Muzyka

Zabawki dla dorosłych

Galeria zdjęć
Galeria zdjęć


O muzyce Małych Instrumentów mówi, że jest jednocześnie poważna i niepoważna, ładna i brzydka, stroi i nie stroi. Jak powstają nietypowe instrumenty zespołu i jak na nich gra Paweł Romańczuk?

„Sklepy muzyczne są dzisiaj zawalone gitarami, a kreatywność ludzi polega tylko na tym, że kupują instrument i chcą grać jak zespoły z telewizji. Nie ma poszukiwania indywidualności, którą nosi się w sobie. Dlaczego muzyka ma być tylko powielaniem wzorów dostarczanych przez media?“ – pyta Paweł Romańczuk z grupy Małe Instrumenty. Osiem lat temu zafascynowany twórczością m.in. Pierre’a Bastien, Pascala Comelade, Franka Pahla zaczął zbierać i uczyć się grać na instrumentach niewielkich rozmiarów i na zabawkach wydających dźwięki. Na początku inni muzycy traktowali jego działalność z przymrużeniemi oka, a dziennikarze jako zwykłą ciekawostkę. Obecnie grupa ma na koncie m.in. płytę z utworami Chopina, wykonania kompozycji Johna Cage’a, udział w najważniejszych festiwalach w Polsce i za granicą, muzykę do filmów, spektakli teatralnych, dwa autorskie albumy, publikacje książkowe i warsztaty. A kolekcja ponad 200 instrumentów z całego świata ciągle rozrasta się o instrumenty własnej konstrukcji. Wychodzą na przeciw zainteresowaniu twórczością Małych Instrumentów i w celu szerzenia kultury muzycznej Paweł Romańczuk napisał również książkę “Samoróbka/Domowe eksperymenty z instrumentami muzycznymi”.

Zaskakujące dźwięki

Co to są małe instrumenty? To małe pianina, gitary, ukulele, melodyki, flety, bębenki, cymbałki, pozytywki, dzwonki, gwizdki, grzechotki. Co potrzebne jest do grania na nich? Przede wszystkim chęć i wyobraźnia, potem przyda się trochę wiedzy muzycznej i zapał do ćwiczeń. Paweł Romańczuk wyszukiwał instrumenty głównie na aukcjach w Internecie – pierwszymi zakupami były zabawkowa cytra z lat 70. wyprodukowana w NRD i mały fortepian Goldon również z NRD. Zanim założył zespół, grał na gitarze basowej i uczył się grać na kontrabasie w szkole muzycznej. Opanowanie małych instrumentów było zupełnie nowym wyzwaniem, bo każdy wymagał innego podejścia. Jedne były strunowe, inne dęte, jeszcze inne perkusyjne, wykonane były z plastyku, metalu i drewna, niektóre były dodatkowo amplifikowane. Wiele urządzeń, oprócz tego, że ładnie wyglądało, nie zostało wyprodukowanych do tworzenia muzyki, bardziej nadawało się do wydobywania dziwnych dźwięków czy mikrotonalnych eksperymentów. Większość miała strój temperowany i można było na nich grać posługując się tradycyjnym zapisem nutowym, ale z powodu nietypowej konstrukcji i użytych materiałów ich brzmienie bywało nieoczekiwane.

„Jedynie przyzwyczajenie sprawia, że uważamy, iż fortepian, który ma 88 ważonych klawiszy, świetne pudło rezonansowe i brzmi potężnie, jest lepszy od dziecięcego pianina – tłumaczył Romańczuk projekt „Małe instrumenty grają Chopina“ w wywiadzie dla „Polityki“. - Dziecięce pianina mają brzmienie zaskakujące i niepowtarzalne. Niosą wiele elementów akustycznych, które w instrumentach profesjonalnych są pominięte. Chętnie przyjmuję tę niedoskonałość, staram się robić z niej użytek. Cieszyć się z tego, że wszystko może brzmieć wielorako. Korzystajmy z tych dóbr, nawet jeśli pojawiają się w sposób niezamierzony”. Wybór instrumentów i ich wykorzystanie przez zespół jest uzależnione od projektu. Preludia, fugi, mazurki i polonezy Chopina zostały odegrane według partytury na dziecięcych pianinach, muzyka do filmów Antonisza była autorskim hołdem dla geniusza polskiej animacji, współpraca z Pierrem Bastien była okazją do szalonych, wspólnych improwizacji, partytury graficzne Johna Cage’a wykonane zostały na instrumencie zbudowanym z połamanej wiolonczeli i metalowej puszki, a na potrzeby spektaklu Elektrownia Dźwięku powstały nowe grające urządzenia.

