Na skróty:
Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1)Przejdź bezpośrednio do podmenu (Alt 3)Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)

Nauczyciele w Niemczech
Co kryje się za fasadą ze złota?

Gymnasium
Gymnasium | Źródło: flickr.com; Foto (fragment): Paul Sableman © CC BY 2.0

Wy to macie dobrze! – powiedziałam do nauczycielek z Niemiec. Spotkałyśmy się, by porozmawiać o ich pracy. Uśmiechnęły się i spojrzały na mnie trochę dziwnie, po czym udzieliły mi kilku lekcji, które poniżej uporządkowałam tematami.

Joanna Strzałko

Zanim porozmawiamy o blaskach i cieniach Waszej pracy, powiedzcie: Jesteście w szkole z powołania? – proszę Marthe, Heike* i Anastasię – moje rozmówczynie.

– Nie! – krzyczy Marthe i zrzuca z kolan Puszkina, szarego kota o głodnym spojrzeniu, który łapą próbuje dobrać się do śmietanki na stole. – Nigdy, przenigdy nie przeszło mi nawet przez myśl, że mogłabym zostać nauczycielką – ciągnie już spokojnie Marthe. – Podczas studiów na romanistyce i anglistyce fascynowała mnie praca tłumacza, a szkoła kojarzyła mi się ze straszną nudą. Ale życie szybko zweryfikowało moje plany. Nikt nie chciał dawać zleceń świeżo upieczonej absolwentce. A że ponad wszystko pragnęłam być niezależna finansowo i nie wyobrażałam sobie, by utrzymywał mnie jakiś facet, zdecydowałam się na bezpieczny chleb. Tym bardziej, że końcowy egzamin na Uniwersytecie dawał mi prawo do zawodu nauczyciela. I tak w szkole przeleciało mi kilkadziesiąt lat.

W rodzinie eleganckiej ciemnowłosej i ciemnookiej Heike byli biznesmeni, a nie nauczyciele. I ona też nie myślała o pracy pedagoga. Po studiach na kierunku fotografia i operator filmowy, podjęła pracę w berlińskiej stacji telewizji ZDF. Ale miała pecha – złamała nogę w kostce. Zabroniono jej noszenia ciężarów i nie było mowy o pracy z kamerą. – Próbowałam jeszcze szczęścia jako montażystka, ale siedzenie całymi dniami w ciemnym pokoju sam na sam z komputerem i potworny stres spowodowany tym, że wszystko jest na już, to nie było to, o czym marzyłam – opowiada Heike. – Potem był jeszcze dział marketingu, ale nadszedł 2000 rok, recesja i cięcie budżetów. Brakowało mi bezpieczeństwa i stabilności. Byłam samotną mamą z kredytem. No i tak trafiłam do szkoły.

– Za to ja, gdybym miała jeszcze raz wybierać, to ponownie zostałabym nauczycielką – mówi Anastasia, która z rozpuszczonymi blond włosami, w dżinsach i białej bluzce wygląda jak uczennica. – Nie patrzcie tak. Przecież ten zawód nadal cieszy się w Niemczech szacunkiem, a nauczyciele to ludzie dobrze wykształceni i do tego zamożni.
Anastasia przyjechała do Niemiec z Rosji, z rodzicami, dwadzieścia lat temu. Miała szesnaście lat i przez pierwszy rok płakała. Z żalu, że z powodu języka nie dostanie się na wymarzone studia nauczycielskie. Ale gdy już wypłakała wszystkie łzy, zacisnęła zęby, zdała niemiecką maturę i została przyjęta na Uniwersytet w Mainz, gdzie wybrała matematykę, fizykę i rosyjski jako przedmioty kierunkowe.
– Tak, moi rodzice byli nauczycielami, ale to nie od nich chwyciłam bakcyla. Fascynacja tym zawodem wzięła się od matematyków, którzy mnie uczyli. Byli mądrzy, poważni i surowi. Też chciałam taka być. Niestety, mam za miękkie serce, więc nie zawsze mi się to udaje.
Marthe z kotem Puszkinem Marthe z kotem Puszkinem | Foto: Detlef Haag

Temat pierwszy: Praca i stres

No dobrze, czy chcecie mi tymi Waszymi spojrzeniami powiedzieć, że w niemieckiej szkole nie jest tak różowo? – pytam nauczycielki.

