Na skróty:
Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1)Przejdź bezpośrednio do podmenu (Alt 3)Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)

Rozmowa z dyrekcją Maxim Gorki Theater w Berlinie Nie ma wolności bez solidarności

Shermin Langhoff i Jens Hillje
Shermin Langhoff i Jens Hillje | Foto (fragment) © Esra Rotthoff

Skrajnie prawicowe ugrupowania próbują ograniczać wolność sztuki nie tylko w Polsce. Nastroje nacjonalistyczne przybierają na sile również w Niemczech i innych krajach Europy. Shermin Langhoff i Jens Hillje chcą się temu przeciwstawić, tworząc teatr, który nikogo nie wyklucza.

Anja Quickert: Wczoraj wieczorem w waszym teatrze miał premierę najnowszy spektakl Olivera Frljicia – Gorki. Alternative für Deutschland (Gorki. Alternatywa dla Niemiec)? Alternative für Deutschland to także nazwa powstałej niedawno partii prawicowych populistów, która we wrześniu 2017 roku weszła do Bundestagu. Frljić pokazuje „kryzys reprezentacji w teatrze i demokracji na początku XXI wieku“. Na czym ten kryzys polega i jak przekłada się na teatr?
 
Shermin Langhoff: Kryzys reprezentacji w demokracji to temat, którym zajmujemy się obecnie nie tylko my, ale także, mam nadzieję, wielu innych ludzi. Dziś po raz kolejny widzimy, że demokracja jest systemem politycznym, który umożliwia dojście do władzy w legalny sposób także faszystom i antydemokratom. Takie procesy obserwujemy w krajach, z którymi łączą nas silne więzi społeczne i kulturalne, chociażby w Turcji, w Polsce czy na Węgrzech, a także tutaj, w Niemczech. Kryzys demokracji wynika także z braku zdolności tego systemu do obrony.

Czujemy się czasem bezradni wobec tych problemów, ale ich rozwiązanie nie leży tylko w gestii polityków. Musimy zacząć od nas samych – tworzyć teatr będący instytucją finansowaną ze środków publicznych, której zadaniem jest wyjście do ludzi i reprezentowanie ich. Nie możemy jedynie niewinnie przyglądać się historii tej instytucji i jej nacjonalistycznej przeszłości. Oczywiście zadajemy sobie pytanie, co dziś możemy zrobić inaczej niż nasi koledzy w roku 1933. Co możemy w naszej przestrzeni artystycznej zrobić dla mieszkańców miasta?


 
Jens Hillje: Tym, co wyróżnia nasz teatr, jest między innymi jego usytuowanie na kulturalnej i politycznej mapie miasta. Maxim Gorki Theater jest położony pośrodku obszaru stanowiącego o tożsamości Niemiec – o krok od historycznej Wyspy Muzeów, nieopodal politycznych instytucji z Bundestagiem na czele. Na przestrzeni ostatnich lat próbowaliśmy kwestionować i transformować niemiecki system teatrów miejskich i państwowych, a taka lokalizacja sprawia, że nasze działania zyskują szczególne znaczenie.

Teatr postmigracyjny 

Anja Quickert: Dyrekcję Maxim Gorki Theater przejęli państwo współnie w sezonie 2013/14. Jakie cele przyświecały państwu wtedy? Co chcieli państwo zmienić?
 
Shermin Langhoff: Zanim przeszłam do Maxim Gorki Theater, wiele lat pracowałam w niezależnym teatrze Ballhaus Naunynstraße na Kreuzbergu. Cały nasz roczny budżet stanowił równowartość jednej dużej produkcji w dużym teatrze miejskim. W końcu zostaliśmy zauważeni przez media i osoby odpowiedzialne za politykę kulturalną. W Ballhaus razem z kolegami powołaliśmy do życia „teatr postmigracyjny“. Stworzyliśmy przestrzeń dla osób, które same nie mają doświadczenia migracji, ale które mogą opowiedzieć osobiste historie o przeprowadzce do nowego kraju przekazane im przez rodziców lub dziadków. To był zresztą powód, dla którego zdecydowałam, że w ogóle chcę zajmować się teatrem – w Niemczech, gdzie mieszkam od dziewiątego roku życia, przez kilkadziesiąt lat nikt nie opowiadał tych historii i nie pokazywał życia z perspektywy takich ludzi. Wystarczało nam to, co mówiliśmy my sami – tradycyjne mieszczaństwo i intelektualna awangarda. Ten problem dotyczył zwłaszcza teatru. Dlaczego krytycznie nastawieni artyści tak długo ignorowali nowe realia społeczne i związaną z nimi grupę ludzi?
 
