Chen Wei
Jak samotność sprzyja systemom totalitarnym
Jak samotność wpływa na współczesnego człowieka – i dlaczego tak łatwo staje się podatnym gruntem dla totalitaryzmu? Chiński filozof Chen Wei odczytuje na nowo myśl Hannah Arendt, pokazując, że tylko aktywne uczestnictwo w życiu politycznym może uchronić nas przed ucieczką w prywatność.
Chen Wei
To fakt, o którym wielu wolałoby zapomnieć: XX wiek naznaczony był totalitaryzmem, a w obecnym stuleciu niewiele się pod tym względem zmieniło. Koniec zimnej wojny na początku lat 90. wcale nie pogrzebał myślenia totalitarnego. Wbrew zapowiedziom Fukuyamy historia się nie skończyła – jej koło toczy się dalej. Nie zmierza jednak ani ku wojnom religijnym, których obawiał się Mark Lilla, ani ku „zderzeniu cywilizacji” w ujęciu Samuela P. Huntingtona, ani nawet ku współczesnej zachodniej polityce tożsamości. Odżywa raczej klasyczny spór między liberalną demokracją a totalitarną dyktaturą. Niewidzialna żelazna kurtyna znów opadła, dzieląc Wschód i Zachód. Rozwój nauki i techniki – zamiast, jak wierzył Francis Bacon, przynieść wolność i wyzwolenie – tylko ten konflikt zaostrzył.
W związku z tym nasuwają się pytania: dlaczego bolesne doświadczenia trzech wielkich wojen minionego stulecia – dwóch „gorących” i jednej „zimnej” – nie doprowadziły do moralnego postępu ludzkości? Dlaczego totalitaryzm, niczym stonoga uznana za martwą, wciąż pełza naprzód? Aby to zrozumieć, warto ponownie sięgnąć po antytotalitarną refleksję niemieckiej filozofki.
Sposób myślenia Arendt
Hannah Arendt (1906–1975) pochodziła z zasymilowanej rodziny niemiecko-żydowskiej. Aby uniknąć prześladowań ze strony nazistów, wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, gdzie po wojnie stała się jedną z czołowych postaci amerykańskiej elity intelektualnej. Do jej najważniejszych dzieł należą Korzenie totalitaryzmu, Kondycja ludzka, O rewolucji oraz Życie umysłu. Dzięki jej tekstom pojęcia totalitaryzmu i rewolucji zyskały nowe, autonomiczne znaczenia, stając się trwałymi narzędziami analizy teoretycznej. W historii myśli politycznej, jak i we współczesnym dyskursie zachodnim zajmuje ona pozycję wyjątkową.W ujęciu Arendt każdy porządek polityczny opiera się na własnych zasadach, które wyrastają z określonych doświadczeń egzystencjalnych lub je odzwierciedlają. Dlatego ujęcia polityki ograniczone do wymiaru instytucjonalnego albo do samego działania nie oddają w pełni istoty danego typu rządów. Totalitaryzm – jako nowa forma władzy w XX wieku – odpowiadał szczególnym warunkom istnienia człowieka nowoczesnego: samotności i poczuciu zbędności, wyobcowaniu ze wspólnego świata oraz rozpadowi tradycyjnych więzi. Arendt uznawała samotność za fundamentalne doświadczenie współczesności; w starożytności – jak zauważał już Cyceron w De senectute – była ona zjawiskiem marginalnym. Skrajna samotność i rozpacz potrafią być bardziej wyniszczające niż śmierć. Nietrudno więc wyobrazić sobie zagubioną w tłumie jednostkę, która szuka ukojenia w objęciach totalitaryzmu – niczym umierający z pragnienia, próbujący ugasić swoje potrzeby trucizną. Ustanowienie rządów totalitarnych nie łagodzi jednak tej samotności, lecz ją podsyca i wzmacnia, aż po całkowitą kontrolę nad jednostką i radykalne zanegowanie człowieczeństwa.