– Coraz częściej słychać głosy, że jesteśmy leniwi, że cóż to jest te dwadzieścia kilka godzin w tygodniu, że tyle mamy wakacji (sześć tygodni latem i sześć w ciągu roku) – opowiada Heike która od szesnastu lat uczy w wyższej szkole zawodowej w Ludwigshafen. – Ale prawda jest taka, że ci którzy tak mówią, nie mają pojęcia, z czym wiąże się zawód nauczyciela. Nie wiedzą, że nasza praca nigdy się nie kończy, że w domu trzeba się przygotować na następny dzień, sprawdzić prace, opracować testy. Gdybym nie miała tylu wakacji, oszalałabym. A poziom stresu podczas prowadzenia lekcji, gdy dwudziestu kilku uczniów ani na sekundę nie spuszcza ze mnie wzroku przez pięć godzin lekcyjnych, pięć dni w tygodniu, mogę tylko porównać do tego, jaki czułam, gdy montowałam materiał filmowy na trzy minuty przed transmisją programu telewizyjnego.

– To prawda, co mówi Heike – wzdycha Marthe, która w szkole realnej w Mannheim uczyła ponad trzydzieści lat. – Były Kanclerz Gerhard Schröder nazwał nas kiedyś publicznie leniuchami i tym samym dał zielone światło do krytykowania nauczycieli. Jednak gdy patrzę, jak zmieniało się podejście do pedagogów na przestrzeni lat, to myślę że dziś cieszmy się dużo większym szacunkiem niż kiedyś, gdy zaczynałam pracę w szkole. A zdobywamy go nie tylko dzięki naszej wiedzy, ale i pozycji w społeczeństwie jaką zapewnia godne wynagrodzenie.

Wyobraźcie sobie aktora podczas przedstawienia. Myślicie, że jego praca to tylko te dwie, trzy godziny na scenie?

A do tych wszystkich mądralińskich mówię tak: Wyobraźcie sobie aktora podczas przedstawienia. Myślicie, że jego praca to tylko te dwie, trzy godziny na scenie? – ciągnie Marthe. – Za każdym razem, gdy wchodziłam do klasy, czułam jak radary uczniów wyłapują mój nastrój, jak śledzą każdy mój krok, jak wyczekują tego, co powiem. I to ciągłe napięcie – tego nie da się ująć w słowa. A po 90 minutach krótka przerwa i nie masz czasu się zregenerować, bo trzeba pilnować uczniów na korytarzu, pobiec na inne piętro po materiały na następną lekcję, przestawić się na kolejny przedmiot. Szczęście, jak uda ci się znaleźć czas na pójście do toalety. I tak po trzy bloki codziennie. Jak wracałam do domu, to modliłam się, żeby nie spowodować wypadku, tak byłam wypompowana.

Anastasia, która uczy w gimnazjum w Alzey, opowiada, że choć w ramach etatu ma dwadzieścia cztery godziny lekcyjne w tygodniu, to w domu spędza prawie drugie tyle na przygotowaniach do zajęć i poprawianiu prac. – Powinnaś też wiedzieć, że za nadgodziny, zastępstwa, zebrania nie mamy płacone dodatkowo. Ani za matury, które sprawdzamy uczniom z naszej szkoły. Robimy to dwójkami. Samemu można przecież coś przeoczyć lub opacznie zrozumieć. Czytam pracę, poprawiam i przekazuję koledze czy koleżance. Przy stawianiu ocen musimy znaleźć kompromis.

– A jeśli chodzi o stres, to największy przeżyłam zaraz po studiach, podczas dwuletniego stażu nazywanego u nas referendariatem – wspomina Anastasia. – Do dziś oblewa mnie zimny pot, gdy o tym myślę: Stoję na środku klasy, a w ławce, obok uczniów, siedzi nauczyciel i słucha. I nagle przerywa mi i krzyczy: „Co to jest! Tak nie można prowadzić lekcji!” I to politowanie w oczach uczniów. Nawet teraz, po dziesięciu latach w szkole, popełniam błędy, a kto ich nie robi? Czasem cyrk urządzam na środku klasy, by skupić uwagę młodych ludzi. Śmieją się ze mnie, i co z tego?

Temat drugi: Uczniowie

Anastasia Anastasia | Zdjęcie z archiwum prywatnego Czy praca z młodymi ludźmi to dla Was wyzwanie? – pytam.