Nietypowe kształty

Od początku działalności Małych Instrumentów, lider grupy rozwija się nie tylko artystycznie jako muzyk i kompozytor, ale też jako konstruktor, który tworzy własne wynalazki. „Kiedy obracasz się wokół instrumentów, zdobywasz wiedzę historyczną na ich temat, jak również je naprawiasz, to wytwarza się w tobie wyobraźnia, czego jeszcze im brakuje i co można z nimi zrobić – tłumaczy Romańczuk. – Oprócz tego funkcjonujemy w rzeczywistości materialnej, gdzie dużo obiektów ma potencjalnie możliwości dźwiękotwórcze. Często są to przedmioty niedrogie i nikomu niepotrzebne, które znajduje na złomie albo na śmietniku. Taka forma odzyskiwania przedmiotów do celów muzycznych jest szalenie inspirująca“. Niektóre jego konstrukcje nie są skomplikowane jak „wibrafon kamertonowy“ zbudowany z 41 metalowych klamerek do podwieszania kabli, „bębny puszkowe“ z 10 puszek po orzeszkach i „organy butlekowe“ z 27 butelek po winie i sokach strojonych wodą. Trafiają się też rozwiązania absurdalne jak „basedes“ - gitara basowa, bezprogowa zrobiona z deski sedesowej czy „rakietara“ – gitara elektryczna wykonana z rakiety do tenisa. Największe wrażenie robią instrumenty przypominające awangardowe rzeźby jak „rurofon szklany“ – dwuosobowy mechaniczny instrument perkusyjny, w którym uderza się w szklane rury zanurzane w sześciu słoikach z wodą za pomocą korby rowerowej, dzięki czemu dają one płynny efekt glissanda.

Utwory skomponowane na te urządzenia ukazały się na płycie „Samoróbka“ wydanym z albumem fotograficznym i podręcznikiem „Domowe eksperymenty z instrumentami muzycznymi“. Można w nim znaleźć opisy z ilustracjami jak wykonać m.in. flet z papieru, cytrę z gumek, kalimbę z kubka, obój słomkowy, skrzypce gwoździkowe, szpilkofon, tubafon, daxophone. Ostatnie takie wydawnictwo „Sami robimy zabawki i instrumenty muzyczne“ ukazało się w Polsce w 1972 roku. Miało ono nie tylko zachęcić młodzież do majsterkowania, ale przede wszystkim rozwiązać problem braku instrumentów w sklepach. Natomiast na świecie budowanie instrumentów przez muzyków i amatorów jest wciąż modne. We wstępie do książki Romańczuk zachęca do spróbowania sił hasłem “Nie myli się tylko ten, kto nic nie robi“ i tłumaczy: „Szczególne znaczenie chciałbym nadać porażce jako rzeczy normalnej w każdym eksperymencie. Nie powinniśmy się jej bać, a raczej traktować jako potrzebne pozyskanie wiedzy o tym, czego nie należy robić. Budowanie własnych instrumentów nie musi uzasadniać się poprzez naśladowanie sprawdzonych wzorców. To, że na prototypowym instrumencie smyczkowym nie zagramy >>Czterech pór roku<< Vivaldiego, nie oznacza, że instrument się nie udał lub nie ma wartości. Stąd nasze dźwięki mogą swobodnie wychodzić poza ramy przyzwoitej tonalności i dawać efekty nieprzewidywalne”.

Własna inwencja

Oprócz działalności koncertowej, kolejnych projektów muzycznych i eksperymentów w swojej pracowni, Paweł Romańczuk działa na rzecz propagowania idei małych instrumentów w całej Polsce. Prowadzi wykłady na akademiach muzycznych o historii dziecięcych pianin, wystawia swoje instrumenty w galerii we Wrocławiu. Współpracuje z profesjonalnymi muzykami i prowadzi warsztaty dla amatorów. „Przychodzą ludzie, którzy nie boją się wyzwań. Czasem są to rodzice z dziećmi, a czasem dorośli, którzy nie mieli nigdy śrubokręta w ręku. Podczas warsztatów budujemy instrumenty, próbujemy na nich grać albo pokazuję techniki, jakimi się posługuję przy pracy – tłumaczy Romańczuk. - Wszystkie są proste, dostępne i tanie. Chcę obalić wymówkę, że nie można czegoś zrobić. Można, tylko trzeba chcieć. Zależy mi na tym, żeby tę kreatywność i wolę w ludziach wzmacniać“.

Jacek Skolimowski,
dziennikarz muzyczny, dziennikarz radiowy, didzej, japonista. Redaktor miesiecznika "Exklusiv", wspolpracownik tygodnika "Newseeka", gazety "Dziennik Gazeta Prawna" i serwisu internetowego "T-Mobile Music".

Copyright: Goethe-Institut Polska
styczeń 2014

Linki

Service