Na skróty:
Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1)Przejdź bezpośrednio do podmenu (Alt 3)Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)

Jacek Dehnel poleca
Ménage à trois

„Spotkania innego rodzaju“, Hans Magnus Enzensberger, fragment okładki
„Spotkania innego rodzaju“, Hans Magnus Enzensberger, fragment okładki | © Wydawnictwo a5

Każdy tekst jest spotkaniem autora i czytelnika. W przypadku przekładów dochodzi jeszcze jedna osoba – tłumacz. Czytanie „Spotkania innego rodzaju“, tomu wierszy Hansa Magnusa Enzensbergera w wyborze i przekładzie Ryszarda Krynickiego, jest jak obserwowanie idealnie zgranej pary cyrkowych akrobatów, którzy mistrzowsko szybują na trapezach.

Jacek Dehnel

To banał, że każdy wiersz jest spotkaniem poety i czytelnika. Każdy zresztą tekst jest takim spotkaniem: dopóki istnieje jako ciąg zapisanych słów, istnieje tylko połowicznie – podobnie jak zapis nutowy, który ożywa w swojej formie, mniej lub bardziej mistrzowskiej, zależnie od umiejętności zarówno tego, który go skomponował, jak i tego, który go odtwarza. W sposób niepowtarzalny zresztą. Jeśli pomyślimy, dajmy na to, o wykonaniach Wariacji Goldbergowskich przez Goulda, to każde z nich, w tym te kanoniczne, z 1955 i z 1981, jest inne od pozostałych, choć przecież utwór Bacha pozostał niezmienny, a Gould był mistrzem i jako młody chłopak, i jako człowiek dojrzały. Tak samo wiersz czytany przez każdego z nas będzie nieco inny, ba, inny będzie nawet ten sam wiersz czytany przez tę samą osobę w różnych okresach jej życia.

Ale w przypadku tłumaczenia – zwłaszcza może w przypadku tłumaczenia poezji – to spotkanie jest ludniejsze: poza autorem i czytelnikiem zjawia się tam jeszcze tłumacz, trzecia figura, bez której spotkanie nie doszłoby do skutku, zakończyłoby się tylko wzruszeniem ramion nad ciągiem niezrozumiałych znaków, układających się w niezrozumiałe słowa.

Bywają książki, w których ten trzeci jest szczególnie ważny i do nich właśnie należy Spotkanie innego rodzaju, tom wierszy Hansa Magnusa Enzensbergera w wyborze i przekładzie Ryszarda Krynickiego.
 
*
 
„Spotkania innego rodzaju“, Hans Magnus Enzensberger „Spotkania innego rodzaju“, Hans Magnus Enzensberger | © Wydawnictwo a5 Enzensberger znany jest jako wynalazca żartobliwej „stałej Enzensbergera” przywoływanej często jako udany aforyzm demonstrujący niszowość poezji – miał kiedyś stwierdzić, że „w każdym kraju, niezależnie od jego wielkości, poezją interesują się 1354 osoby”. Sam jednak jest dowodem, że w Niemczech nie tylko więcej osób interesuje się poezją w ogólności, ale i w szczególności poezją samego Enzensbergera, jest tam bowiem (i nie tylko tam) szeroko czytany, komentowany i nagradzany.

Czytelnik Spotkania innego rodzaju może zapoznać się dość szeroko ze zjawiskiem Enzensberger – Krynicki dokonał bowiem wyboru z całego jego oeuvre poetyckiego, począwszy od Obrony wilków z 1957 aż po W błękit. Wycieczkę we troje z 2013 roku, tym samym obejmując ponad pół wieku twórczej pracy.

To ciekawe, jak ci dwaj poeci się przeplatają – obaj w dzieciństwie doświadczyli II wojny światowej i nazizmu, ale Enzensberger jest trochę starszy: urodził się w 1929 i jako dziecko mieszkał nawet w Norymberdze po sąsiedzku ze Streicherem, twórcą Stürmera. Krynicki natomiast przyszedł na świat w 1943, w obozie pracy Sankt Valentin, dokąd zesłano jego rodziców, miał więc niecałe dwa lata kiedy skończyła się wojna i z konieczności są to doświadczenia zupełnie inne. Obaj też zaczynali od poezji silnie zaangażowanej politycznie: Enzensberger piętnując nazistowskie dziedzictwo Niemiec, wówczas właściwie nieprzepracowane, Krynicki – wspólnie z resztą Nowej Fali sprzeciwiając się reżimowi komunistycznemu. I obaj z czasem odeszli od politycznej doraźności, przechodząc w rewiry doświadczenia ogólnoludzkiego, z podobnym wycofaniem, delikatną ironią. Z nich dwóch tłumacz bardziej jest w swoim własnym pisaniu powściągliwy, autor – częściej sięga po żart czy efektowny paradoks, ale widzę między nimi głęboką wspólnotę. Zwłaszcza momentami, jak w pięknym tekście o nazywaniu, Mianowicie, zaczynającym się od słów:
 