– Pomimo stresu uwielbiam pracę z uczniami – opowiada Anastasia. – Każdy z nich jest inny, a ja jestem ich ciekawa. Podoba mi się, że niemieckiej szkole panuje partnerstwo. Może dlatego, że po wojnie Niemcy mieli awersję do autorytarnych władz. Powiedzieli: „Nie chcemy więcej Führerów” i w programie nauczania położyli nacisk na samodzielne myślenie, zadawanie pytań, dyskusję. Dziś uczymy młodych ludzi odwagi w wyrażaniu własnego zdania i nie wymagamy, by zgadzali się z nami, nauczycielami.

– A ja mam wrażenie, że nasz system edukacji szwankuje, szczególnie jeśli chodzi o średnie szkoły – mówi Heike. – Dwa lata temu miałam klasę, w której uczniowie nie potrafili się skupić i czytać ze zrozumieniem. Prowadzę „naukę o społeczeństwie”, rozdaję im tekst o prawach dzieci do głosowania i proszę, by znaleźli argumenty za i przeciw. Cisza.

Prowadzę „naukę o społeczeństwie”, rozdaję im tekst o prawach dzieci do głosowania i proszę, by znaleźli argumenty za i przeciw. Cisza.

Próbuję dyskutować, zadaję pytania. A oni patrzą na mnie zdumieni nic nie rozumiejąc. Jeszcze nie widziałam tak zagubionych uczniów. Ręce mi opadły.

– Za to powiem Wam, że z zazdrością patrzę na szkoły w Finlandii – ciągnie Heike. – Byłam tam niedawno w podróży studyjnej wraz z grupą nauczycieli z Unii Europejskiej. Myślałam, że fińscy nauczyciele stosują jakieś magiczne sztuczki, dlatego ich uczniowie mają tak doskonałe rezultaty. I wiecie, co? Okazało się, że ich metody pracy wcale nie odbiegają od naszych. Oni się po prostu cieszą wielkim szacunkiem całego społeczeństwa, zarówno rodziców, jak i uczniów. I ten szacunek przekłada się na relacje i wyniki w szkole. Ot i cała magia. Rozśmieszyło mnie tylko, gdy zobaczyłam to całe szacowne grono pedagogiczne biegające po szkole w skarpetkach. Finowie zdejmują buty przy drzwiach, zaraz po wejściu do budynku. Może dlatego są tak zrelaksowani? Zaimponowała mi też sprawna działalność szkolnych pracowników socjalnych. Jeśli nauczyciel zauważy, że jego uczeń ma problemy, czy jest narażony na przemoc domową, natychmiast zawiadamia dział socjalny i uruchamiana jest profesjonalna pomoc. Opieka nad dziećmi jest tam uważana za coś oczywistego, przecież to one za chwilę będą tworzyły społeczeństwo. Dlatego rząd w Helsinkach nie żałuje wydatków na edukację, rozwój i dobrobyt młodych ludzi.

Anastasia wzdycha. – A u mnie w gimnazjum największym wyzwaniem jest w tej chwili młodzież, która przyjechała do Niemiec ze stref wojennych, przeważnie z Syrii, i nie chodziła do szkoły od kilku lat – mówi. – Nie wiemy, co im się w życiu wydarzyło, czego się kiedyś nauczyli. Prowadzę lekcję i próbuję znaleźć jakąś płaszczyznę porozumienia. Pytam: Jakie książki czytaliście? Mówią, że Koran, i to tylko fragmenty. Dopytuję: Znacie jakieś bajki? Mówią, że nie. Trudno się z nimi pracuje. Martwię się, że to stracone pokolenie. Za to z wielką z radością patrzę na moich byłych uczniów z Polski, Rosji, Rumunii czy Grecji. Gdy zaczynali dziesiątą klasę w gimnazjum pięć lat temu, nie znali języka. Mieli rok na jego naukę. Jeździliśmy razem na wycieczki, organizowaliśmy dni kultury krajów, z których pochodzili. Oglądaliśmy komiksy, filmy, zdjęcia, słuchaliśmy muzyki. Widziałam jak rośli i jak rozkwitali. Dziś mówią biegle po niemiecku, są zintegrowani, uczą się lub pracują. Poszli z sukcesem w świat.

– Tak, naszej pracy towarzyszą silne emocje. Przywiązujemy się do uczniów i płacimy za to wysoką cenę – wzdycha Marthe. – Bo po trzech latach odchodzą ze szkoły, a my często odczuwamy to jako stratę. A gdy pojawia się nowa klasa, próbujemy się bronić, zachować dystans, wycofać, by znów się do nich nie przywiązać. Ale uczniowie błyskawicznie wyłapują takie próby i zdają się mówić: „Zapłacisz, jeśli nie będziesz z nami”. Nie da się pracować w szkole bez zaangażowania. Tak jak nie da się bez poczucia misji, czy sympatii i zrozumienia dla młodych ludzi.

