Filozofia sztucznej inteligencji
Sztuczna alternatywa

Czy powinniśmy się obawiać sztucznej inteligencji?
Czy powinniśmy się obawiać sztucznej inteligencji? | Foto: Pixabay

Nasze upodobania analizują algorytmy. Logując się do komputera, otrzymujemy dawkę informacji związanych z polubionymi przez nas stronami. Inteligentny asystent głosowy napisze i wyśle za nas wiadomość. Co się stanie, gdy dotrze do innego adresata? Bezkrytyczny rozwój AI może zagrozić człowiekowi – uważa Michał C. Kacprzak.

AI stało się przedmiotem popkulturowych baśni, nowej inkarnacji opowieści o emancypacji. W momencie, w którym w zasadzie wszystkie mniejszości dostąpiły już łaski równouprawnienia, opowieść o rewolucji, heglowskim buncie niewolników, nieco wyblakła. Nie ma już uciskanych klas społecznych, mniejszości etniczne i seksualne też już cieszą się, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, względnie równymi prawami.

Opowieść o robotach, które zgodnie z Heglowskim schematem dziejów stają się potężniejsze od swych twórców, zdaje się być atrakcyjna. Tymczasem nic nie ma żadnych naukowych podstaw, aby podejrzewać, że w najbliższym, dającym się przewidzieć czasie, będziemy mieli tu do czynienia z czymś więcej niż z „chińskim pokojem”. Chodzi tu rzecz jasna o metaforę ukutą przez filozofa Johna Searla, który opisuje przebieg dorzecznej rozmowy z Chińczykiem przez osobę nie znającą chińskiego, ale dysponującą „książką kodów”. Gdyby taka osoba dostatecznie szybko potrafiła dostosować odpowiedni ideogram do tego, który podaje mu Chińczyk, ten drugi, o ile nie widziałby interlokutora, byłby przekonany, że konwersuje z osobą, która go rozumie. Tak więc wszystkie te boty, które tak płynnie gawędzą z ludzkim użytkownikiem, są niczym więcej jak tylko mniej lub bardziej zgrabnymi sztuczkami programistów, które z prawdziwą inteligencją nie mają nic wspólnego. Ludzki mózg łatwo oszukać. Wiedzą to nie tylko spece od reklamy, ale instynktownie wyczuwają także dzieci – zawołani manipulatorzy.

Aby rozumieć to, co się mówi, widzi, słyszy, nie wystarczy tylko zaimplementować odpowiednio szeroką bazę danych z odpowiednimi definicjami. To wciąż będzie jedynie mówienie „ze ślepym o kolorach”, a nawet o wiele, wiele mniej. Osoba niewidoma nie przestaje wszak być człowiekiem, można więc jej opisać kolor czerwony jako ciepły, bo wszak zdolności odczuwania temperatury osoba niewidoma nie utraciła. Tymczasem próbując definiować cokolwiek maszynie, skazani niejako jesteśmy na błąd „ignotum per ignotum”. Maszyna nie posiada żadnej percepcyjnej bazy, do której moglibyśmy się odwołać. Nawet jeżeli taką maszynę zaopatrzymy w kamery, które miałyby symulować działanie zmysłu wzroku czy jakiś analizator chemiczny, który naśladowałby zmysł smaku, to wciąż będzie to „ślepowidzenie”, używając terminu z powieści SF Petera Wattsa. Nie będzie w tym qualiów, a więc odczuwania i rozumienia jakości zmysłowych. Nawet najprostsze zwierzę dysponujące układem nerwowym ma z nami o wiele więcej wspólnego niż nie wiadomo jak rezolutny bot.

Nie znaczy to – niestety (chyba niestety) – że w najbliższym czasie nie będziemy w stanie stworzyć łudząco podobnych do nas lalek, z którymi utniemy sobie pogawędkę. O ile lalka taka będzie korzystała z zasobów lokalnej sieci, jej odpowiedzi będą dorzeczne i bez problemu przejdzie ona test Turinga. Cały czas jednak będzie to jedynie lalka a konwersacja z nią nie będzie różniła się niczym od perorowania do pralki lub mikrofalówki. Jednym słowem to przysłowiowe „gadał dziad do obrazu”, choć tutaj obraz może wydawać się aż nazbyt wymowny.

Skłonni jesteśmy przypisywać świadomość wszystkiemu, co lubimy albo do czego się przyzwyczailiśmy. Zjawisko to nazywamy zwierciadłem świadomości. Niestety mimo naszej miłości i przywiązania żadna porcelanowa figurka tancerki nie stała się ani trochę bardziej żywą tancerką, jak to się zdarzyło w baśni Andersena.

Skoro tak daleko jesteśmy od stworzenia silnej sztucznej inteligencji, która nie będzie tylko algorytmem wyspecjalizowanym do rozwiązywania określonych zadań, to może nasunąć się pytanie, skąd taka ogromna fascynacja tym zagadnieniem. Oprócz oczywistej odpowiedzi, która wskazywałaby na niesamowitość zjawiska, co samo w sobie jest już dostatecznie dobrym wytłumaczeniem, wskazałbym jeszcze na rozczarowanie wielu zachodnich społeczeństw człowieczeństwem. Paradoksalnie rozczarowanie to, a może znużenie, pojawiło się w momencie, w którym prawa człowieka i szeroko pojęty humanitaryzm wzniosły się na szczyty, o których ludzkość przez całą swoją historię mogła tylko marzyć. Jednak dla wielu członków współczesnego Okcydentu często wyalienowanych, o niskich kompetencjach społecznych, narcystycznych lub neurotycznych, AI wydaje się atrakcyjną alternatywą dla normalnych relacji z innymi, które napawają je lękiem. Stąd fascynacja kotkami i pieskami z jednej strony, a sztuczną inteligencją z drugiej. O ile jednak zwierzę – w dużym stopniu jednak jako zwierciadło świadomości – dzieli z nami przynajmniej doznania zmysłowe, o tyle fascynacja martwymi bądź co bądź przedmiotami, które mniej lub bardziej zręcznie symulują jakieś doznania i reakcje, zdaje się być całkowitym marnowaniem naszego ludzkiego potencjału i ślepą uliczką.

Chociaż o stworzeniu silnej AI nie może być dzisiaj mowy, to nawet ta słaba może nam mocno napsuć krwi. Najczęściej wskazuje się w tym kontekście na coś, co można nazwać „syndromem dżina z butelki”. Program, któremu postawimy konkretne zadanie, będzie dążył do jego realizacji bez względu na koszty. Na przykład jeżeli postawimy przed nim zadanie maksymalizacji produkcji spinaczy do papieru, to będzie próbował wykorzystać do realizacji tego zadania wszelkie możliwe środki energetyczne i materialne. I jeżeli okazałoby się, że przy okazji będzie musiał unicestwić wszelkie życie na Ziemi, bo akurat to, wedle jego obliczeń, sprawi produkcję spinaczy bardziej efektywną, to proces taki wykona. Nie dlatego, że będzie miał złe intencje, ale dlatego że taki jest algorytm, według którego działa.

Czy więc powinniśmy się obawiać AI? Jasne, że tak. Trzeba być z tą technologią bardzo ostrożnym. Zgadzają się co do tego wszyscy, którzy na poważnie badają rozwiązywanie problemów za pomocą sztucznej inteligencji. Co nie znaczy, że powinniśmy zaprzestać badań. Oznacza to raczej, że winniśmy bardzo uważać na wszelkie ruchy i posunięcia na drodze ku optymalizacji życia codziennego.