Kotka nazywa się Kika
Mgławica Sowa w gwiazdozbiorze Wielkiej Niedźwiedzicy
nazywa się M97
Prokurent nazywa się Böckelmann
Krzesło nazywa się krzesło
Kiedy słyszy słowo Kika
kotka odwraca głowę
[…]

 
albo w tytułowym dla całego zbioru Spotkaniu innego rodzaju:
 
[…]
Wiedza, zdobyta tylko w ten jeden wtorek.
Wyłożyłem ją kotu sąsiadów.
 
Jego rdzawobrązowe pręgi tliły się w słońcu.
Jego oczy nieruchomo wpatrywały się we mnie.
 
Czułem, jak jego futerko elektryzuje.
Widać było, że mnie rozpoznaje.
 
A jednak żył w innym niż ja Uniwersum.
Tak mi się zdawało. Pomiaukiwał,
 
ale nie zdradził mi, co wie o materii,
o przestrzeni i czasie.
[…]

 
Kto zna czułość Krynickiego dla kotów, od razu rozpozna tu wspólną nutę.

Podobnie jest z jego fascynacją kamieniami, która od razu przychodzi na myśl, kiedy czytamy u niemieckiego poety w Konstystencji litanię określeń kamyka: „[…] zwyczajny, / bez domieszek, twardy, / Nie na sprzedaż. // Nie rozpuszcza się, / nie jest przedmiotem / dyskusji. / Jest czym jest, / ani go przybywa, ani ubywa. // Nieregularny, / niekolorowy, żyłkowany. / Ani nowy, ani stary. / Nie potrzebuje uzasadnienia/ / Nie domaga się wiary. […]“ Jako żywo wyobrażam sobie każdą z tych linijek nie przetłumaczoną, a napisaną przez Krynickiego.

Czasem są to pokrewieństwa uderzające wręcz – u Enzensbergera tytułowy „Świeży śnieg na tarasie” opisany jest tak:
 
W mroźny jaskrawobiały dzień
cała Droga Mleczna u naszych stóp.
Kto lekko poruszy głową,
widzi, jak pod nim sto gwiazd
rozbłyskuje, żarzy się gaśnie.
[…]


I te same gwiazdy walające się po ziemi pojawiają się w jednym z najsłynniejszych wierszy Krynickiego, Rue de Poitiers, którego bohaterem jest „zwinięty w kłębek kloszard albo uciekinier / z jakiegoś ogarniętego wojną domową kraju“:
 
[…]
Wczoraj miał jeszcze włączony tranzystor.
Dziś stygnące monety układają się w gazecie
w konstelacje niebyłych planet i księżyców.

 

Tekst wychodzi od szczegółów, a dociera bardzo daleko, kreśląc daleko idące wnioski o naszym miejscu w świecie czy naturze ludzkiego poznania.



Jest to porozumienie nie tylko, mam wrażenie, na poziomie rekwizytów czy konceptów, ale szczególnej uważności, kontemplacyjności w stosunku do świata: Zając w centrum danych, Włosy czy Bliżej o pewnym drzewie to świadectwo takiego właśnie drobiazgowego oglądu – czy to naocznego, czy wyobrażonego. Tekst wychodzi od szczegółów, a dociera bardzo daleko, kreśląc daleko idące wnioski o naszym miejscu w świecie czy naturze ludzkiego poznania, lub też – jak w wierszu Gwiazdy, gdzie od astronomii docieramy do żółtych gwiazd gettowych – przechodząc z tych ogólnych rozważań do historycznego konkretu.
 
*
 
Spotkanie innego rodzaju jest zatem, zgodnie z tytułem, spotkaniem innego rodzaju niż większość tomów poetyckich, a nawet niż większość tomów poetyckich w przekładzie; nadzwyczajna bliskość Krynickiego i Enzensbergera pozwala polskiemu czytelnikowi doświadczać tej poezji szczególnie. Czytanie tego tomu jest jak obserwowanie idealnie zgranej pary tancerzy na lodzie czy cyrkowych akrobatów, którzy mistrzowsko szybują na trapezach, wysoko nad areną, zachwycający.
 

Hans Magnus Enzensberger, Spotkanie innego rodzaju, tł. Ryszard Krynicki, Wydawnictwo a5, Kraków 2019