Temat trzeci: Między nami, nauczycielami

Opowiadam, Heike, Anastasii i Marthe, że słyszałam od polskich nauczycieli, którzy pracują w niemieckich szkołach, że kadra pedagogiczne bardzo się wspiera, że nauczyciele pomagają sobie w pracy. – Też macie takie doświadczenia? – pytam.

Anastasia poprawia okulary w ciemnej oprawce, które nadają powagi jej delikatnej twarzy i mówi: – Niedawno przeglądałam wyniki badań, jakie przeprowadzono w niemieckich szkołach. Dotyczyły współpracy nauczycieli. Najgorzej wypadli ci, którzy uczą w gimnazjum. Wiem coś na ten temat. Wielu moich kolegów uważa, że jak już zostali tym magistrem, czy doktorem, że jak już pracują w gimnazjum, to muszą być tak mądrzy, że nie muszą niczego uzgadniać z innymi. A zapytać ich o coś? Nie, lepiej nie, jeszcze wyjdzie na to, że czegoś nie wiesz!

– Wcale mnie to nie dziwi – mówi Marthe przyglądając się swoim żółtym tenisówkom. – Nauczyciele szkół średnich od zawsze mieli opinię takich, co to zadzierają nosa.

Nauczyciele szkół średnich od zawsze mieli opinię takich, co to zadzierają nosa.

Pamiętam jak kiedyś zwołano spotkanie wszystkich anglistów w Mannheim – mieliśmy przedyskutować jak najsprawiedliwiej oceniać tłumaczenia tekstów z języka obcego. Ale jak ustalić wspólne kryteria, gdy każdy z zebranych uważał się za najwybitniejszego eksperta? No i nie udało nam się znaleźć kompromisu.

A relacje na linii nauczyciel – dyrekcja szkoły? – pytam.

– Owszem, dyrekcja jest w szkole najważniejsza, ale nauczyciele są od niej niezależni – odpowiada Marthe. – Jak jesteś urzędnikiem państwowym, to dyrektor nie może cię zwolnić. Nawet nie on decyduje o twoim zatrudnieniu, lecz kraj związkowy. Może jedynie powiedzieć, że nie podoba mu się Twój sposób pracy.

Heike, uśmiecha się cierpko, upija kilka łyków cytrynowej lemoniady i mówi: – Niby tak jest, ale ja doświadczyłam mobbingu w szkole. I to od bezpośredniej szefowej, która wcześniej była nauczycielką, lecz awansowała i została moim przełożonym. Jak to wyglądało? Z pozoru niewinnie, lecz rzucało cień na moją pracę. „Przecież wiadomo, że ona nie dotrze na czas”, „Jej nie można wierzyć”, „Ona kłamie” – mówiła o mnie na zebraniach. Przychodziła na lekcje, pytała się uczniów jak pracuję, krytykowała. I tak przez lata. Byłam bliska załamania. Zmiana szkoły nie wchodziła w grę – nauczyciele w Niemczech nie decydują sami o miejscu zatrudnienia. Nie wiem, jak by się to wszystko potoczyło, gdybym nie poznała mojego obecnego partnera. Dzięki temu, że stanął po mojej stronie, dał mi poczucie siły i wiary w siebie. Teraz już wiem, że wytrzymam. Mam do emerytury tylko dwanaście lat.

Temat czwarty: Kasa

Jasne, rozumiem, że są problemy, ale zakładam, że pensja czy emerytura rekompensuje Wam cały ten stres? – pytam nauczycielki.

Anastasia się śmieje. – To prawda. Mój mąż, fizyk z doktoratem, zarabia w prywatnej firmie mniej niż ja – opowiada. – Owszem, jego pensja brutto jest wyższa, ale musi płacić o wiele większe podatki. Dlatego czasem dogaduję mu: „Kochanie, liczy się to, co na koncie. Spójrz, na moje wpływa więcej!” (śmiech). Ile? Nauczyciel w gimnazjum z kilkunastoletnim stażem jak ja, dostaje około trzech i pół tysiąca euro. Czy to w Niemczech dużo? Tak, choć gdybym była samotną matką, to musiałabym się liczyć z wydatkami. Ale gdy dochodzi pensja partnera, czy partnerki, to można za to swobodnie żyć. Dobrze nam? Wie Pani, człowiek szybko się do dobrego przyzwyczaja.

