Muzyka dawna 2017 Muzyka (dawna) na cały rok…

Rok 2017 był rokiem Lutra i Telemanna. Anton Steck, profesor skrzypiec barokowych, omawia miniony rok w kontekście muzyki dawnej i aktualnych problemów wykonawstwa historycznego.

Zwłaszcza w „muzyce dawnej“ rocznice stają się często pretekstem do przywołania pewnych kompozytorów lub wydarzeń. Niejeden kompozytor został w ten sposób odkryty, czy też w większym stopniu przyciągnął uwagę słuchaczy. Stało się tak w roku 1988, gdy obchodzono dwustulecie śmierci Carla Philippa Emanuela Bacha: jego wspaniałe dzieła dopiero wówczas zyskały należyte uznanie współczesnej publiczności, by odtąd na stałe zagościć w salach koncertowych.

Presja rocznicowa może jednak też powodować jednostronne postrzeganie przeszłości i niekoniecznie sprzyjać odkurzaniu szlagierów. W roku 2017 było jednak inaczej: obie rocznicowe postacie – Marcin Luter i Georg Philipp Telemann – miały w różnych epokach istotny wpływ na muzykę i na Europę. Luter to przede wszystkim słowo, język niemiecki. Bez niego jego rozwój byłby dużo bardziej powolny – dzięki niemu oraz wynalazkowi Gutenberga język niemiecki dużo szybciej rozpowszechnił się na niemieckiej ziemi. Spod jego pióra wyszły liczne powiedzenia i wiele używanych do dziś słów (np. Morgenland czy Herzenslust), a badacze są zgodni co do tego, że bez Lutra nie byłoby Bacha. Najsłynniejszym przykładem jest kantata Ein feste Burg ist unser Gott (BWV 80). W niecałe 200 lat po zapoczątkowaniu przez Lutra Reformacji powstało też dwanaście innych kantat Bacha. Tych 13 kantat, znanych jako Kantaty Luterańskie, nagranych zostało przez kolońskiego specjalistę od muzyki dawnej, Christopha Speringa z zespołem Das Neue Orchester dla Niemieckiej Harmonii Mundi, a nagranie to otrzymało nagrodę Echo-Klassik za rok 2017.

By przekonać się, jak wiele rozmaitych rzeczy działo się w Niemczech w związku z tą rocznicą, wystarczy wpisać w przeglądarkę hasło „Luther 2017“. Na artystycznej scenie pojawiły się też ciekawe połączenia, np. z Lucasem Cranachem Starszym, który przyjaźnił się z Lutrem, wielokrotnie go portretował, a w końcu stał się nadwornym malarzem niemieckiej Reformacji. W ten sposób muzyka i język łączą się ze sztuką. Tekstami Lutra i jego językiem fascynował się również Georg Philipp Telemann, którego 250. rocznicę śmierci obchodziliśmy w zeszłym roku. Obaj uchodzili za europejczyków, bo obaj znani byli daleko poza granicami swego kraju. Jeden poprzez swoje wypowiedzi i krytykę wobec ówczesnych praktyk religijnych zapoczątkował ruch o charakterze ogólnoeuropejskim, drugi podjął zakończoną powodzeniem próbę pojednania wrogich stylów muzycznych, włoskiego i francuskiego. Poprzez „les goûts réunis“ Telemann stworzył nowy, międzynarodowy język muzyczny, „styl mieszany“ („vermischter Geschmack“), który dominował w Europie przez ponad 30 lat, dopóki oświecenie nie przyniosło kolejnej zmiany muzycznego stylu.

Dziesięć związanych z Telemannem miast postanowiło wspólnie uczcić swojego mistrza: Magdeburg, Claustahl-Zellerfeld, Hildesheim, Lipsk, Żary (dawniej Sorau) i Pszczyna (dawniej Pleß), Eisenach, Frankfurt nad Menem i Hamburg oraz Paryż stworzyły razem sieć telemannowską, by koordynować najważniejsze wydarzenia i wspólnie reklamować je w internecie oraz w książce programowej. Każde ze wspomnianych miast zorganizowało mniejszy lub większy festiwal i tak np. w Hildesheim można było usłyszeć telemannowską wersję Orfeusza. Inscenizacja miała charakter historyczny, tzn. odbyła się wyłącznie przy świetle świec, które zresztą stały się potem znakiem firmowym belgijskiej reżyserki Sigrid T‘Hooft. T‘Hooft pracuje też ze swoimi śpiewakami nad gestykulacją stosowną do tekstu arii i recytatywów. Miejscowa orkiestra została wyposażona w smyczki barokowe i powiększona o barokowych muzyków. I również podczas prawykonania tego dzieła w Hamburgu w roku 1726 Telemann okazał się europejczykiem: typowe włoskie arie brawurowe śpiewane były po włosku, arie skomponowane w stylu francuskim po francusku, akcja zaś rozwijała się w języku niemieckim. 

