Na skróty:
Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1)Przejdź bezpośrednio do podmenu (Alt 3)Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)
NarzędziownikFoto: Unsplash.com; Barn Images

„Rozmowy zamiejscowe”
Narzędziownik Pracy Animatora

Jak pracują animatorzy kultury? Jak planują, realizują i mierzą efekty swoich działań? Skąd biorą nowe pomysły i jak przekonują do nich innych? Jak dobierają partnerów i pozyskują środki? Skąd czerpią entuzjazm i czy często myślą o zmianie pracy?
Zapraszamy do pierwszej części naszego Narzędziownika, w której poprosiliśmy animatorów kultury o podzielenie się własnymi przemyśleniami na temat tego, co definiuje ich codzienną pracę. 


Rozmowy z animatorami kultury

Poniżej publikujemy wybór cytatów dotyczących najważniejszych zagadnień w pracy animatora. W dalszej części Narzędziownika znajdą Państwo skróty rozmów z poszczególnymi animatorami oraz podcasty całości wywiadów. Rozmowy przeprowadził i opracował Artur Celiński.

 

„Zanim zdefiniujemy się jako animatorzy kultury, musimy zdefiniować się jako eksperci albo specjaliści” – mówi Marek Sztark. Agata Dyczko, która pracuje głównie jako reżyserka teatralna, zauważa zaś, że chętniej nazwałabym siebie animatorką kultury, gdyby miała możliwość pracy nad czymś, co jest bardziej długofalowe i pozwala jej obserwować efekty zmian w ludziach, których dotyka jej twórczość. Katarzyna Pokuta zwraca uwagę na konieczność ciągłego zdobywania wiedzy: „Rozwój animatora polega na tym, że przede wszystkim animator powinien cały czas się uczyć. I nie mówię tu o nauce akademickiej. Animator musi uczyć się od ludzi z którymi ma kontakt. Dr Kamińska dodaje, że ważną umiejętnością animatora jest wycofywanie się – „nie wszystko muszę robić sama. Jak ludzie chcą się włączyć, to powinnam zostawić pole.”

Więcej wypowiedzi na temat rozwoju animatora kultury znajdziecie w poniższym reportażu przygotowanym przez Artura Celińskiego.
 

 
Pomysł jest najważniejszy. Dla każdego animatora „uczącego się od ludzi, z którymi ma kontakt”, jak mówiła Katarzyna Pokuta, znalezienie pomysłu nie powinno być zbyt dużym wyzwaniem. Tym bardziej, że pomysł często pojawia się w naturalny, choć niekoniecznie oczywisty sposób.

Opowiada o tym dr Kamila Kamińska, która zwraca uwagę, że jej pomysł na projekt zgłoszony w naszym konkursie ma swoje źródła w dyskusji sprzed trzech lat: „To wspomnienie z Bielawy, Dzierżoniowa i z Pieszyc – z seminarium, w którym jedna z pracownic byłej Silesiany wstała i powiedziała, że najbardziej jej brakuje dźwięku krosen. To było coś! Ja to zdanie usłyszałam prawie trzy lata temu, a ono we mnie tak zostało mocno, że to jest ten szum, który tak mocno wpisywał się w ten krajobraz, że okoliczni mieszkańcy się przy nim budzili, wychowywali, chodzili, żyli z tym dźwiękiem w tle”.

Agata Dyczko źródeł swojego pomysłu upatruje zaś we wspomnieniu z wakacji: „Ja spędzam tutaj wakacje - w takiej pobliskiej miejscowości, nawet wsi, bym powiedziała. Projekt powstał na fali jakichś takich wspomnień z przyjemnego wakacyjnego czasu i pomysłu na spływ kajakiem Słupią. Tak naprawdę sam bodziec był bardzo konkretny i intensywny. Po prostu zdecydowaliśmy się jeszcze raz spłynąć Słupią. Trasa zaczynała się przed Słupskiem i kończyła się prawie przy ujściu Słupii do Bałtyku. Znałam Słupsk jako zupełnie inne miasto, niż to, które zobaczyłam z perspektywy rzeki. Ta zmiana, którą dostrzegłam, ten potencjał, który drzemie w samej rzece i w tym, co ludzie nad nią robili stał się silnym impulsem do działania.” 

Więcej wypowiedzi na temat inspiracji w pracy animatora kultury znajdziecie w poniższym reportażu przygotowanym przez Artura Celińskiego.
 
