Na skróty:
Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1)Przejdź bezpośrednio do podmenu (Alt 3)Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)

Agata Dyczko
Zarażanie energią i entuzjazmem

Agata Dyczko
Agata Dyczko | © fot. ze zbiorów prywatnych

Rozmowa z Agatą Dyczko – reżyserką teatralną, animatorką kultury, autorką pomysłu na projekt „CO NAD SŁUPIĄ?” – słupskiej odsłony „Rozmów Zamiejscowych”.

Artur Celiński: Pracujesz głównie jako reżyserka teatralna, ale do „Rozmów Zamiejscowych” złożyłaś projekt o wyraźnym charakterze animacyjnym. Opowiedz mi proszę o tym, jak powstawał ten projekt? Zacznijmy od pomysłu. Skąd się wziął?
 
Agata Dyczko: Spędzałam wakacje w okolicach Słupska i na fali przyjemnego, letniego czasu zaczęła się pojawiać w mojej głowie potrzeba zrobienia czegoś. Zaczęło się od spływu Słupią. Przepływaliśmy przez Słupsk i nagle zobaczyłam, że miasto, które znałam z dzieciństwa teraz wygląda zupełnie inaczej. Dostrzegłam potencjał, który drzemie w samej rzece i tym, co ludzie robili na jej brzegach.
 
AC: I to ci wystarczyło, żeby opisać cały projekt?
 
AD: To nie jest jeszcze gotowy projekt. To pomysł, który czeka i rozwija się pod wpływem siatki moich znajomych w Słupsku. Nie mieszkam tu na stałe, więc każde spotkanie z nową osobą poszerza moje myślenie o tym, co chcę zrobić. Im głębiej wchodzę w struktury tego miasta, tym mocniej zastanawiam się nad tym, co ostatecznie zostanie z mojego projektu.
 
AC: A nie boisz się, że przez taką otwartą pracę nad swoim pomysłem i włącznie w nią tak wielu nowych osób, na końcu okaże się, że efekt będzie zupełnie inny od tego, który sobie wymyśliłaś?
 
AD: W ogóle się tego nie boję. W pracy reżyserki na każdym etapie pracy muszę konfrontować się z początkowym pomysłem. I myślę, że to jest bardzo ważne. Trzeba tylko pamiętać, że w natłoku inspiracji ze strony cudownych osób i serii spontanicznych wydarzeń, nie można się pogubić. Zawsze warto pamiętać o idei, która przyświecała naszym działaniom na początku.
 
AC: Ale skoro sama nie jesteś pewna, jaki będzie finalny kształt Twojego działania, to jak przekonujesz innych do tego, żeby ci zaufali i zaangażowali się w prowadzone przez ciebie działania?
 
AD: Chyba swoją własną euforią i entuzjazmem. Trochę się tu śmieję, ale coś w tym jest. Energią, którą wkładam w to co robię. Wiarą w to, że to ma sens i mamy szansę odnieść sukces. To na pewno pomaga w rozmowach z osobami, które jeszcze nie są zarażone tym pomysłem.
 
AC: I to działa? Nikt nie mówi – „co za szalona dziewczyna! Sama nie wie, czego chce, a oczekuje od nas wsparcia i zaangażowania”?
 
AD: To się zdarza. Ale znowu – przez pięć lat studiów w Akademii Teatralnej słyszałam to na tyle często, że się po prostu uodporniłam. Staram się też otaczać grupą współpracowników, które raczej nie są osobami wątpiącymi i pomagają w rozwoju pomysłów w bardzo pozytywny sposób.
 
AC: A jak zamieniasz swój pomysł na projekt? Przygotowujesz sobie kilka zdań opisu, czy…
 
AD: O nie! Nie kilka zdań! Mam cały folder notatek. Część wraz z upływem czasu oczywiście nie nadaje się do użytku, a część sprawia wrażenie pisanych przez kogoś innego. Bo nie wiem, jak mogłam o czymś myśleć właśnie w ten sposób. Ale sporo z nich pomaga mi w stworzeniu projektu. Zauważyłam, że na początku mam tak dużo pomysłów, że jeśli ich nie notuję, to potem wpadam w panikę, że coś ważnego pominęłam. Muszę bardzo szczegółowo zapisywać swoje myśli. To czasem przypomina takie strumienie świadomości. I dopiero wtedy, gdy po jakimś czasie przeglądam sobie te wszystkie notatki, jestem w stanie ułożyć sobie koncepcję działania.
 
AC: A potem dzwonisz do kogoś, żeby mu opowiedzieć o tej koncepcji, nawet udaje ci się pokazać swój entuzjazm przez telefon, ale na końcu słyszysz: proszę wysłać kilka zdań o projekcie mailem. Co wtedy wysyłasz?
 
AD: No tutaj też była taka sytuacja, że mieliśmy spotkanie z panią wiceprezydent Słupska i trzeba było się przygotować jakoś na to spotkanie. Wiadomo, że nie będzie miała zbyt dużo czasu dla nas i trzeba było się przygotować – na przykład mieć kartkę z opisem mojego pomysłu.
 