Samotność i nowoczesność
W oparciu o myśl polityczną Arendt samotność współczesnego człowieka można rozumieć co najmniej na dwa sposoby:Po pierwsze, jest ona konsekwencją epoki sekularyzacji. Samotność objawia się najpierw jako wewnętrzna pustka i brak oparcia. Pozbawiony transcendencji człowiek zostaje „wrzucony” w świat. Max Weber pisał o kalwinistach pogrążonych w samotnej, ascetycznej praktyce religijnej oraz o tym, jak doktryna predestynacji potęgowała niepewność co do losu w życiu doczesnym i zbawienia w życiu pozagrobowym. W epoce, w której Nietzsche ogłosił „śmierć Boga”, człowieka postrzegano jako materialistyczny, bezduszny atom, zdeformowany do postaci ciała pełnego energii, lecz pozbawionego transcendencji. Źródłem jego samotności stało się wewnętrzne zamknięcie oraz załamanie, a właściwie zanik świata duchowego. Nie rozświetla go już ani Bóg, ani światło rozumu. Logiczną konsekwencją tego stanu rzeczy jest opisywany przez Nietzschego „nadczłowiek”, kierujący się wyłącznie wolą mocy. W takim świecie obowiązuje jedynie prawo przyciągania i odpychania między atomami. Na gruncie filozofii wizja ta znalazła odzwierciedlenie w XX-wiecznym egzystencjalizmie. Arendt, jako uczennica dwóch czołowych przedstawicieli tego nurtu – Karla Jaspersa i Martina Heideggera – rozpoznała samotny los współczesnego człowieka. Posługując się kategoriami egzystencjalizmu, przeanalizowała mechanizmy władzy totalitarnej głębiej niż na poziomie samego doświadczenia samotności wpisanego w nowoczesność, poddając je zarazem krytycznej refleksji.
Po drugie, samotność jest społecznym skutkiem industrializacji i modernizacji. Dla Arendt stanowiła ona chroniczną chorobę naszych czasów. Modernizacja nie przyszła za darmo – jej ceną było zniszczenie więzi społecznych. Wraz z postępującą sekularyzacją Kościół w dużej mierze wycofał się z codziennego życia obywateli, a wskutek wyzwolenia się spod feudalnego poddaństwa w średniowieczu i upadku drobnych gospodarstw rolnych na Wschodzie rozpadły się również tradycyjne wspólnoty wiejskie.
Miasto dało wprawdzie początek cywilizacji przemysłowej, ale nie stworzyło żadnych nowych więzi solidarności. Etyka pracy podporządkowana racjonalności ekonomicznej pozbawiona była ludzkiego ciepła. W miejsce klasycznego citoyen pojawił się bourgeois – zniknęła obywatelska wspólnotowość i poczucie osobistej odpowiedzialności za sferę publiczną. Nowoczesny drobnomieszczanin potrafił sączyć popołudniową herbatę pośród wojennej pożogi, podczas gdy tuż obok piętrzyły się stosy ciał.
Takie zagubione i bezsilne jednostki, które utraciły wszelkie więzi obywatelskie – nowoczesne masy – tworzą najżyźniejsze podłoże dla totalitaryzmu. Pomimo swojej liczebności pozostają one głęboko samotne. W tłumnych zgromadzeniach i fanatycznym wrzasku „masowy człowiek” szuka ukojenia, próbując nadać sens własnemu życiu. Jednak samotność podsyca kłótliwość jednostki; agresja i destrukcyjne impulsy zyskują w tłumie społeczną legitymizację i zostają w pewnym sensie „usprawiedliwione”.
Już Arystoteles ostrzegał, że człowiek pozbawiony wspólnoty przestaje być w pełni człowiekiem. Podobnie Arendt – nawiązując do komentarza Marcina Lutra do biblijnego fragmentu „nie jest dobrze, aby człowiek był sam” – przypominała, że normalne życie ludzkie nie jest możliwe w samotności.
Duch przeciw terrorowi
Ideologia walki stała się ulubioną filozofią nowoczesnych mas. Totalitaryzm to zorganizowana przestępczość zbiorowa, której istotą pozostaje terror. Daje osamotnionej jednostce iluzję „wielkich czynów” i „zapisania się w historii”, a nawet obietnicę raju na ziemi. W rzeczywistości jednak jego triumfalny marsz pozostawia po sobie „samotną pustynię bez sąsiadów” – totalną dominację oraz dewastację życia publicznego i prywatnego.W późniejszych rozważaniach, podjętych w Życiu umysłu, Arendt w pewnym sensie dokonuje również krytyki doświadczenia samotności. Ukazuje polityczny wymiar wewnętrznego świata jednostki, wyróżniając trzy podstawowe aktywności umysłowe: myślenie, sądzenie i wolę.
Choć rozwój życia umysłowego wymaga wycofania się ze świata, człowiek nie traci przy tym więzi z otoczeniem ani z wymiarem publicznym. W akcie myślenia, gdy „ja” rozdwaja się i spotyka „mnie”, jednostka przestaje być zamknięta w swoim wnętrzu. Myślenie otwiera przestrzeń dla refleksji i rodzi fundamentalne pytania o sens życia. „Ja” jest zawsze „mną” – ukierunkowanym na wspólnotę, napominającym i ostrzegającym.