Pomysł owszem, jest najważniejszy. Ale to jego wykonanie decyduje o wszystkim. Dlatego istotna w pracy każdego z nas – nie tylko animatora kultury, jest zamiana pomysłu w dobry projekt. Skąd się więc biorą dobre projekty? Aleksander Moś mówi tak: „Przede wszystkim najważniejsza dla mnie jest pewna koncepcja artystyczna. Jeśli ją mamy – a to może być pewien temat przewodni, jakaś prosta myśl albo prosta emocja, to wtedy jesteśmy w stanie ją przearanżować, obudować pewnymi aktywnościami i przedstawić jako cykl warsztatów, spotkań, festiwal czy bądź nawet pojedyncze wydarzenie.”

Dr Kamińska mówi zaś o roli doświadczenia i zdobytej wcześniej wiedzy: „Mam głowę pełną szufladek. One nie mogą być puste – tam muszą być wiersze, obrazy, przeczytane książki, rozmowy z mądrymi ludźmi czy obrazy z podróży. Jeżeli masz takie szufladki, to potem jak jest takie nagłe wspomnienie, jakiś pomysł, to on uderza w konkretną szufladkę. I tak to działa.” W podobnym tonie wypowiada się Marek Sztark: „Trzeba oprzeć swoje myślenie na temat projektu na wiedzy. Jeśli ja takiej wiedzy nie posiadam, to muszę sięgnąć po wiedzę innych ludzi, tekstów, źródeł bądź sam przeprowadzić jakąś diagnozę. Tezy, które stawiamy jako autorzy projektów, muszą być tezami niewyssanymi z palca. Muszą być oparte o jakieś konkretne przesłanki. Im będą bardziej autentyczne, tym większe prawdopodobieństwo, że projekt skończy się powodzeniem.”

Agata Dyczko opowiada zaś o tym, jak to wygląda w praktyce: „Mój pomysł na działania w tym momencie jest na etapie poszerzania. Rozwija się pod wpływem pogłębiania mojej siatki znajomych w Słupsku czy listy osób, które kontaktują się ze mną w tej sprawie. To dla mnie bardzo ciekawe, bo mam wrażenie, że jednocześnie przygotowuje się na to, żeby w ten pomysł weszli jego uczestnicy, a przez nich wchodzi znacznie mocniej w struktury tego miasta. Myślę, że dopiero po tym procesie będę w stanie ponownie przemyśleć i podjąć decyzję, co naprawdę chcę zrobić.”

Więcej wypowiedzi na temat zamiany pomysłów w projekty znajdziecie w poniższym reportażu przygotowanym przez Artura Celińskiego.
 
Mieć pomysł to jedno. Rozwinąć go w projekt to drugie. A trzecie, to pozyskać na niego finansowanie. Jednym z najważniejszych źródeł finansowania kultury w Polsce są pieniądze publiczne. Najczęściej trzeba o nie aplikować, czyli po prostu pisać i wysyłać wnioski. Są ludzie, którzy zajmują się tym zawodowo i potrafią opisać wszystko tak, by z sukcesem dostać pieniądze. Czasem się jednak okazuje, że wówczas gubi się to, co w tych projektach najważniejsze. Zgadza się z tym Marek Sztark: „Ubieganie się o publiczne granty to najczęściej to źródło frustracji. Ponieważ rzeczywistość projektowa i konieczność opisania idei działań, formułowanie celi i rezultatów niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością pracy animatora. Musimy niestety lawirować między tymi dwiema rzeczywistościami.”
 
Jak więc pisać wnioski zgodne z oryginalną ideą animatora? Najważniejszą radą Marka Sztarka jest jednak „zachowanie prawa do zbaczania z drogi” – „Procesy, za które animator bierze odpowiedzialność, są nieprzewidywalne. Nie damy rady przewidzieć, co się stanie. Oczywiście musimy znać wskaźniki naszego sukcesu – to ważne w różnych wnioskach. Ale animator, który zaczyna od poszukiwania tych wskaźników, jest raczej producentem czy realizatorem pewnych projektów. Animatorzy muszą tak planować przedsięwzięcia animacyjne, żeby pozostawić sobie otwarte furtki i przewidzieć rozstaje dróg, do których dotrzemy.” Jednocześnie podkreśla rolę języka – „Jestem członkiem wielu komisji oceniających wnioski i wyczuwam w opisach nieszczere intencje i próbę zakłamania rzeczywistości. Często między wierszami przebija na przykład potrzeba samorozwoju i eksperymentowania nad potrzebami lokalnej społeczności. Ta pierwsza jest równie ważna i gdyby wnioskodawca napisał, że jednym z celów jest eksperyment i próba sprawdzenia, czy dana metoda będzie skuteczna, to uwierzę w to. Natomiast jeśli nie będzie tak to opisane, ale zakamuflowane, to wówczas będę oceniał taki wniosek odwrotnie.”