AC: Bardzo mnie interesuje, co napisałaś na tej kartce?
 
AD: Na pewno podstawowa rzecz to moje dane kontaktowe.
 
AC: To w sumie najważniejsze, żeby wiedzieć, gdzie zadzwonić, gdy człowiek się chce się mocniej zaangażować w działania. Co dalej?
 
AD: Trzy – dosłownie trzy zdania opisujące ideę projektu. Zależało mi na tym, aby to wszystko zmieściło się na kartce A4. Potem były bardzo konkretne informacje dotyczące tego, co się ma wydarzyć i zarys harmonogramu. Umieściłam tam to, co było naprawdę niezbędne.
 
AC: A gdzie na tej kartce jest miejsce na ten entuzjazm, którym zarażasz na początku projektu? Bo nie ze wszystkimi jesteśmy w stanie się spotkać – duża część potencjalnych partnerów prosi najpierw o wysłanie opisu projektu zanim w ogóle podejmie decyzję o rozmowie.
 
AD: Ja na szczęście miałam okazję rozmawiać z osobą, którą chciałam zarazić tą energią. Pani Prezydent na konferencji prasowej mówiła nawet, że to był moment, w którym zrozumiała cały mój pomysł. Wątpię, że sama kartka by coś zdziałała. Z mojego doświadczenia wynika, że wysyłanie samych opisów, bez rozmowy z żywym człowiekiem, mało daje. To jakby wrzucać kamyki do studni bez dna. Można to sobie robić hobbystycznie codziennie wieczorem, ale za dużo z tego nie wynika.
 
AC: A jak zdobyć zaufanie ludzi, których chcesz zaangażować w projekt. Nie mówię tu o pani prezydent czy potencjalnych sponsorach, ale o tych, którzy mają współtworzyć twoje działania.
 
AC: Dobrze jest mieć coś naprawdę fajnego do zaoferowania. Wiadomo, że czasami jest opór, ale z mojego doświadczenia wynika, że im bardziej propozycja jest konkretna, tym jest łatwiej. Często spotykamy się z projektami, które są wypełnione laniem wody – nic z nich nie wynika. Takie działania są niewiarygodne. Konkret jest bardzo ważny. Teraz pracuję w Katowicach z niewidomymi przy projekcie, który łączy kognitywistykę i technologię. Wiele osób ostrzegało mnie, że niewidomi są dość nieufną grupą, zwłaszcza, gdy chodzi o technologię. Firmy zgłaszały się do nich z prośbą o testowanie jakichś produktów, a na koniec okazywało się, że chodziło o zdobycie grantów dzięki „użyciu” osób niepełnosprawnych. Natomiast ja sobie wymyślam sposób, który spowodował, że właściwie wszystkie osoby, do których się zwróciłam, zgodziły się wziąć udział w projekcie.
 
AC: Czym ich przekonałaś?
 
AD: Konkretem. Zdecydowałam się na szukanie konkretnych osób – nie wysyłałam otwartego zaproszenia do powiedzmy trzydziestu osób, tylko porozmawiałam z trzema osobami. Potem możemy poszerzać tę grupę, ale na początku wolę pracować z ograniczoną liczbą osób. Bo wtedy łatwiej mi przekonać te osoby, że pracujemy wspólnie z bardzo konkretnych powodów i te konkretne osoby mają bardzo konkretne kompetencje, które są ważne w tym projekcie. To znacznie lepsza sytuacja niż rzucanie się w taką otchłań animowania wszystkich i dawania wszystkim wszystkiego.
 
AC: Jak znalazłaś takie konkretne osoby z konkretnymi kompetencjami?
 
AD: Wymyślam sobie swoją drogę. Próbuję szukać jakichś wskazówek. Nie idę przy tym na skróty. Z osobami niewidomymi wszystko zaczęło się od wspomnienia z oglądania „Niewidzialnej wystawy” w Warszawie. Osobami oprowadzającymi byli tam właśnie niewidomi. Tam poznałam dziewczynę, która, jak się okazało, miała potrzebne mi kompetencje. Pomyślałam też, że nie będę dzwonić do organizacji czy związków niewidomych, tylko tam po prostu pójdę. I od razu poznałam tam chłopaka, który jest redaktorem największej grupy facebookowej dla niewidomych. Zabrał mnie do swojej szefowej, a ona przedstawiła swoje koleżance z Katowic. Tych etapów było bardzo dużo, ale dzięki temu dotarłam bezpośrednio do osób, które chcą się rozwijać artystycznie. A jak już się spotkaliśmy, to wówczas mogłam je zarazić swoją energią i entuzjazmem. 

 
Narzędziownik został przygotowany przez Artura Celińskiego w ramach projektu „Rozmowy Zamiejscowe”. Jego celem jest pokazanie różnego rodzaju aspektów pracy animatorów kultury w Polsce.