Anja Quickert: Na przestrzeni ostatnich dekad zdarzało się, że publiczność interesowała się jakąś osobistą historią, ale nie zwracała uwagi na to, kto ją opowiada. Dziś zupełnie inaczej postrzegamy partycypację, współdecydowanie.
 
Jens Hillje: Tu chodzi o władzę. W Niemczech teatr łączą wyjątkowo silnie związki z władzą państwową – postrzega się go jako instytucję reprezentującą obywateli. Dlatego dostęp do teatru jest ściśle kontrolowany, a osoby, które mogą brać udział w jego tworzeniu – precyzyjnie wybierane. Mamy tu do czynienia ze szklanym sufitem, w dodatku wykonanym z pancernego szkła. Oliver Frljić w swoim spektaklu zwraca uwagę na ten problem, celnie punktując podobieństwa między wadami demokracji i teatru. Podobne są ograniczenia i mechanizmy wykluczające, ponieważ w obu tych systemach chodzi o władzę i zasoby. Teatr, wykluczając niektóre grupy społeczne, jedynie kopiuje procesy zachodzące w demokratycznym państwie. To często walka symboliczna, która ma jednak wymierne skutki w społeczeństwie, polityce i teatrze. 
 
Anja Quickert: W roku 2010 kulturoznawca i politolog Mark Terkessides napisał książkę
Interkultur [Międzykultura], w której postuluje radykalną zmianę w instytucjach – otwarcie się przez nie na partycypację i wyrównywanie szans obywateli niezależnie od ich pochodzenia czy płci. Jakie znaczenie miała ta książka dla Państwa, ale także dla polityki kulturalnej w ogóle?
 
Shermin Langhoff: Te postulaty oczywiście nie były dla nas niczym nowym – już od 20 lat toczyliśmy dyskusje na ten temat. Ale zamiast tworzyć politykę kulturalną organizowano wydarzenia takie jak festyn dzielnicy, podczas których mogliśmy sprzedawać kebab i pokazać trochę folkloru. Książka Marka Terkessidesa trafiła jednak na biurka dyrektorów i decydentów odpowiedzialnych za politykę kulturalną, a to już coś. Zmiany, które zaszły od tego czasu, można zaobserwować, przyglądając się teatrom i najważniejszym postaciom w tym obszarze. Postulaty te można porównać z feminizmem. Autor książki żądał czegoś, co jest oczywiste – mamy ustrój demokratyczny, więc ze środków publicznych finansowane są instytucje działające dla obywateli. W rzeczywistości jednak znaczna część obywateli – osoby, które nie są białe, heteroseksualne i płci męskiej – nie ma możliwości kształtowania tych instytucji. Gdy w roku 2013 zostałam dyrektorką teatru, z dumą podkreślano fakt, że jestem pierwszą osobą pochodzenia tureckiego na takim stanowisku. Zresztą byłam także pierwszą kobietą kierującą teatrem państwowym w Berlinie od czasów Helene Weigel, która w roku 1949 została dyrektorką zespołu Berliner Ensemble. Widać więc, że problemy niemieckiego społeczeństwa są liczne.

Cały kosmos perspektyw i historii 

Jens Hillje: Shermin, podobnie jak ja, pochodzi z Bawarii...
 
Shermin Langhoff: Oboje wychowaliśmy się w rodzinach robotniczych!
 
