Na skróty:

Przejdź bezpośrednio do treści (Alt 1) Przejdź bezpośrednio do menu głownego (Alt 2)

Młodzi Europejczycy i sztuczna inteligencja
Internetowa ankieta „My i AI”

Internetowa ankieta „My i AI”
© Lena Ziyal

Jakie są obawy i nadzieje młodych Europejczyków w związku ze sztuczną inteligencją? Odpowiedź na to pytanie próbowano znaleźć w badaniu „My i AI”. Emilija Gagrčin, jedna z jego autorek, opowiada o spodziewanych i nieoczekiwanych wynikach.
 

Juliane Glahn

Co zaskoczyło Panią w tym badaniu najbardziej?
 

Szczerze mówiąc, zaskoczyło mnie wiele wyników. Z jednej strony sądziłam, że specyfika poszczególnych krajów uwydatni się w większym stopniu, ale najwyraźniej młodzi ludzie w Europie są dużo bardziej podobni do siebie w kwestiach technologicznych, niż początkowo zakładałam. Nasz raport ujawnia zarazem istotne różnice w odpowiedziach respondentów, które mają źródło w poziomie ich wykształcenia.

Tym, co zaskoczyło mnie najbardziej, było niefrasobliwe podejście wielu młodych ludzi do systemów zautomatyzowanego podejmowania decyzji. Wielu z nich w ogóle się nie przejmuje, że taki system podsyła im porady fitness, co nie jest chyba ani zaskakujące, ani nadzwyczaj problematyczne.  Ale jedna trzecia uczestników badania nie miała nic przeciwko temu, by na podstawie zautomatyzowanej decyzji wszczęto przeciwko nim postępowanie karne. Co więcej, w kwestii predictive policing, czyli analizy dużych i różnorodnych zbiorów danych przez organy ścigania w celu identyfikacji potencjalnych działań przestępczych, aż 58% ankietowanych czuje się komfortowo lub uważa to za obojętne! Ten wynik naprawdę daje powód do zmartwienia i moim zdaniem wskazuje, że młodzi ludzie nie są w ogóle lub są niedostatecznie zainteresowani konsekwencjami takich zastosowań technologii dla demokracji i praw człowieka.

Jakie różnice w wykształceniu i w poszczególnych krajach ujawniły wyniki?

Osoby o niskim poziomie wykształcenia są mniej pewne siebie w rozmowach na tematy związane ze sztuczną inteligencją niż osoby lepiej wykształcone i swoją przyszłość zawodową w kontekście sztucznej inteligencji postrzegają bardziej pesymistycznie. Już wcześniej sugerowały to nauki społeczne, ale kiedy unaoczniają to dane, nie można odczuwać satysfakcji z tego powodu.

Pytania dotyczące wykorzystania sztucznej inteligencji w różnych obszarach wykazały pewne różnice między krajami. Na przykład mieszkańcy Niemiec i Polski, w porównaniu z młodymi ludźmi we Włoszech i Szwecji, znacznie częściej udzielali odpowiedzi, że nie czują się komfortowo, gdy godziny ich pracy są ustalane automatycznie. Ogólnie rzecz biorąc, najlepiej czuli się z wykorzystaniem sztucznej inteligencji w różnych dziedzinach młodzi Szwedzi.

Wydaje się, że aktywne poszukiwanie informacji wychodzi z mody. Według badania ponad połowa wszystkich ankietowanych uważa, że informacje, które uzyskują w portalach społecznościowych, są wystarczające. Jak groźna jest taka postawa?

Nie powiedziałabym, że aktywne docieranie do informacji jest niemodne, starałabym się raczej zrozumieć, co leży u podstaw tego sposobu myślenia. Ludzie żyją w otoczeniu multimedialnych platform, których działanie opiera się na algorytmach. Rzeczywiście wielu z nas otrzymuje treści polityczne i informacje w postaci ciągle napływających wiadomości w mediach społecznościowych. W ten sposób takie osoby odnoszą wrażenie, że nie muszą już aktywnie szukać wiadomości, co wcale nie oznacza, że ich unikają. Mają jednak poczucie, że informacje z mediów społecznościowych wystarczają im w zupełności. Moim zdaniem taka postawa pojawia się samoistnie, lecz niesie ze sobą pewne problemy.

„Aktywne korzystanie z informacji należy do naszych obywatelskich obowiązków, których nie można się tak zwyczajnie pozbyć”.