Rok 2017 i młodzi muzycy

Również w tej dziedzinie działo się wiele ciekawych rzeczy. Niemcy są jednym z niewielu krajów, w których muzyka dawna jest zasadniczym elementem oferty edukacyjnej szkół muzycznych i może być przedmiotem studiów różnego rodzaju – albo jako kierunek dodatkowy, jako drugi kierunek główny albo jako główny kierunek studiów licencjackich czy magisterskich.

Młodzi muzycy nie zaczynają jednak edukacji dopiero na studiach, a zatem również szkoły muzyczne zmodyfikowały swoje programy. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że Niemiecka Rada Muzyczna w swoim konkursie w marcu w Lipsku po raz pierwszy dopuściła przedmiot flet prosty. W poprzednich latach dopuszczono już przedmiot klawesyn, a w roku 2017 mogły już dzięki temu występować w różnych składach zespoły grające na instrumentach historycznych. Zmiany te wynikają z faktu, że młode pokolenie bardzo interesuje się muzyką dawną. Powstało więc ostatnio wiele młodych orkiestr barokowych – podam tylko dwa przykłady: Das Jugendbarockorchester Rheinland (siedziba: Bonn / kierownictwo: Sylvie Kraus) od czasu powstania w roku 2012 nie tylko daje koncerty, lecz przygotowuje całe opery (np. Dydonę i Eneasza Purcella), które wystawiane są we współpracy z Operą w Bonn.
Das Landesjugendbarockorchester Baden-Württemberg (siedziba: Freiburg / kierownicto: Gerd-Uwe Klein, patronat sprawuje Freiburger Barockorchester) natomiast wykonuje głównie muzykę instrumentalną i chóralną i od powstania w roku 2015 ma już na koncie siedem dużych projektów zakończonych koncertami. Oba zespoły wzmacniane są czasem przez profesjonalistów, np. przez muzyków z Concerto Köln (w przypadku Bonn) lub nauczycieli z Musikhochschule Trossingen albo członków Freiburger Barockorchester (w przypadku Freiburga). Młodzi muzycy mają w ten sposób szansę, by jeszcze przed rozpoczęciem studiów zapoznać się z pracą profesjonalnej orkiestry i brać udział w przedstawieniach.

Muzyka dawna i XIX wiek?

Duży artykuł o muzyce dawnej ukazał się ostatnio w magazynie Rondo: Quo vadis, historische Aufführungspraxis? [Quo vadis, wykonawstwo historyczne?] Autorem tego mądrego i subiektywnego tekstu streszczającego historię wykonawstwa muzyki dawnej jest Carsten Hinrichs. Dochodzi on do wniosku, że muzyka dawna jest u kresu, wykonawstwo historyczne jednak dopiero się zaczyna. Podsumowanie takie może wydawać się w pierwszej chwili dziwne, gdy jednak przyjrzymy się terminarzom znanych dyrygentów czy instrumentalistów muzyki dawnej, okaże się, że wielu z nich już od dłuższego czasu zajmuje się XIX w. Herreweghe w roku 2017 dyrygował Eliaszem Mendelssohna, w 2018 zaś grał Verdiego. René Jacobs zajmował się w roku 2017 okresem 1790-1830 (m.in. pierwszą wersją Fidelia-Leonory Beethovena), a mistrz Nikolaus Harnoncourt pod koniec życia wziął na warsztat Porgy and Bess.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta: większość najważniejszych informacji dotyczących praktyki wykonawczej oraz wyciągane z nich wnioski znajdują odpowiedniki w poźniejszych czasach, albo w bezpośrednich odmianach i odstępstwach. Odpowiednie zrozumienie tego faktu jest obok wykorzystania odpowiedniego instrumentarium kwestią kluczową dla stworzenia nowego obrazu dźwiękowego. Jeśli Johannes Brahms wyraził życzenie, by jego trio na fortepian, róg i skrzypce wykonywane było na rogu naturalnym, bo inaczej brak będzie równowagi między instrumentami i „zginie cała poezja, a dźwięk będzie od początku surowy i wstrętny“, to nie można go tak po prostu zignorować.
Zdanie to będzie nam, podobnie jak wiele innych, towarzyszyć w roku 2018, w którym będziemy musieli znaleźć co najmniej kilka odpowiedzi na pytania zadawane nam przez poprzednie epoki. W tym sensie muzyka dawna lub historyczna praktyka wykonawcza jest – jeśli traktować ją poważnie i odpowiedzialnie – równie eksperymentalna i aktualna, co kompozycje współczesne.