Na skróty:

Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1) Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)

Urbanistyka: Nowy rozkwit urbanizacji

Wizualizacja terenów zielonych na bunkrze St.Pauli w Hamburgu
Landschaftsarchitektur +

W Hamburgu zazielenia się bunkier z czasów wojny. W Berlinie od 2024 roku każdy dach płaski ma być w całości zielony. Podobne projekty można znaleźć w Polsce. Bolesław Stelmach, architekt i dyrektor polskiego Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki, popiera zazielenianie i mówi: - Gdyby nie my, w miejscu budynku rosłyby przecież łąka albo las.

Magda Roszkowska

Kobieta siedzi pod zielonym dywanem na przystanku Sady Żoliborskie w Warszawie. Powietrze, które trafia do jej płuc, jest o 20 proc. czystsze niż to, którym oddycha rodzina biegnąca drugą stroną ulicy Broniewskiego, jednej z głównych arterii warszawskiego Żoliborza. Dywan nad głową kobiety pochłania szkodliwe pyły ze spalin. W upalne dni obniża temperaturę nawet o 5 st. Celsjusza, a w czasie deszczu magazynuje do 150 litrów wody. Ta, zamiast obciążać miejski system kanalizacji, odżywia dywan i paruje, poprawiając wilgotność powietrza.
W Warszawie takich dywanów jest 26. Każdy ułożono na dachu innego przystanku. Każdy składa się z kilkucentymetrowej warstwy organicznego substratu („dachowej ziemi”, w której znajdują się na przykład fragmenty wysoko chłonnej lawy wulkanicznej). Na każdym rośnie kilkanaście gatunków rozchodnika. Roślinny dywan bywa też nazywany ogrodem ekstensywnym. Nie trzeba go podlewać, przycinać ani nawozić, bo rozchodnik to roślina skalna, przetrwa największą suszę i najdotkliwsze mrozy. Wiosną i latem jest też domem dla owadów, dzięki czemu poprawia warszawską bioróżnorodność.
Tymczasem podjeżdża tramwaj 22 i pod dywanem robi się chwilowo pusto.

ZATRZYMAĆ WODĘ W MIEŚCIE


– W 2018 roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska poprosiło Polaków, by wymienili trzy zjawiska pogodowe, które ich zdaniem są najbardziej dla nas groźne*. Na pierwszym miejscu znalazły się huragany, ale blisko 63 proc. za takie uznało powodzie, a 41 proc. – susze. Zmiany klimatu sprawiają, że i jednych, i drugich będzie coraz więcej. Tymczasem nawet najprostszy ekstensywny dach pochłania połowę wody z nawałnicowego deszczu, nie mówiąc o mniejszych opadach. Z kolei podczas upałów roślinna powłoka dachu oddaje tę wodę, obniżając temperaturę i tym samym zmniejszając dokuczliwość miejskich wysp ciepła – tłumaczy Izabela Małachowska-Coqui, architektka krajobrazu, twórczyni jednego z pierwszych podniebnych ogrodów w stolicy: na dachu Centrum Nauki Kopernik.
Od 20 lat Izabela Małachowska-Coqui współprowadzi biuro projektowe w Berlinie i tam głównie pracuje. Od niemal dekady wszystkie jej projekty zazieleniania działek pod zabudowę mają ogrody na dachu, bo jak twierdzi, dziś takie rozwiązanie nie jest już estetycznym luksusem, ale jednym ze sposobów, w jaki aglomeracje gospodarują wodą.
 


– Dawniej, gdy wyzwania związane ze zmianami klimatu nie były palące, woda deszczowa oznaczała dla miasta problem, którego należało się jak najszybciej pozbyć, tzn. odprowadzić rurami kanalizacyjnymi do rzeki – tłumaczy Małachowska-Coqui. – Dziś przeciwnie, chodzi o jej zatrzymanie i lokalne wykorzystanie dla dobra aglomeracji.

Miastom coraz częściej dokuczają nawałnice. Beton i asfalt uniemożliwiają wodzie wsiąkanie w podłoże, a kanalizacja z nadmiarem opadów sobie nie radzi, co prowadzi do lokalnych podtopień, a nawet powodzi. Z drugiej strony aglomeracje nawiedzają długie okresy suszy, które między innymi obniżają poziom wód gruntowych.

