsku) pracował w latach 1998-2011 jako ordynator w Klinice Psychiatrii i Psychoterapii Szpitala Uniwersyteckiego Charité w Berlinie. Od 2011roku prowadzi prywatną praktykę psychiatrii dzieci i młodzieży oraz psychiatrii i psychoterapii. Pisaniem zajął się w konsekwencji swoich występów we wschodnioberlińskiej kawiarni Kaffee Burger; od 1998 jest członkiem funkcjonującej tam „Reformbühne Heim und Welt“ czyli „Sceny Reformatorskiej Dom i Świat“. Opublikował 15 książek.