Jens Hillje: Kiedy miałem siedem lat, przeprowadziliśmy się z rodziną z Włoch do Bawarii. Zarówno przed, jak i po przeprowadzce musiałem więc funkcjonować w bardzo katolickim i nacjonalistycznym społeczeństwie. Znaczący wpływ na mój rozwój intelektualny miały pisma Antonia Gramsciego, a zwłaszcza jego teoria hegemonii kulturowej. Głosi ona, że dominacja jednej klasy społecznej w mieszczańskim, kapitalistycznym społeczeństwie jest egzekwowana nie tylko przez zewnętrzny przymus, ale także przez systematycznie wypracowywany społeczny konsensus, a więc idee przekazywane nam przez placówki pedagogiczne i edukacyjne oraz inne instytucje państwowe. Aby doszło do zmiany społecznej, należy myśleć w sposób intersekcjonalny, czyli zwalczać wszystkie formy dyskryminacji – ze względu na rasę, płeć i klasę społeczną. Największym kłamstwem Zachodnich Niemiec było twierdzenie, że jest to społeczeństwo bezklasowe. Ten mit chcemy zakwestionować za pomocą artystycznych środków przekazu, a to być może jedno z najtrudniejszych zadań, przed jakimi stoimy.
 
Anja Quickert: Aby dany temat mógł być przedstawiony w sztuce, trzeba stworzyć artyście taką możliwość. Teraz to państwo kierują jedną z instytucji państwowych, o których pisał Gramsci. Jak zmienił się od tego czasu wasz teatr i struktury społeczne w ogóle?
 
Jens Hilje: Gdy objęliśmy dyrekcję w 2013 r., teatr znajdował się w punkcie zerowym. Jego zespół, a także repertuar powędrowały do Stuttgartu wraz z poprzednim dyrektorem, Arminem Petrasem. Konieczność wymyślenia wszystkiego od nowa była jednocześnie wielką szansą, także dlatego, że mogliśmy stworzyć nowy zespół, który w zupełnie inny sposób reprezentuje „niemieckość“.
 
Shermin Langhoff: Gorki Theater jako teatr miejski opowiada mieszkańcom historie, wybraliśmy więc do zespołu aktorów, autorów i reżyserów, których historie odzwierciedlają faktyczną różnorodność naszego społeczeństwa. Wielu z nich potrafi na scenie bez problemu przejść z niemieckiego na rosyjski, hebrajski, arabski albo turecki, ponieważ wychowali się w wielojęzycznych rodzinach i mają pochodzenie migracyjne. ... Chciałabym sprostować – około połowy z nich ma pochodzenie wibracyjne (śmiech). Odzwierciedlają więc dzisiejszą rzeczywistość – co jednak na wielu scenach w Niemczech bynajmniej nie stało się jeszcze oczywistością.
 
Jens Hillje: Każdy nowy spektakl to cały kosmos perspektyw i historii, który żyje własnym życiem i staje się coraz bardziej różnorodny. Każdy człowiek składa się z wielu różnych tożsamości, przybieranych zależnie od sytuacji. Społeczeństwo tworzy normy i przypisuje nam określoną tożsamość w zależności od płci, rasy i klasy społecznej. My natomiast chcemy pokazać inny, pełniejszy obraz człowieczeństwa. Kim jestem dziś, w tak różnorodnym mieście jak Berlin? Berlin łączy w sobie elementy queerowe, migracyjne, postmigracyjne, wschodnie i zachodnie. Jestem homoseksualnym mężczyzną, a odkąd pracuję w tym teatrze, szerzej rozumiem pojęcie „queer“ – obejmuje ono także białych, heteroseksualnych mężczyzn, którzy definiują się inaczej, niż oczekuje tego od nich społeczeństwo. Ten nowy, wielowarstwowy sposób opisywania rzeczywistości, który dotychczas nie był obecny w kulturze wysokiej, daje mnóstwo nowych możliwości i fantastyczną wolność. Sprawia, że także widz może spojrzeć na siebie samego z innej perspektywy. Podczas spotkania zespołu teatru z publicznością powstaje nowa rzeczywistość, która jest także polityczna.
 
Shermin Langhoff: Pracuje u nas wielu ludzi, którzy dzięki swojej biografii i osobistym doświadczeniom potrafią patrzeć na świat z różnych perspektyw, ponieważ każdy nowy kraj oznacza zmianę perspektywy. To pozwala im opowiadać historie w zupełnie inny sposób. Poza tym wiele naszych spektakli zawiera odniesienia do różnych przypadków ludobójstwa. Aby powstał naród, zawsze konieczne było wykluczenie lub nawet eksterminacja innych grup etnicznych. Tak było nie tylko w przypadku Żydów, ale także Ormian czy narodów byłej Jugosławii. Także neoliberałowie często krytykują Gorki Theater, zarzucając nam, że zbytnio koncentrujemy się na grupach marginalnych i ich tożsamościach ... W rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. Próbujemy zakwestionować tożsamość rozumianą jako twór jednolity i normatywny.
 