Władze Berlina w 2018 roku uchwaliły prawo, zgodnie z którym każdy nowy budynek musi zadbać o deszczówkę na własnej działce, a tylko w uzasadnionych przypadkach oddawać jej nadmiar z opóźnieniem. Niektóre miejscowe plany zagospodarowania w ogóle nie przewidują podłączenia budynku do systemu odprowadzania deszczówki!

– Trzeba sobie jakoś radzić – komentuje Małachowska-Coqui, która mierzy się z takim wyzwaniem, projektując zieleń dla sześciopiętrowego kompleksu budynków mieszkalnych w śródmieściu Berlina. – Na najwyższym dachu projektuję ogród ekstensywny. W miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego miasto zastrzegło, by zastosować 12-centymetrową warstwę substratu – „ziemi dachowej”. Bo taka grubość pozwala magazynować podwójną ilość wody w porównaniu z podstawowym dachem ekstensywnym, o grubości sześciu centymetrów. Miasto określiło nawet, jakie rodzime gatunki roślin zasadzić, by powstał ekosystem optymalny dla ptaków i owadów. Dodatkowo na „zielonym” dachu zostaną zainstalowane panele fotowoltaiczne.

Podłoże na dachu będzie nierówne, by w nieckach zalegały kałuże – niezbędne w procesie rozwoju niektórych gatunków. W ogrodzie zostaną też umieszczone stare, rozkładające się pnie, bo jak mówi projektantka, owady je lubią. Dzikie pszczoły zaś zamieszkają w specjalnie w tym celu poukładanych zwijkach słomy.
Izabela Małachowska-Coqui mówi, że ogrody ekstensywne projektuje dla owadów, a ogrody intensywne – dla ludzi. I właśnie taki dostępny dla mieszkańców ogród powstanie na dachu piętro niżej. Będzie można w nim założyć ogródki warzywne, posadzić krzewy i niewielkie drzewa, bo grubość substratu na dachu intensywnym to pół metra, zdolność pochłaniania wody z ulewy – aż 85 proc. Dodatkowo pod warstwą substratu umieszczona zostanie ośmiocentymetrowa „wanna”, która w czasie suszy dostarczy roślinom wody. Poza tym budynek będzie zaopatrzony w podziemne zbiorniki retencyjne. Ich ostateczne przeznaczenie właśnie się rozstrzyga: woda albo będzie wsiąkać w ziemię, zasilając wody gruntowe, albo po odfiltrowaniu posłuży mieszkańcom do podlewania podniebnego ogrodu – tyle że to rozwiązanie bardziej kosztowne.

WAŻENIE RACJI


– Inwestorem jest spółka miejska, która z założenia chce realizować miejskie wytyczne – wyjaśnia Małachowska-Coqui. – Mieszkania będą przeznaczone na wynajem. Teoretycznie wszędzie mogłabym zaprojektować ogród ekstensywny. Byłoby taniej. Ale nowoczesne myślenie o mieście musi być symbiotyczne: łączyć wiele funkcji i odpowiadać na potrzeby mieszkańców.

Wizualizacja zazielenienia fasad i dachu budynku hali uniwersyteckiej w Hamburgu, gdzie znajduje się akcelerator elektronów © Landschaftsarchitektur +

Od 2023 roku każdy nowy budynek w Berlinie będzie musiał mieć dach przynajmniej w 30 proc. pokryty panelami fotowoltaicznymi, a od 2024 roku każdy dach płaski ma być w całości zielony. – To logiczne posunięcie, bo latem zwykły dach nagrzewa się nawet do 80 st. Celsjusza, przez co efektywność produkcji prądu spada niemal dwukrotnie. Natomiast zielony dach działa jak warstwa izolująca i przywraca panelom efektywność – tłumaczy architektka. – Poprawia też bilans energetyczny budynku: zimą zatrzymuje ciepło w środku, latem chroni wnętrze przed nagrzaniem.
Problem w tym, że podniebny ogród to inwestycja znacznie droższa od zwykłego dachu, szczególnie że wymaga dodatkowych rozwiązań konstrukcyjnych. W Polsce koszt dachu ekstensywnego waha się od 300 do 900 zł za metr kwadratowy, intensywnego – zaczyna się od 600 zł za metr kwadratowy. Co prawda zielony dach bez uszczerbku „żyje” 40 lat, tymczasem wersja tradycyjna już po 20 latach wymaga remontu, ale nie każdy chce i może mnożyć koszty inwestycji, bo one mają bezpośrednie przełożenie na ceny kupna czy wynajmu mieszkań.
– Żadne miasto nie może sobie pozwolić na to, by inwestorzy z niego uciekli, dlatego wprowadzając nakazy, trzeba rozważyć różne racje. Na przykład w Karlsruhe prawny obowiązek tworzenia zielonych dachów nałożono na inwestycje w południowo-wschodniej dzielnicy miasta. Widocznie jest ona na tyle atrakcyjna, że nawet dodatkowe koszty nikogo nie zniechęcą – ocenia Małachowska-Coqui.

