O co chodzi z... policją?
Trochę więcej sprawiedliwości

Policja
Policja | Źródło: Unsplash; Foto (fragment): Markus Spiske

Czy niemiecką policję dotknął kryzys wizerunkowy? To nic nowego, ale po śmierci George’a Floyda pojawiają się zarzuty rasizmu wobec policjantów. Zabójstwo Afroamerykanina podczas policyjnej interwencji w USA wywołało falę protestów w innych krajach, w tym w Niemczech. Czy import wściekłości z Ameryki ma rzeczywiście rację bytu? Komentarz Christopha Bartmanna.

„Policja – Twój przyjaciel i pomocnik” – to powiedzenie zna w Niemczech prawie każdy, nie zastanawiając się, skąd się wzięło. Rzekomo pochodzi z czasów narodowego socjalizmu, miał je wręcz ukuć sam Heinrich Himmler. Według innych źródeł slogan ten był w obiegu już w czasach Republiki Weimarskiej. Już wtedy policja miała zatem problem wizerunkowy, nie mogło być inaczej. Ten kto jest stróżem porządku i ma państwowy monopol na stosowanie przemocy, kto posiada ograniczone prawo użycia środków przymusu bezpośredniego, rzadko bywa popularny wśród ludności. Istnieje być może jeden wyjątek: funkcjonariusz prewencji, wcześniej nazywany funkcjonariuszem ochrony (niem. „Schupo”), a później dzielnicowym (niem. „Kontaktbereichsbeamter”), który obecnie może równie dobrze być funkcjonariuszką, a swoją obecnością zwiększa bezpieczeństwo publiczne. Można też mieć inne, dość nieprzyjemne doświadczenia z policją – a wtedy nadchodzi moment, kiedy stare określenie policji jako „przyjaciela i pomocnika” nabiera sarkastycznego wydźwięku.

Ostatnio zaostrza się odwieczny konflikt pomiędzy policją a społeczeństwem (a może trzeba powiedzieć: pewnymi częściami społeczeństwa?) w Niemczech. Co to znaczy „ostatnio”? „Every Cop is a Criminal” – śpiewał już w 1968 r. Mick Jagger w utworze Sympathy for the Devil. Jednak nie miało to żadnych konsekwencji prawnych, pewnie również dlatego, że przez usta Jaggera śpiewał przecież sam diabeł. Wśród lewicowych ekstremistów, punków, autonomistów i anarchistów powiedzenie, że policjanci to przestępcy, to praktycznie truizm. „Gliny to świnie” („Bullen sind Schweine”) – tym sloganem posługiwała się w czasach „Frakcji Armii Czerwonej” Ulrike Meinhof, a kilkadziesiąt lat później popularny raper Sido dodaje w podobnym tonie: „Nienawidzę psów, świń, psów, świń, wszystkich zwierząt naszej ziemi” („Ich hasse Bullen, Schweine, Bullen, Schweine, alle Tiere unserer Erde”). W ostatnim czasie policji mogło się wręcz chwilami robić żal. Czy zasłużyła na to ciągłe zwalczanie, wymyślanie, pogardzanie. Czy jako obywatele nie powinniśmy mieć z nią więcej poczucia solidarności, gdy zwolennicy burd systematycznie ją prowokują? A gdyby tak dla odmiany oddać policji trochę sprawiedliwości?

Dla młodych ludzi zostać policjantem czy policjantką to możliwość awansu. To nie znaczy jeszcze, że policjanci dowolnego pochodzenia są odporni na rasizm.

Potem jednak przyszło Minneapolis, brutalny mord na bezbronnym czarnoskórym popełniony przez „gliny” i w ekspresowym tempie oburzenie przeniosło się do Niemiec. Jeszcze w środku pandemii, dziesiątki tysięcy ludzi zaczęły się w większych miastach gromadzić na manifestacjach, demonstrując przeciwko „systemowemu” i „strukturalnemu rasizmowi” również w niemieckiej policji. Nastąpiła szeroka i nerwowa debata polityczna, częściowo w obronie sił porządkowych, częściowo zawierająca dalszą krytykę problemu rasizmu w niemieckiej policji. Rasizmu, który w tym kontekście oznacza dyskryminację niektórych grup ludności, na przykład poprzez „profilowanie rasowe” (ang. „racial profiling”), ale również obecność skrajnie prawicowych sieci w policji. Jedno i drugie istnieje, ale jednocześnie niemiecka policja sama mocno kieruje się ku większej różnorodności. Policja i Bundeswehra rekrutują ponadprzeciętnie wiele osób ze środowisk o „imigranckim” charakterze. Dla młodych ludzi zostać policjantem czy policjantką to możliwość awansu. To nie znaczy jeszcze, że policjanci dowolnego pochodzenia są odporni na rasizm.

Chętnie dyskutowano by dłużej o tym, jak strukturalny czy systemowy jest rzeczywiście rasizm w niemieckiej policji. Jednak potem doszło do eskalacji sytuacji, najpierw poprzez satyryczny w zamierzeniu komentarz w lewicowo-alternatywnym czasopiśmie taz, którego autorka Hengameh Yagoobifarah wyobraża sobie, jakby to było, gdyby zlikwidować policję, a policjantów wysłać tam, gdzie – w jej opinii – pasują najlepiej: na wysypisko śmieci. Tytuł artykułu był swobodną wariacją na temat starego, jaggerowskiego motywu „All cops są niezdolni do wykonywania zawodu” („All cops sind berufsunfähig”). Ten dość prymitywny i raczej nienawistny artykuł wystarczył, by minister spraw wewnętrznych Horst Seehofer zagroził złożeniem zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa znieważenia i podżegania do nienawiści. Dla autorki i jej obrońców okazało się to wodą na młyn. Potem minister popełnił jeszcze ten błąd, że powiązał antypolicyjny artykuł w taz z gwałtownymi zamieszkami, które wybuchły w centrum Stuttgartu w następny weekend. Około 500 młodych mężczyzn ruszyło plądrować sklepy przy popularnej ulicy handlowej po policyjnej kontroli w związku z podejrzeniem o handel narkotykami. Za wzór posłużyły im widocznie rozruchy w USA po zamordowaniu George’a Floyda. Tylko czy to nie jest trochę żałosne? Import wściekłości z Ameryki, ponieważ najwyraźniej brak własnych powodów do wściekłości? Formułując wobec policji ogólne podejrzenie o rasizm, niektóre osoby za bardzo sobie upraszczają sprawy. Tak samo jak upraszczają je ci, którzy w ogóle nigdy nie chcieli dostrzegać rasizmu w policji. To smutne: agresywne impulsy po obu stronach mają się świetnie, ale jest mało miejsca na racjonalne argumenty.

 

Niemcy dziś

Czytaj więcej o polityce i życiu prywatnym, o klimacie, technologiach i nowych zjawiskach w cyklach felietonów i reportaży o najciekawszych trendach w niemieckim społeczeństwie.