Łukasz Jarosz

Elie Wiesel


Salz zerbröckelt die Lippen, die ovale Sonne schwillt.
Die Pflanzen sind gierig; wären sie dazu gezwungen,
durchstießen sie deinen Körper, um Licht zu schöpfen.
Gerade haben sie im Überfluss davon, neigen
ihre Köpfe in Demut, die Abende hinab in die Nacht steigend.
 
Dann hörst du, wie das Gelächter klirrt,
wie die Blume zwischen den Fingern birst. Und du fühlst,
der Schmerz spannt, dehnt sich wie Gummi. Der Himmel auch.

Elie Wiesel

Sól kruszy wargi, puchnie obłe słońce.
Rośliny są zachłanne; gdyby musiały,
przebiłyby twoje ciało, by zaczerpnąć światła.
Na razie mają go pod dostatkiem, pokornie
pochylają głowy, schodząc wieczorami w noc.
 
Wtedy słyszysz, jak trzaska śmiech,
kwiat wybucha w palcach. I czujesz –
ból napina się, rozciąga jak guma. Niebo też.