W Monachium już od połowy lat 90. każdy nowy budynek, którego dach ma powierzchnię większą niż 100 metrów kwadratowych, musi być zielony. Dziś aż 25 proc. wszystkich płaskich dachów ma ogrody. Ale stolica Bawarii to jeden z najbogatszych i najszybciej rozwijających się regionów Niemiec.

ALPY W BUNKRZE


Na szczyt wiedzie kilkusetmetrowa górska ścieżka. Tyle że zamiast po wzgórzu wije się wokół betonowego kolosa. Na szczycie i wokół niego jest alpejski las, na dole katedra, stadion piłki nożnej, stacja kolejowa, kamienice dzielnicy St. Pauli i cały Hamburg, drugie co do wielkości niemieckie miasto. Tyle pokazuje kolorowa wizualizacja.
– Takiego projektu nie znajdziecie nigdzie na świecie – przekonuje dziennikarzy Felix Holzapfel-Herziger, architekt krajobrazu i założyciel biura projektowego Landschaftsarchitektur +, gdy pierwsza alpejska sosna uniesiona przez dźwig leci nad miastem, by parę minut później wylądować na którymś z tarasów bunkra z czasów II wojny światowej. W mieście takich „pamiątek” jest około 650. Ale ta jest największa.
Betonowe, grube na 3,5 m ściany w 1942 roku stawiało ponad tysiąc robotników przymusowych. Bunkier zamiast pod ziemią wzniósł się na wysokość 35 m i podczas alianckich nalotów dał schronienie 25 tys. mieszkańców. Po wojnie chciano go wyburzyć, ale ładunki wybuchowe potrzebne do wysadzenia takich gabarytów zniszczyłyby pół dzielnicy. Z biegiem lat w bunkrze siedzibę znalazły kluby muzyczne, studia nagrań, artyści i muzycy. To oni w 2014 roku, gdy władze Hamburga uczyniły z zielonych dachów miejską strategię rozwoju, zaczęli przebąkiwać, żeby górującą nad miastem betonową budowlę zatopić w zieleni. Pomysł zaintrygował Holzapfela-Herzigera, który do naszkicowania projektu zgłosił się jako wolontariusz. Uznano, że na dachu bunkra stanie pięciopiętrowa piramida, a całą konstrukcję oplotą tarasy. To tam i na dachu będzie rosło blisko 5 tys. okazów górskiej flory: sosny, kosodrzewiny, jałowce, ale też klony, drzewa laurowe, a nawet grusze. Bunkier z 30 m urósł do 58 m.
– Na takiej wysokości panują zupełnie inne warunki niż na dole. Szczególnie od północnego zachodu wieją silne wiatry, a latem od południa mocno grzeje słońce. Wybraliśmy rośliny, które przetrwają tak ekstremalny klimat – tłumaczy Holzapfel-Herziger.

Na zielonym terenie o powierzchni blisko 8 tys. metrów kwadratowych – tyle w sumie wyniesie obszar szczytu i tarasów – będzie mogło jednocześnie przebywać nawet 900 osób. W środku, w niezagospodarowanej dotąd przestrzeni bunkra i w dobudowanej piramidzie, będzie miał siedzibę hotel, znajdą się też miejskie hale sportowe, sale koncertowe i inne. Inwestycja jest finansowana z prywatnych pieniędzy i w sumie pochłonie około 60 mln euro. Sadzenie roślin potrwa do lutego. Przez najbliższe lata naukowcy z berlińskiej politechniki za pomocą zainstalowanych w ogrodzie 80 czujników będą badać mikroklimat sztucznie wytworzonego ekosystemu.

