Tomasz Różycki

Dämonen


Nun ist der Sommer zu Ende, jäh verhüllen eines Abends
Spinnweben am Fluss die Wege und die leeren Plätze, ich gehe
und sammle das alles aus dem Gesicht. Ich dachte mir:
Hierherkommen, täglich, und alles erzählen,

was zwischen uns ist und der Welt, mit allen Einzelheiten;
Brotkugeln und zerknüllte Blätter ins Wasser werfen,
Krümel von Tisch und Bettzeug, nichts verbergen,
bitte, iss dich satt und komm nie wieder.

Ich dachte mir: Dann endlich hingehen, nicht die Augen öffnen,
sich nicht beugen, nicht umdrehen, alles zurücklassen und gehen,
allein gegen den Rest der Welt, das Spinnweb vom Gesicht reißen,

den Herbst. Mit geschlossenen Augen gehen, schlafend und im Schlaf
nicht murmeln, heulen oder rufen.

Übersetzung: Bernhard Hartmann
 

Biesy


A teraz jest koniec lata, w jeden wieczór pajęczyny
zarastają przejścia i puste miejsca nad rzeką. Idę
i zbieram to wszystko z twarzy. Tak myślałem:
przychodzić tutaj co dzień, opowiadać wszystko,

co jest między nami a resztą świata, ze szczegółami,
i wrzucać do wody kulki chleba i zmięte kartki,
okruchy ze stołu i pościeli, niczego nie ukrywać,
niech ma, niech się nażre, niech nie przychodzi więcej.

Tak myślałem: a potem wreszcie pójść, nie otwierać
oczu, nie pochylać się, nie odwracać, zostawić to i iść,
zupełnie sam naprzeciw reszty świata, zrywając z twarzy te pajęczyny,

jesień. Z zamkniętymi oczami iść śpiąc, nie mamrotać,
nie wyć, nie wołać przez sen.
 
Aus dem Band Anima, 1999