Jens Hillje: Otwarcie naszego teatru na różnorodność tego miasta to jednak nie tylko repertuar czy praca zespołu. Prowadzimy także Studio R, czyli autonomiczną, eksperymentalną scenę, Gorki X – program edukacji teatralnej, którego działania kierujemy najczęściej do młodzieży – a także co roku organizujemy festiwal i interdyscyplinarny projekt wystawienniczy „Herbstsalon“ [Salon jesienny]. Niedawno powołaliśmy do życia zespół „Exil-Ensemble“ składający się z naszych kolegów z Syrii, którzy musieli opuścić swój kraj.

Społeczeństwo otwarte 

Anja Quickert: Czy mają państwo poczucie, że w obliczu aktualnych wydarzeń społeczno-politycznych państwa praca jest zagrożona?
 
Jens Hillje: Musimy nauczyć się funkcjonować w świecie, w którym powracają postulaty zamkniętego społeczeństwa. Zarówno w Niemczech, jak i za granicą wypróbowano już różne modele. Nazistowski model zamkniętego społeczeństwa doprowadził do drugiej wojny światowej, czyli działań mających na celu zniszczenie naszych europejskich sąsiadów, oraz do Holokaustu, w którym zamordowano ponad 6 milionów Żydów. Ale także socjalistyczni dyktatorzy w NRD czy w PRL-u musieli odizolować się od reszty świata, by ich rządy mogły przetrwać. Nowa skrajnie prawicowa partia w Niemczech, Alternatywa dla Niemiec, nie tylko próbuje definiować niemieckość przez nazwisko, dążąc do wykluczenia mniejszości. Chce także narzucić większości społeczeństwa pewną normę. My natomiast wciąż zadajemy sobie pytanie o to, jak może funkcjonować otwarte społeczeństwo, nieopierające się na modelu neoliberalnym, który zakłada nierówny podział zysków – najważniejszym problemem społecznym jest kwestia sprawiedliwości.
 
Shermin Langhoff: Pokazywanie wielu różnych perspektyw to podstawa demokratycznego dyskursu, który ostatnio jest coraz częściej dyskredytowany. W ciągu ostatniej dekady obserwowaliśmy, jak rosną w siłę populiści, którzy powołując się na wolność słowa głoszą zasadę „Mogę mówić, co chcę, kiedy chcę i gdzie chcę.“ To może się skończyć tylko despotyzmem, jak powiedział kiedyś Dostojewski. Jesteśmy przekonani, że przy obecnej sytuacji społeczno-politycznej w Europie należy działać na poziomie europejskim i międzynarodowym. Kiedy teatr i pracujący w nim artyści są atakowani w kraju, potrzebna jest międzynarodowa solidarność.  Dlatego jako spektakl gościnny pokazaliśmy powstałą w Teatrze Powszechnym Klątwę Olivera Frljicia czy wsparliśmy Festiwal Dialog we Wrocławiu. Planujemy także długofalową współpracę z Martą Górnicką.
 
Jens Hillje: Wystawialiśmy też spektakl o historii polskich imigrantów w Zagłębiu Ruhry, a w ramach serii Mythen des Alltags [Mity codzienności] pokazaliśmy bardzo krytyczną pracę Krzysztofa Minkowskiego w oryginale, po polsku. Istnieje więc także polski Berlin. 
 
Shermin Langhoff: Niestety jest to kolejny powód, dla którego powinniśmy śledzić wydarzenia w Polsce i obserwować, w jaki sposób wprowadza się tam polityczną cenzurę mającą na celu ograniczenie wolności sztuki. Osiągnięto nacjonalistyczny i religijny konsensus, który każe wykluczać wszystko, co inne, różnorodne. U nas także można zaobserwować ten trend – Alternatywa dla Niemiec już wysunęła postulat, by odebrać naszemu teatrowi finansowanie. W demokratycznym społeczeństwie wolność jednostki zawsze opiera się na solidarności z drugim człowiekiem – a także wolności drugiego człowieka. Nie ma wolności bez solidarności.