ZIELONE LABORATORIUM


Przez ostatnie lata projekt zazielenienia bunkra stał się wizytówką miejskiej strategii „Zielone dachy dla Hamburga”. Jej celem jest pokrycie roślinnością 70 proc. płaskich dachów w mieście. Władze nie zdecydowały się zmuszać inwestorów do zakładania podniebnych ogrodów w nowych budynkach, choć niektóre plany miejscowe je przewidują. Miasto uruchomiło natomiast program dopłat dla mieszkańców. Pokrywa on nawet 50 proc. kosztów budowy zielonego dachu. Poza tym właściciele podniebnych ogrodów płacą tylko połowę podatku za odprowadzanie deszczówki do kanalizacji.
Miasto tworzy podniebne ogrody na własnych budynkach. – Każda nowa szkoła, w sumie 350 obiektów, będzie miała zielony dach – zapewnia dr Hanna Bornholdt, główna architektka krajobrazu Hamburga i współtwórczyni strategii „Zielone dachy dla Hamburga”. Zaznacza, że w mieście każdego roku powstaje przynajmniej 10 tys. nowych mieszkań, które potrzebują terenów zielonych. Problem w tym, że w niektórych dzielnicach brakuje na nie miejsca. Zielone dachy rozwiązują ten problem. Każdy powinien magazynować przynajmniej 60 proc. deszczówki.

Ulica Krasiskiego w Warszawie © Magda Roszkowska

W ciągu ostatnich ośmiu lat Hamburg przeobraził się w laboratorium zielonych innowacji, integrując projekty architektów krajobrazu z badaniami naukowców i pracą legislacyjną urzędników miejskich. – W tej chwili na trzech budynkach uniwersyteckich testowana jest przydatność różnych typów dachów retencyjnych, czyli takich, które są nie tylko ogrodem, ale i zbiornikiem na wodę deszczową. Poza tym miasto promuje rozwój zielonych elewacji – wylicza Bornholdt.
Pilotażowy projekt przewiduje pełne zazielenienie hali uniwersyteckiej, w której znajduje się akcelerator elektronów. Wokół budynku w niewielkiej odległości od ścian ustawiono metalowe siatki dla roślin pnących, na dachu zasiano kwietną łąkę. W sumie posadzono około 25 tys. roślin. Za trzy lata budynek zniknie za zieloną zasłoną. Naukowcy będą badać wpływ zazielenienia na termoizolację budynku, retencję wody i bioróżnorodność. – Na zielonych dachach Hamburga żyje co najmniej 235 różnych gatunków insektów. Kilka figuruje na liście gatunków zagrożonych wyginięciem. Na bieżąco monitorujemy, jak pomóc im przetrwać – opowiada Bornholdt.

Ważnym elementem miejskiej strategii jest przyznawana co roku nagroda za najlepszy podniebny ogród. Wśród tegorocznych laureatów znalazł się ogród warzywny otwarty na ostatniej kondygnacji miejskiego parkingu. Jest wspólnym dziełem organizacji pozarządowej i urzędu pracy, bo w ogrodzie zatrudnienie znajdują osoby bezrobotne. Wyhodowane przez nie warzywa, owoce, zioła i sadzonki kupują mieszkańcy dzielnicy.
Miejska strategia „Zielone dachy dla Hamburga” ma prawie dziewięć lat. Na pytanie, czy władze powinny wprowadzić obowiązek zakładania podniebnych ogrodów na nowo budowanych obiektach, dr Hanna Bornholdt bez wahania odpowiada: tak, proszę spojrzeć na Monachium. – Nie możemy dłużej polegać na dobrej woli ludzi. Poradzenie sobie z konsekwencjami zmian klimatu wymaga od nas nakładów finansowych, ale też zmiany myślenia. Nasz sposób życia musi się zmienić – dopowiada Holzapfel-Herziger.
W Hamburgu mniej więcej połowa dachów jest płaska, tylko 5 proc. z nich zaś jest zielonych – w sumie to około 205 ha.