Więcej wypowiedzi na temat aplikowania o środki publiczne znajdziecie w poniższym reportażu przygotowanym przez Artura Celińskiego.
 
Sponsor? Opłaty uczestników? Crowdfunding? To kuszące propozycje, ale dla wielu osób to wciąż bardzo mgliste źródła finansowania. Dr Kamila Kamińska na przykład nie ma tutaj żadnej strategii i ma inny sposób na nawiązywanie współpracy: „Jest tak, że praca animatora jest po prostu fajna i ludzie chcą być częścią czegoś fajnego. Jeżeli oni widzą, że we Lwówku puzoniści idą z tłumem ludzi na górkę i tam na tej górce grają przy świetle świetlików, to oni po prostu chcą brać w tym udział.”
 
Zupełnie inaczej podchodzi do tego tematu Aleksander Moś: „Staram się w rozmowie z jakimkolwiek partnerem, nieważne, czy jest to sponsor prywatny, czy sponsor instytucjonalny, pokazywać charakter mojego wydarzenia i korzyści płynące ze wsparcia.” Zdaniem Mosia trzeba jednak przede wszystkim zbudować sobie relacje z partnerami. A te trzeba po porostu „wychodzić”. Wysyłanie pism z propozycjami nie ma jego zdaniem dużego sensu – „to wymaga poświęcenia swojego prywatnego życia i umiejętności towarzyskich, żeby pewien rodzaj sieci kontaktów sobie wytworzyć”.
 
Marek Sztark zaś przytacza swoje własne doświadczenia: „Wielokrotnie próbowałem metod utrzymania się z dotacji przekazywanych przez lokalną społeczność i częściowo się udawały, ale nie w całości. Animator jest w stanie wykorzystać zasoby społeczności, ich skłonność do wolontaryjnego udziału w życiu publicznym, czy włożenia środków różnymi metodami (crowdfunding i tak dalej).  Dotyczy to przede wszystkim jednak kosztów projektu. Natomiast żeby się samemu z tego utrzymać to już nie, takich przykładów niewiele znam.”
 
Katarzyna Pokuta, która pracuje w średniej wielkości mieście opowiada zaś o swoich doświadczeniach z lokalnymi przedsiębiorcami: „Jak są tacy ludzie, którzy chcą dawać, to po prostu dają. Na przykład dzwonię do pani Janiny, właścicieli ciastkarni i mówię – pani Janino, naprawdę mamy świetne działania, takie tutaj dla dzieci – to ona odpowiada – ile pani potrzebuje? To jest po prostu tak.” Zwraca jednocześnie uwagę, że stawiałaby na bardziej bezpośredni kontakt: „Ja wiem, że przedsiębiorcy może nie zawsze mają czas i ochotę rozmawiać i zazwyczaj prośby wysyła się w formie listu czy maila, ale wydaje mi się, że, jak gdyby taki przedsiębiorca poznał animatora - kogoś kto bezpośrednio odpowiada za dany projekt to po prostu, że to mogło być zaprocentować w jakiś sposób. Nie wiem, może to jest naiwne myślenie trochę, ale czasem mi się wydaje, że można zarazić entuzjazmem.”
 
Więcej wypowiedzi na temat pozyskiwania środków prywatnych znajdziecie w poniższym reportażu przygotowanym przez Artura Celińskiego.
 
Bez zaufania uczestników żaden animator nic nie osiągnie. Dlatego kluczowe są metody współpracy. Jak to robić? Dr Kamińska zdradza jeden ze sposobów: „Bardzo dużo działań robimy ze szkołami i kryterium mam takie, że muszą mieć fajną nauczycielkę i bardzo często to jest po prostu znajoma znajomego i tak dalej. Ponieważ bardzo szanuję pracę nauczyciela, płacimy nauczycielom w projektach. Nigdy nie oczekuję, że wejście w projekt powinno wynikać z misji nauczyciela albo innych tego typu szczytnych słów. To jest ich czas, ich praca i ich wysiłek. Więc budujemy zaufanie z nauczycielem, przez nauczyciela – ze szkołą i ze społecznością.”
 