Po pięciu latach w szkole, już się nie pamięta, że pensja, czy prestiż.

Heike kiwa głową. Przez lata była samotną matką z kredytem. – Mimo, że nie jestem urzędnikiem państwowym i mam przez to o 800 euro mniej niż koledzy o takim statusie, stać mnie na wynajęcie mieszkania i życie na przyzwoitym poziomie – mówi. – Te ponad dwa tysiące euro, które dostaję co miesiąc na rękę, to prawie dwukrotnie więcej niż minimalna płaca w Niemczech.

Emerytura Marthe to 70% jej wcześniejszej pensji. – Jeśli nie kupujesz dizajnerskich ciuchów, nie latasz co roku na ekskluzywne wakacje do tropików, bez problemu wystarcza na życie – mówi.

Nauczycielki przyznają, że jedną z największych zalet ich pracy jest poczucie bezpieczeństwa, szczególnie dla tych którzy po ukończeniu referendariatu i zdaniu egzaminu końcowego zostają urzędnikami państwowymi. I chociaż wiąże się to z badaniami potwierdzającymi dobry stan zdrowia, z przedłożeniem świadectwa o narodowości oraz z przysięgą na wierność i lojalność państwu, a także z rezygnacją z prawa do strajku i zgodą na darmowe nadgodziny, mówią, że warto.

– Gdy skończyłam studia pod koniec lat ’60, rynek pracy był na fali wznoszącej i młodzi ludzie mieli w czym wybierać – opowiada Marthe. – Ciągnęły nas wolne zawody, być dziennikarzem – to było coś! Proszę spojrzeć na sytuację pracowników mediów, czy freelancerów dziś. Ledwo wiążą koniec z końcem. Tymczasem nauczyciele z długoletnim stażem mogą zarobić powyżej czterech tysięcy euro. Pewnie, że wszystko zależy od tego, do kogo się porównujemy. Zawsze znajdą się tacy, którzy mają lepiej – chociażby prawnicy, czy lekarze. Ci mogą mieć nawet kilka razy wyższą pensję niż my – mówi Marthe.
Jeśli tak dobrze Wam płacą, czemu w Niemczech brakuje nauczycieli? – pytam i powołuję się na wypowiedź Heinza-Petera Meidingera, Prezesa Stowarzyszenia Niemieckich Nauczycieli (Der Deutsche Lehrerverband). To on podał, że w niemieckich szkołach brakuje 40 tysięcy pedagogów i że tak dramatycznego braku kadr nie było od trzydziestu lat.

– Myślę, że tu raczej chodzi o złe planowanie – mówi Anastasia. – Urzędnicy nie przewidzieli, że będzie aż tyle dzieci w szkołach. Na razie przyglądają się i nie dają nauczycielom stałego zatrudnienia. Mówią: Mamy dwa miejsca na czas nieokreślony i trzy na określony. Nic dziwnego, że nie każdy chce na takich warunkach pracować.

– Tak, już jakiś czas temu, gdy nauczycieli było za dużo, urzędnicy odsyłali ich na ławkę rezerwową – dodaje Marthe. – Mówili: Możesz mieć pracę do wakacji, ale za mniejsze pieniądze. Przed wakacjami zwalniali takiego nauczyciela, a po wakacjach znów proponowali mu kontrakt czasowy. Oszczędzali. I to się teraz mści.

Temat piąty: Co by tu zmienić?

W takim razie powiedzcie, co chciałybyście zmienić w niemieckim szkolnictwie? – proszę na koniec Marthe, Anastasię i Heike.

– Myślę, że nauczyciele powinni co kilka lat mieć przerwę od pracy – zapala się Anastasia. – Gdy posiedziałam ponad rok na macierzyńskim, zatęskniłam za szkołą, uczniami. Po powrocie moja motywacja do pracy była dużo większa.

– A ja wprowadziłabym zmiany w podziale szkół – mówi Heike. – Nie podoba mi się, że po czterech latach podstawówki nauczyciel w Niemczech decyduje, który uczeń może pójść do gimnazjum, a który do szkoły realnej czy głównej, czyli kto odbierze lepsze wykształcenie, a kto gorsze. Przecież oceniając uczniów na tak wczesnym etapie nauczania, można łatwo popełnić błąd.

Moim zdaniem z korzyścią dla uczniów byłaby nauka w jednej szkole przez osiem czy dziewięć lat.