HAMBURG W POLSCE


– Ziemia ma ograniczone zasoby. Jeśli nie oddamy jej tego, co zabraliśmy, życie przyszłych pokoleń będzie zagrożone – argumentuje Bolesław Stelmach, architekt i dyrektor Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki. – Stawianie budynku jest grabieżą Ziemi, zielony dach – oddaniem tego, co do niej należy: gdyby nie my, w miejscu budynku rosłyby przecież łąka albo las – dodaje.
Słowa architekta nie są puste, bo gdy w Hamburgu szkicowano projekt zazielenienia bunkra, on z galerii handlowej Tarasy Zamkowe (obecnie Vivo) w Lublinie robił wzgórze z ogrodem intensywnym o powierzchni prawie 17 ha. „Wzgórze” jest starannym odtworzeniem ekosystemu dorzecza Czechówki, które zagrabił budynek. Władze miasta wymusiły na inwestorze takie rozwiązanie, co radykalnie zwiększyło koszty inwestycji: warstwa substratu na dachu galerii ma pół metra, a niektóre drzewa nawet 10 lat i rozbudowany system korzeniowy. By utrzymać tak ogromny ciężar, stworzono specjalną żelbetową konstrukcję.
 


Mniej więcej w tym samym czasie miasto realizowało inny projekt architekta: Centrum Spotkania Kultur. Jego zielony dach Stelmach szkicował już w 2004 roku. Ogrody umiejscowił na trzech poziomach: na wysokości 15 m nad ziemią rosną drzewa owocowe i krzewy, na 30 m – bylinowa łąka kwietna, gdzie roi się od pszczół, na jej obrzeżach posadzono grusze, jabłonie i wiśnie, a na 50 m rosną rozchodniki.
– Zmiany klimatyczne to jedno, drugie: odwieczna tęsknota człowieka do zamieszkiwania zielonych wzgórz, trzecia: niesamowity rozwój technologii izolowania dachów, który umożliwił budowanie podniebnych ogrodów na skalę wcześniej niespotykaną – twierdzi Stelmach.
Lublin jest jednym z ośmiu polskich miast, którego przedstawiciele odwiedzili Hamburg i pracują nad własną strategią zielonych dachów. Obecnie miasto buduje Dworzec Metropolitalny. Nie zabraknie na nim zielonego dachu.

W Gdyni właśnie likwidują betonowy parking przed urzędem miasta i przenoszą go pod ziemię. Dach nowego parkingu stanie się integralną częścią zrewitalizowanego w ostatnich latach parku Centralnego. Wyrośnie na nim ogród intensywny. Dodatkowo miasto zakłada ogrody ekstensywne na dachach szkół. Istnieją już cztery takie obiekty.
– W ostatnim roku do sześciu miejscowych planów zagospodarowania wpisaliśmy wymóg stworzenia ogrodu przynajmniej na części dachu nowego budynku. Będziemy ten trend kontynuować – zapowiada Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni i przewodnicząca zespołu, który opracował program zielonych dachów dla miasta. – Nasz plan zakłada wsparcie finansowe gdynian chcących przekształcić swoje dachy, ale w obecnej sytuacji nie jesteśmy w stanie sobie na to pozwolić – dodaje.
W Bielsku-Białej program dopłat funkcjonuje od początku 2022 roku. Dla dachów intensywnych dopłata wynosi maksymalnie 10 tys. zł, dla ekstensywnych – o połowę mniej. Wniosek złożyła jedna osoba, ale ostatecznie zrezygnowała z realizacji.
Z kolei w Kaliszu władze zdecydowały o zniesieniu podatku od nieruchomości dla właścicieli budynków mieszkalnych, które mają zielony dach bądź zieloną fasadę. Z ulgi na razie skorzystały 22 osoby. Wszystkie mieszkają w budynkach z roślinnością na fasadach. W zielone dachy na razie nie zainwestowały.

***
Podobno pracownicy ochrony wjeżdżają na siódme piętro po szczypiorek na kanapkę albo miętę. W sezonie rosną tu też pomidory, bazylia, a nawet poziomki. Częstować może się każdy, bo to ogród miejski, tyle że założony na dachu jednego z budynków kompleksu biurowego Forest w Warszawie. Za to na parterze między budynkami las z ponad 200 drzewami rośnie na stropie parkingu podziemnego dla kilkuset samochodów. To też jest ogród intensywny. Warszawa ma około 50 ha zielonych dachów. Urząd miasta zapowiada, że w 2023 roku wyda ilustrowany „Warszawski poradnik adaptacji do zmiany klimatu”, w którym będzie zachęcał mieszkańców do budowania zielonych dachów. Pomocy finansowej miasto na razie nie przewiduje.


*Tu więcej corocznych tego typu badań.
 

oto niemcy

Ten artykuł pochodzi z cyklu reportaży „Oto Niemcy”, który Goethe-Institut publikuje wspólnie z magazynem Weekend.gazeta.pl.


 

Do góry