Na skróty:
Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1)Przejdź bezpośrednio do podmenu (Alt 3)Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)

Kanon literacki
Bez Kafki ani rusz

W felietonach – debaty, w szkołach – pragmatyzm i praca u podstaw. O lekturach obowiązkowych i o zasadności istnienia kanonu w dzisiejszych czasach.
 

Chociaż powieść Czik Wolfganga Herrendorfa (polski przekład: Agnieszka Kowaluk) wcale nie jest lekturą obowiązkową, to analizuje się ją w wielu niemieckich szkołach oprócz książek „z listy lektur“. Nauczyciele niemieckiego pozwalają więc sobie na odstępstwa od kanonu. Może to już część odpowiedzi na pytanie, czy kanon literacki jest jeszcze zgodny z duchem czasu.  

Ale czym właściwie jest kanon?
Słowo „kanon“ pochodzi z języka greckiego i oznacza „regułę, miarę, kryterium“. Pytanie tylko, kto wyznacza reguły, miary i kryteria? Według powszechnej opinii kanon tworzy określona grupa w drodze negocjacji. Kanon nie jest więc nigdy ostateczny. Otwartość podniesiona do cnoty głównej w wielu przypadkach prowadzi do odrzucenia kanonu jako takiego. Tym bardziej, że raz po raz słychać zastrzeżenia, że ustalanie kanonu ma służyć określonej grupie do umocnienia jej kulturowej dominacji.

Kanon a rosnąca różnorodność społeczeństwa

Niemcy zawsze określali się jako Kulturnation, a język i literaturę traktowali jako zasadnicze spoiwa narodu. Może dlatego tak wielu domaga się, by absolwenci szkół posiadali dogłębną znajomość dzieł literackich. Nasuwa się jednak pytanie, jakie dzieła powinny znaleźć się w obowiązkowym kanonie literackim, w społeczeństwie, które staje się coraz bardziej różnorodne. Uczniowie z Hamburga, Monachium czy Kolonii nie czytają na przykład książek autorów tureckich czy arabskich, mimo że wielu z nich ma korzenie w tureckim czy arabskim kręgu kulturowym.

Zastrzeżenia wobec kanonu formułują również ci, którzy przykładają dużą wagę do możliwości praktycznego zastosowania wiedzy, natomiast kwestionują pochodzącą z początków XIX wieku koncepcję edukacji, reprezentowaną chociażby przez klasykę weimarską lub ideał uniwersytecki Wilhelma von Humboldta. W 2015 roku pewna maturzystka z Kolonii poskarżyła się na Tweeterze: „Niedługo skończę 18 lat i nie mam pojęcia o podatkach, czynszach ani ubezpieczeniach. Ale potrafię napisać analizę wiersza. W czterech językach“.

„Pożytek z rzeczy niepożytecznych“

Tweet maturzystki odbił się szerokim echem. W tygodniku Die Zeit Ulrich Greiner stanął w obronie „pożytku z rzeczy niepożytecznych“, czyli z zajmowania się takimi dziedzinami jak „greka i łacina, muzyka i sztuka“, które nie są podporządkowane kryterium codziennej użyteczności. Greiner krytykował niemiecką politykę kulturalną, która mówiła o rezygnacji z dogłębnej lektury tekstów kanonicznych w szkołach na rzecz wpajania praktycznych „kompetencji“. Do żarliwych obrońców kanonu literackiego należy również Josef Kraus, prezes Niemieckiego Związku Nauczycieli (Deutscher Lehrerverband). „Człowiek jako istota zdana na kulturę potrzebuje orientacji i wiedzy o swoim pochodzeniu“, argumentuje Kraus. A kanon przekazuje „kosmos wartości, który powstał w ciągu trwającej dwa tysiące lat historii europejskiej“.

Kontrowersje wzbudza również tendencja do skupiania się głównie na dziełach literatury dawnej. Sanda Kegel narzekała we Frankfurter Allgemeine Zeitung, że w aktualnych programach nauczania prawie całkiem brakuje książek pisanych przez autorów współczesnych. I rzeczywiście, w planach nauczania przeważa to, co stare i wypróbowane. Literatura współczesna pojawia się raczej okazyjnie. Uczniowie z Badenii-Wirtembergii czytają na przykład Agnes Petera Stamma, tu i ówdzie na listach lektur pojawiają się również powieści Uwe Timma. W codziennej praktyce pedagogicznej nauczyciele podchodzą do tematu indywidualnie i z dużą dozą pragmatyzmu. Są tacy, którzy starają się wyrobić w uczniach krytyczne spojrzenie na świat mediów dzięki lekturze On wrócił Timura Vermesa (polski przekład: Eliza Borg). Inni z kolei kategorycznie odmawiają zajmowania się współczesną „literaturą bestsellerową”.

Kanoniczna jedność dzięki centralnej maturze

Mniej problemów nastręcza Georg Büchner, którego opowiadanie Lenz i fragment dramatyczny Woyzeck są żelaznymi pozycjami w programach nauczania, chętnie omawianymi na lekcjach niemieckiego. Obok opowiadań Heinricha von Kleista – lektury obowiązkowej niemal we wszystkich krajach związkowych – i noweli Der Sandmann E.T.A. Hoffmanna (w polskim przekładzie Antoniego Langego Człowiek z piasku, później również Piaskun) poczesne miejsce na listach lektur zajmuje też niekwestionowany ulubieniec nauczycieli niemieckiego, czyli Franz Kafka. Lektura Przemiany Kafki (polski przekład: Juliusz Kydryński i Tomasz Polak) nie omija prawie żadnego niemieckiego ucznia. Często czyta się w szkołach również powieść Kafki Proces (w polskim przekładzie Brunona Schulza oraz późniejszym Jakuba Ekiera) oraz przypowieści, fragmenty i listy. To tajemnica poliszynela, że o wyborze nauczycieli decyduje nie tyle autentyczny entuzjazm dla pisarstwa Kafki, a w każdym razie nie tylko on, lecz i okoliczność, że jego teksty, szczególnie te krótsze, dobrze sprawdzają się podczas lekcyjnej obróbki.

Kraje zwiazkowe, wprowadzając tzw. centralną maturę, pośrednio zadecydowały o tym, że w wyższych klasach szkół średnich czytane są bez wyjątku te same książki. Bardzo dokładne dyrektywy maturalne określające wymóg znajomości konkretnych książek i tematów ograniczają nauczycielską swobodę w wyborze omawianych lektur. I tak na listach lektur we wszystkich szkołach znalazły się dramaty Schillera; obowiązkowy dla wszystkich krajów związkowych jest również Faust Goethego. Wielu nauczycieli uważa jednak, że dramat Goethego jest dla dzisiejszych uczniów zbyt złożony, choć wspominają o tym raczej po cichu. Pewna anonimowa nauczycielka napisała w Internecie: „Co właściwie jest takiego wyjątkowego w Fauście???“ Nauczyciel, który tak formułuje pytanie, raczej nie wykrzesa w swoich uczniach entuzjazmu dla Goethego – a bez entuzjazmu nawet najlepszy kanon na nic się nie zda.