Agata Dyczko dodaje: „Myślę, że dobrze jest mieć coś naprawdę fajnego do zaoferowania. Wiadomo, że czasami jest opór, ale z mojego doświadczenia wynika, że im bardziej to jest konkretne i nie polega na jakimś laniu wody, tym jest łatwiej.” Katarzyna Pokuta zwraca zaś uwagę na podejście do uczestników: „Staram się wychodzić z poziomu rozmówcy. Nie pokazuję, że jestem taka mądra i wykształcona paniusia i tyle studiów pokończyłam, i jejku, jak w ogóle wspaniale. Nie rzucam niezrozumiałymi słowami, tylko staram się zapoznać z tą grupą, coś powiedzieć o sobie, poznać ich imiona, nie chcę żeby oni byli anonimowi na moich zajęciach czy w moich działaniach.

Więcej wypowiedzi na temat budowania zaufania znajdziecie w poniższym reportażu przygotowanym przez Artura Celińskiego.
 
„Oczywiście, że warto mieć zespół” – mówi od razu Aleksander Moś i dodaje – „warto mieć partnera w realizacji projektu, który potrafi odciążyć, a przede wszystkim daje także inną perspektywę.” Podobnego zdania jest Marek Sztark, który podkreśla, że szczególnie na etapie finałowym projektu animacyjnego musimy zmobilizować wiele osób. Katarzyna Pokuta zwraca uwagę na postać lidera zespołu – „Jak się robi jakiś projekt, to chce się czasem firmować go swoim nazwiskiem. Fajnie jest mówić <<mój projekt>>. Ale słowo <<mój>> czasem działa wykluczająco. Również dla potencjalnego zespołu. Tymczasem posiadanie zespołu, nawet bycie jego liderem, to bardzo ważna rzecz. Nie chodzi tylko o wsparcie, ale też o to, że w takim zespole zawsze będzie ktoś, kto ci pomoże dopracować projekt przed wyjściem z nim na zewnątrz.” Marek Sztark pokazuje zaś trudność pracy zespołowej na przykładzie zespołu instytucji artystycznej. To dla niego jeden z najtrudniejszych zespołów do zarządzania – „pracując w operze ukułem takie powiedzenie, że zarządzanie operą, czyli zarządzanie zespołami artystycznymi – solistami i artystami – jest jak zarządzanie konstelacją gwiazd. Zapytasz, jak można zarządzać konstelacją gwiazd? Można tylko ją podziwiać.”
 
Praca w zespole to jednak nie tylko wsparcie – często wyzwaniem samym w sobie jest podzielenie się pracą, utrzymanie dobrej atmosfery i unikalnie potencjalnych konfliktów. Jak unikać problemów w tych kwestiach?
 
Agata Dyczko radzi – „Metoda to rozmowa. Z ludźmi, z którymi pracuję od dłuższego czasu mamy oczywiście „spiny”, ale cały czas przegadujemy nasze relacje. Trzeba przy tym czuwać, aby być bardzo dokładnym – na przykład przy komunikowaniu się przez smsy czy Messengera. Tu kluczowe jest dookreślanie emocji, jakie towarzyszą naszej wypowiedzi.” Marek Sztark mówi zaś o konieczności dziękowania wszystkim zaangażowanym osobom – „każdy projekt animacyjny powinien mieć zrytualizowany niemalże finał, który będzie i podsumowaniem, i podziękowaniem, i największym wydarzeniem. Jednocześnie będzie czymś, co pozostaje w pamięci, co daje satysfakcję nie animatorowi, tylko wszystkim, którzy w tym projekcie brali udział”.
 
Kamila Kamińska podkreśla swoją „patologicznie zbyt dużą wyrozumiałość dla ludzi”, która pomaga jej w pracy w zespole. „Oczywiście się wściekam, zdarza mi się krzyczeć i płakać. Ale mam ogromne poczucie, że ludzie są ludźmi i mam ogromną wdzięczność, że ktoś ze mną idzie w te wariactwa”.

Więcej wypowiedzi na temat pracy w zespole znajdziecie w poniższym reportażu przygotowanym przez Artura Celińskiego.
 



