Justyna Bargielska

Ich und das Farbgen

Plötzlich stehe ich vor der Kirche. Agnieszka, schwanger, zeigt mit
dem Streichbogen auf die Tür und sagt: Gefällt dir bestimmt. Du lebst,
Agnieszka?, frage ich, drinnen sind lauter Bekannte,
niemand erkennt mich, Mama hält meine Kinderschuhe, weint.
Ich und das Farbgen

Sieht aus wie mein Begräbnis, also zack zum Telefon,
ich rufe dich an. Vergeben. Endlich komme ich durch,
trinke Drinks darauf, aber es sind Säfte und ich schnalle nichts
und sehe zu, wie dein Mund sich verzieht zum Wintermärchen.
Extra für dich, sagst du, der Beweis, dass Zeit stillsteht

an diesem Ort, und nie ein Begräbnis war: selbst wenn wir
mitten im Juli die Augen schließen, sehen wir doch mit offenen Augen
immer Schnee auf den Stufen. Und wenn du schwanger wirst,
wen nimmst du zum Vater? Zum Vater nehme ich Victor
den Cleaner, seine sichere Hand und seine Säurefässer.
 

Ja i gen koloru

Zaniosło mnie do cerkwi. Agnieszka w ciąży wskazuje
smyczkiem drzwi i mówi: spodoba ci się. Ty żyjesz,
Agnieszka?, pytam wchodząc, w środku sami znajomi,
nikt mnie nie poznaje, mama trzyma moje butki, płacze.

Wygląda, że to mój pogrzeb, więc hyc za telefon,
dzwonię do ciebie. Żonaty. W końcu się dodzwaniam
i zaraz piję drinki, ale to są soki i nie mogę zaskoczyć
patrząc, jak ci się usta krzywią w opowieść zimową.
Specjalnie dla ciebie, mówisz, dowód, że czas stanął

w tamtym miejscu i żadnego pogrzebu nie było: choćbyśmy
zmrużyli oczy w środku lipca, otwierając je zawsze
widzimy śnieg na stopniach. A jak już zajdziesz w ciążę,
kogo wybierzesz na ojca? Na ojca wybiorę Wiktora
Czyściciela, jego pewną rękę i jego kadzie z kwasem.