Nadja Küchenmeister

wolken

wind kommt auf und reißt die schwalben von den drähten
du weißt ja nicht, wie spät es ist; und ob das gewitter weiterzieht
nach kirchberg oder ins hahnenbachtal, stört kaum den lauf

der verbleibenden stunden: nichts kehrt zurück. der hund liegt
schläfrig neben dem stuhl. manchmal zucken seine ohren
hebt sich das lid über die milch der pupille, zittert ein muskel

im hinterlauf, schon wieder gut. der wind ebbt ab, das gewitter
zieht weiter, kaum dass ein blitz zur erde fuhr. wolken sind
was deine augen waren. was deine augen waren, wolken nur.

chmury

wiatr się zrywa i strąca jaskółki z drutów.
nie patrzysz na zegar, a burza, czy przejdzie bokiem
nad kirchberg, czy doliną hahnenbach, nie zakłóci
 
biegu pozostałych godzin – nic nie wraca. pies leży
senny koło krzesła. z rzadka strzygnie uchem,
wyjrzy mu spod powieki mleczna źrenica, drgnie mięsień 
 
tylnej łapy, no już, dobrze. wiatr cichnie, burza przechodzi
bokiem, grzmiało najwyżej chwilę. chmury są
tym, czym były twoje oczy – chmurami, i tyle.