I ci bardziej zmotywowani mogliby służyć za wzór dla słabszych. Myślę, że dzięki temu wzrósłby w szkole poziom nauczania.

– I dobrze byłoby zmniejszyć poziom stresu. I nauczycielom i uczniom – dodaje Anastasia. – Kiedyś maturę robiło się pod koniec 13 klasy, teraz jest o pół roku wcześniej. Nie rozumiem dlaczego. Tym bardziej, że materiał został ten sam. I przez ten stres i pęd brak nam czasu na normalne kontakty z uczniami, na taką ludzką rozmowę.

Marthe się zamyśla. – Kiedyś nauczyciele wykładali przedmioty, które studiowali – mówi. – Nikt nie żądał od nich więcej. Dziś muszą być psychologami, pracownikami od spraw socjalnych i administracji. Muszą być też w świetnej formie i biegli w najnowszych technologiach. Jak mamy temu sprostać? I oczekuje się od nas, że przygotujemy uczniów do życia w warunkach wolnego rynku, choć sami niewiele o nim wiemy.
Chciałam kiedyś podjąć pracę przy renowacji mebli, tak dla odmiany, by dać odpocząć głowie. Stchórzyłam. Bałam się niepewności i utraty nauczycielskich przywilejów. Nie, nie żałuję, ale jestem przekonana, że świat byłby lepszy, ciekawszy, a my szczęśliwsi i bardziej kreatywni, gdybyśmy nie musieli spędzać całego życia tylko w jednym zawodzie.
 
*Imię bohaterki zostało na jej prośbę zmienione
 

Szkolnictwo w Niemczech 

Organizacja szkolnictwa w Niemczech nie podlega władzy centralnej, lecz leży w zakresie kompetencji 16 krajów związkowych, czyli landów. To właśnie ich ministerstwa oświaty podejmują decyzje o przedmiotach szkolnych, planach lekcji, czy egzaminach końcowych.

Studia nauczycielskie (na Uniwersytecie lub w Wyższej Szkole Pedagogicznej) trwają w Niemczech około pięciu lat i obejmują: studia przedmiotowe, dydaktykę przedmiotową, przedmioty pedagogiczne i praktyki w szkole. Kandydaci na nauczycieli wybierają co najmniej dwa przedmioty, których chcą nauczać. W zależności od kraju związkowego i uczelni studia kończą się uzyskaniem tytułu licencjata i magistra lub dzielą się na studia podstawowe (Grundstudium) i zasadnicze (Hauptstudium).

Po ukończeniu studiów przyszli nauczyciele odbywają praktykę przygotowawczą, czyli „staż nauczycielski“ (Referendariat). Polega on na praktycznym szkoleniu w placówce szkolnej oraz warsztatach i seminariach. W zależności od kraju związkowego staż trwa od 18 do 24 miesięcy. Kończy go 2. egzamin państwowy (Zweite Staatsprüfung), bez którego nie można zostać urzędnikiem państwowym.

Pensje nauczycieli zależą od rodzaju szkoły i nauczanego przedmiotu. Nauczyciele w państwowych szkołach są podzieleni na grupy płacowe od „A12 do A16”.
Każda z tych grup jest podzielona na dziewięć podgrup, co ma odzwierciedlać poziom doświadczenia pedagoga – im większe doświadczenie, tym wyższa podgrupa i zarobki. Przykładowo: w Nadrenii Północnej Westfalii przez pierwsze dziesięć lat pracy nauczyciel szkoły średniej przesuwa się w górę skali zarobków co trzy lata. Po upływie dziesięciu lat, co cztery lata.

Nauczyciele szkół średnich są zaklasyfikowani w grupie A13. Spośród nauczycieli szkół państwowych najwięcej zarabiają nauczyciele gimnazjalni. Średnie wynagrodzenie początkującego nauczyciela gimnazjalnego w grupie A13 wynosi ok. 3 900 euro, a po dwudziestu latach pracy wzrasta do ok. 4 700 euro. **
 
Przykładowe pensje brutto, za pełny etat, w wybranych krajach związkowych
 
Kategoria A13 Pensja początkującego nauczyciela w gimnazjum Pensja nauczyciela w gimnazjum po 20 latach pracy
Badenia-Wirtembergia 4 064 euro 4 661 euro
Bawaria 3 945 euro 4 640 euro
Dolna Saksonia 3 577 euro 4 505 euro
Nadrenia Palatynat 3 497 euro 4 402 euro


**Korzystałam z informacji zamieszczonych na stronach: deutchland.de, ©academics