W akcie sądzenia jednostka prowadzi w wyobraźni krytyczny dialog z wielością możliwych „innych”, odnosząc się do wspólnej sprawy. Z tego spotkania wyłania się osąd publiczny, który – choć nie jest uniwersalny – zachowuje swoją ważność i skuteczność. Ta indywidualna zdolność sądzenia jest ściśle związana z tym, co Arendt nazywa „zmysłem wspólnym” (Gemeinsinn) – swoistym siódmym zmysłem, wykraczającym poza zwykłe widzenie i słyszenie.
W akcie woli jednostka musi również uwzględnić przyszłość: decyduje, czy należy podjąć działanie, biorąc pod uwagę konsekwencje i odpowiedzialność swoich czynów wobec wspólnoty. Natomiast osamotniona jednostka tak rozumianego życia umysłowego nie posiada.
Zachodnia autorefleksja
Zarysowane powyżej rozważania Arendt są silnie zakorzenione w kontekście europejskim. Samotna egzystencja jednostki uwikłanej w nowoczesne państwo oraz doświadczenie totalitarnych reżimów XX wieku to zjawiska charakterystyczne dla Starego Kontynentu. Świat anglosaski natomiast w dużej mierze zdołał uniknąć tej pułapki.W społeczeństwach półkuli wschodniej, które modernizowały się później, elementy XIX-wiecznego europejskiego nacjonalizmu zostały przekształcone w nadmiernie asertywną „postawę antyzachodnią”, która miała podtrzymać prestiż narodowy oraz usprawiedliwić autorytaryzm i nowoczesne dyktatury. W cywilizacji zachodniej natomiast już dawno rozpoczął się głęboki proces autorefleksji.
Arendt jawi się jako jedna z czołowych postaci tego rozrachunku historycznego. Jej refleksje ściśle wiążą się z jej osobistym doświadczeniem jako uchodźczyni żydowskiego pochodzenia: po latach „bezpaństwowości” odnalazła w Stanach Zjednoczonych nowe środowisko, które umożliwiło jej aktywny udział w innej tradycji politycznej. Dzięki bezpośredniemu uczestnictwu w życiu publicznym oraz w ruchach na rzecz praw obywatelskich Arendt odkryła sposoby, by stawić czoła samotności współczesnego człowieka i oprzeć się pokusie totalitaryzmu.
Bez społeczeństwa obywatelskiego nie ma wolności
Arendt odwołuje się do klasycznej tradycji republikańskiej, by wskazać słabości liberalizmu: lekceważenie wymiaru politycznego, brak odpowiedzialności zbiorowej oraz skłonność do wycofywania się w sferę prywatną. Filozofka proponuje narzędzia teoretyczne, które pozwalają stawić czoła ruchom totalitarnym – zarówno lewicowym, jak i prawicowym – oraz dostarcza intelektualnych zasobów potrzebnych do odbudowy wspólnego świata i kształtowania wizji przyszłości.U Arendt działanie obywatelskie ma znaczenie fundamentalne, a życie publiczne stanowi dla niej wartość niezastąpioną. Uznanie pluralizmu wyklucza jakiekolwiek redukcjonistyczne ujęcia człowieczeństwa. Postrzegać ludzi jako ludzi oznacza widzieć w nich jednostki – nie atomy oderwane od świata, lecz istoty wrażliwe, żyjące pośród równych sobie, z własnymi pragnieniami i nadziejami. Dopiero świadomość, iż należy przezwyciężyć izolację współczesnego człowieka, pozwala odnaleźć sposoby zapobiegające totalitaryzmowi.
Myśl polityczna Arendt jasno pokazuje, jak liberalizm w starciu z totalitaryzmem często działa niekonsekwentnie, kierując się pragmatyzmem i oportunizmem. Historia wielokrotnie dowodziła, iż polityka ustępstw demokracji liberalnych jedynie sprzyja dalszemu rozwojowi totalitaryzmu. Anglia i Stany Zjednoczone pozostały w dużej mierze odporne na „wirus” totalitaryzmu, ponieważ nigdy nie straciły z oczu swoich republikańskich korzeni i tradycji politycznych, co wiąże się również z poszanowaniem dziedzictwa starożytnej Grecji (polis) i Rzymu (res publica). Odwołując się do politycznego rozwoju tych starożytnych cywilizacji, Arendt podkreśla pilną potrzebę odnowienia politycznego wymiaru ludzkiej egzystencji. Oznacza to skuteczną współpracę jednostki i wspólnoty, która umożliwia dążenie do wolności, moralności i sprawiedliwości, bez konieczności odwoływania się do wiary. Wyrachowany oportunizm ani brutalna siła nie są w stanie tej misji wypełnić.