Różnorodność książki dziecięcej Poszukiwani bohaterowie o imigranckich korzeniach

Mali przyjaciele książek
Mali przyjaciele książek | Foto (fragment): © Christopher Futcher/iStock

Niemiecka literatura dla dzieci ma niejedno do nadrobienia w procesie kształtowania obrazu współczesnego społeczeństwa niemieckiego.  

Kiedy Frau Waas otwiera wreszcie dziwną paczkę, mieszkańcy Lummerlandu są niewąsko zdziwieni: z pocztą przyszło ciemnoskóre niemowlę, które rozgląda się wokół wielkimi oczyma. Czytelnicy książki Jim Knopf und Lukas, der Lokomotivführer Michaela Ende, klasyka literatury dziecięcej (wydanie polskie: Kuba Guzik i maszynista Łukasz, Siedmioróg 2001, przekład Ryszard Wojnakowski) także musieli być nieźle zaskoczeni w chwili jej publikacji w roku 1960, bo młody bohater prowadził ich z Kubą przez szereg fascynujących przygód, szukając podobnych sobie, miłych, przedsiębiorczych i sprytnych chłopców z – jakby się dziś powiedziało – imigrancką przeszłością w tle.

Od tamtego czasu trudno wyobrazić sobie niemieckie przedszkola i szkoły bez miłych, przedsiębiorczych i sprytnych dzieci z rodzin imigrantów. Jednak na obrazkach i w książkach dla dzieci są one  obecne o wiele rzadziej niż w rzeczywistości. Dotyczy to przede wszystkim rodzin o korzeniach mieszanych, nie tylko niemieckich. Do wydawnictw napływają niekiedy listy, w których wynika, że dzieci z takich rodzin często nie odnajdują się w proponowanych przez wydawnictwa książkach.

Ciemnoskórzy pojawiają się rzadko

Z podobnymi problemami zetknęła się interkulturowa organizacja opiekuńcza Maimouna z Hamburga. Zamierzała ona zorganizować w 2012 roku wystawę książek dziecięcych, których bohaterami byłyby dzieci ciemnoskóre. Pomysłodawcy stwierdzili jednak, że w wydawanych w Niemczech książkach dla dzieci ciemnoskórzy bohaterowie właściwie nie występują. Książki takie istnieją natomiast na rynku amerykańskim i angielskim. Nie dziwi to wcale Klausa Humanna, dyrektora wydawnictwa Aladin-Verlag do roku 2012: „Książki, które mówią o byciu obcym, kupujemy wyłącznie za granicą“. Według Humanna obcy autorzy poruszają ten temat w sposób bezpretensjonalny, nieskomplikowany, autorzy niemieccy natomiast robią to często w sposób wysilony.
 
W niemieckich książkach dla dzieci zdarzają się wprawdzie również postaci wywodzące się z rodzin obcego pochodzenia, jednak postaci te są prawie zawsze częścią określonej grupy, nigdy nie występują w roli indywidualnych bohaterów. Czy to Danzig Girls Heike Abidi czy Fussbal-Haie Andreasa Schlütera i Irene Margil – w tych książkach czy to w dziecięcej wakacyjnej paczce, czy w kręgu zaprzyjaźnionych z sobą dziewcząt czy w drużynie sportowej występują postaci, których rodziny albo jedno z rodziców wywodzi się z innego kraju. Nie zawsze tak było. „Ależ byliśmy dumni – mówi przywoływany tu Humann – kiedy po mniej więcej piętnastu latach wydaliśmy Conni, opowieść o tureckiej dziewczynce w niemieckim przedszkolu“. Seria, która objaśnia dzieciom świat za sprawą Conni, to od lat wielki sukces wydawnictwa Carlsen Verlag; książki te cieszą się niezmiennym powodzeniem wśród małych czytelników.

O taki właśnie sukces chodzi najwyraźniej wielu wydawnictwom. Osoba z branży mówi, że „książka dla dzieci, której bohaterem jest postać mająca obce korzenie, traktowana jest jako książka, która może wywołać problemy, przede wszystkim wśród rodziców. A to rodzice kupują książki“. Pracownica jednego z dużych niemieckich wydawnictw informuje zgoła, że postaci, które bez wątpienia pochodzą z Afryki czy z Azji, przedstawiane są na ilustracji na okładce celowo niewyraźnie. Czasami nawet wydawnictwo w wypadku przekładu książki obcej decyduje o korekcie ilustracji, tak by w wydaniu rodzimym kolor skóry bohatera był jaśniejszy. Robi to ze względu na rodziców, którzy mogliby pomyśleć, że treścią książki jest trudny temat integracji, choć przecież temat taki w dzisiejszej sytuacji powinien być czymś oczywistym.

Z drugiej strony: dogmatyczni recenzenci na stronach internetowych

Temat jest drażliwy, a sposób jego traktowania bywa raz taki, raz inny. Kto decyduje się na fabułę z ciemnoskórymi bohaterami, może z jednej strony usłyszeć, że powinien trzymać się z daleka od takich tematów. Taki komentarz usłyszała autorka książek dla dzieci, Kirsten Boie, w związku ze swoją najświeższą książką o bystrym chłopcu Thabo, który w jednym z krajów południowej Afryki mierzy się jako detektyw i gentelman z nosorożcem. Z drugiej strony istnieją oceny wydane przez Amazon, które uwzględniają wyłącznie to, ile postaci obcego pochodzenia występuje w poszczególnych książkach i jaką rolę postaci te w nich odgrywają –  w stosunku do bohaterów bez wątpienia niemieckich. „Buchalterzy od czupryn blond“ – tak nazywa Monika Osberghaus z wydawnictwa Verlag Klett tych dogmatyków. Trzeba po prostu czasu, uważa Osberghaus, żeby temat ten zaczął pojawiać się w książkach obrazkowych i całej literaturze dziecięcej w sposób naturalny, nie drażniący niczyich emocji.

Dobrym przykładem, jak może to wyglądać, jest seria Die wilden Zwerge autorstwa Mayer, Lehmann, Schulze, publikowana przez Verlag Klett: nie po wszystkich dzieciach wywodzących się z rodzin imigrantów, które należą do żywotnej grupy przedszkolaków, stanowiącej bohaterów tej serii, można poznać, że ich rodziny przybyły do Niemiec z innego kraju. Czasem zdradza to tylko jedno zdanie, np. że jest to chłopiec, którego rodzice są późnymi przesiedleńcami z Kazachstanu. Nie jest to wielka rzecz, ale dyskretnie wzbogaca treść książki.