 
W każdej pracy zdarzają się momenty, gdy ma się poczucie, że brakuje już sił, aby kontynuować projekt. Czasami pojawia się wypalenie, czasami to po prostu wynik tymczasowego zmęczenia. Bywa też jednak tak, że z równowagi wyprowadza nas konflikt. Co się wtedy dzieje z animatorem i jego pracą? Co warto zrobić? Aleksander Moś sugeruje, że „jedyne, co można zrobić, to zapamiętać po prostu taką kryzysową sytuację i w przyszłości wyciągnąć z niej wnioski. Natomiast w danej sytuacji, gdy w żargonie produkcyjnym <<pali się>> i trzeba doraźnie gasić te pożary, to trzeba się po prostu czasami poświęcić – zmienić koncepcję, zrezygnować z czegoś, czasami dodać zupełnie inną rzecz, którą jest się w stanie przykryć niepowodzenia wynikłe w tracie produkcji”.

Kamila Kamińska mówi wprost – „Czasem po prostu płaczę. A potem wstaję. Mi szybko przechodzi. Reaguję na konkretne sytuacje, nie chowam przy tym urazy. Raczej uczę się powoli po prostu odmawiać. To czasem bardzo trudne, bo jestem z tych, co umieją i projekt napisać, i palety przerzucić, ale nie zawsze jestem w stanie wszystko zrobić.
 
„Nie można robić nic na siłę” – zwraca uwagę Marek Sztark – „jeśli się okazuje, że coś przestało działać – zwłaszcza w zespole, ale mamy za mało czasu, by udowodnić nasze szczere intencje (a tu właśnie się kłania rzeczywistość projektowa), to warto odpuścić.
 
Agata Dyczko dzieli się swoim sposobem – „Może to nie do końca dobre rozwiązanie, ale mam wrażenie, że tak się robi – że zapycha się smutek pracą. Kolejne zadanie staje się trochę zapychaczem na jakieś takie poczucie niespełnienia czy niezadowolenie. Tak się realne dzieje. Można też prowadzić drugie – równoległe życie, które polega na czymś zupełnie innym i daje okazję do odskoczni.
 
Więcej wypowiedzi na temat konfliktów w pracy animatorów znajdziecie w poniższym reportażu przygotowanym przez Artura Celińskiego.
 
Skąd wiemy, czy robimy coś dobrze? Skąd wiemy, czy na pewno było „fajnie”? Albo nasze działanie rzeczywiście miało szczere intencje? Kamila Kamińska odpowiada od razu: „Dla mnie metodą, która oczywiście jest zdradziecka (bo czasami możemy wypruć z siebie flaki, a i tak nikt nie przyjdzie) jest to, że w naszych projektach są ludzie, jest w nich ich radość. Coś się wydarza – to dla mnie najlepsza metoda ewaluacyjna.” Potwierdza to także Katarzyna Pokuta – „Efekty pracy? Myślę, że są pozytywne, gdy odzew jest pozytywny. Naszymi działaniami budujemy trochę markę – swoją lub instytucji, z którą pracujemy. Dzięki tej marce łatwiej nam potem zdobywać zainteresowanie i zaufanie kolejnych uczestników.”
 
Agata Dyczko wskazuje na zmianę w procesie: „W odróżnieniu od takiej prostej radości bycia oklaskiwanym znaczenie ma też to, co się wydarzyło po drodze. Ważny jest proces. To niby takie wyświechtane słowo, ale to naprawdę ważne, jak zmieniliśmy się w trakcie realizacji naszego działania animacyjne. Nie chodzi tylko o mnie i grupę, którą animuję, ale przede wszystkim osoby, z którymi pracujemy.”
 
„Jedyne, czego pilnuję, to żeby wszystko było etyczne” – mówi Kamila Kamińska – „Chcę spojrzeć na siebie w lustrze i się nie wstydzić tego, co zrobiłam lub robię. Ale nie wierzę też, że jestem w stanie sama dokonać takiej oceny. Dlatego taką ewaluację trzeba dokonywać wraz z ludźmi, którzy na bieżąco są w stanie powiedzieć <<Kama, pojechałaś za mocno” albo <<tutaj jest coś nie bardzo>>.

Więcej wypowiedzi na temat ewaluacji pracy animatorów znajdziecie w poniższym reportażu przygotowanym przez Artura Celińskiego.
 

Podcasty

Artur Celiński rozmawia z animatorkami i animatorami kultury o realiach ich pracy.