Jeden z nich wiąże się ze sposobem zarządzania treściami przez algorytmy. Otóż korzystają one z wcześniejszych zachowań użytkowników oraz z przypisanych im cech. W efekcie nie wszyscy są równie „atrakcyjni” dla wiadomości. Konkretnie oznacza to, że osobom, które rzadko klikają w informacje i w niewielkim stopniu wchodzą w interakcje z użytkownikami udostępniającymi treści, wiadomości wyświetlają się rzadziej. W tym wypadku niekoniecznie muszą one dotrzeć do danej osoby, co pogłębia przepaść między „poinformowanymi” a „niedoinformowanymi”.

Jest to zjawisko „groźne”, bo z badań wynika, że ci, którzy uważają, że „wiadomości jakoś do nich dotrą”, z czasem coraz mniej aktywnie korzystają z tradycyjnych mediów, co może mieć niekorzystny wpływ na ich zainteresowania polityczne i decyzje wyborcze.
Jest więc czymś niezwykle ważnym, by dbać o nawyk aktywnej konsumpcji wiadomości, to znaczy włączać ją w codzienną rutynę i szukać informacji bezpośrednio w aplikacjach informacyjnych, na stronie internetowej gazety lub w bibliotece mediów. To jedyny sposób, aby naprawdę zachować kontrolę nad oglądanymi treściami i nie być zdanym na algorytmy. Aktywne korzystanie z informacji należy do naszych obywatelskich obowiązków, których nie można się tak po prostu pozbyć.

Respondenci twierdzą, że ogłoszenia polityczne są nieprzydatne, a spersonalizowane już tak. Dlaczego reklama polityczna jest mniej popularna? Co nam to mówi o jej postrzeganiu w przestrzeni wirtualnej?

Ludzie mają awersję do reklamy, co nie jest nowym zjawiskiem, udokumentowano je bowiem w badaniach poświęconych oglądaniu telewizji. Na przykład użytkownicy powszechnie się skarżą, że reklama przerywa tok rozmowy i zwyczajnie przeszkadza w odbiorze. Nowsze badania pokazują, że w treściach politycznych w mediach jest więcej ocen moralnych.

„Ludzie nie lubią czuć się manipulowani, a mikrotargetowanie polityczne bez trudu można uznać za manipulację”.

Jedną z przyczyn silniejszej niechęci do reklamy politycznej w sieci może być przekonanie, że media społecznościowe to miejsce kontaktów towarzyskich i rozrywki, a nie uprawiania polityki. Tak więc wiele osób postrzega treści polityczne w mediach społecznościowych jako „zanieczyszczenie” tej przestrzeni. Podobnie w badaniach naszej grupy badawczej Digital Citizenship z Weizenbaum-Institut ludzie często wyrażają irytację, są bowiem narażeni w sieci na kontakt z politycznymi uprzedzeniami i przeciwstawnymi punktami widzenia, a to psuje pozytywną i bezkonfliktową atmosferę w ich kanałach społecznościowych.

Inną kwestią, która ma znaczenie w tym kontekście, jest świadomość skandali, takich jak Cambridge Analytica, który ujawnił manipulowanie na szeroką skalę wyborcami w internecie. Ludzie nie lubią czuć się manipulowani, a mikrotargetowanie polityczne bez trudu można uznać za manipulację. A dlaczego ludzie wolą reklamy komercyjne? Media społecznościowe służą zazwyczaj eskapizmowi lub dbaniu o tożsamość, co może obejmować także kultywowanie określonego stylu życia, w tym konsumpcji. Niektóre platformy podsuwają reklamy bardzo intuicyjnie i trafnie, dzięki czemu taki rodzaj promocji wydaje się właściwie dobrany i ciekawy.

Z badania wynika, że młodzi ludzie wolą, aby to instytucje edukacyjne ustalały standardy, a nie firmy technologiczne. W jakim stopniu instytucje edukacyjne są do tego lepiej przygotowane pod kątem personelu i wiedzy specjalistycznej oraz środków finansowych i czasu? Jaki argument przemawia za tym, by to one wyznaczały standardy?

Odczytuję ten wynik jako życzenie, by w rozwój technologii były zaangażowane osoby, które uczniowie darzą zaufaniem. Co wcale nie oznacza, że szkoły staną się odpowiedzialne za rozwój technologii. Obecnie jednak jest kilka problemów.

Po pierwsze, na lekcjach – zwłaszcza w czasie pandemii – korzysta się z produktów z całego świata i nie wszystkie są zgodne z europejską tradycją edukacyjną i naszym prawodawstwem. Na przykład niedawno dotarło do mnie, że w Holandii używa się chińskich produktów, które nie spełniają wymogów RODO. Z pewnością sięgnięto po nie dlatego, że w czasie pandemii należało działać szybko. Wybrano zatem najtańsze lub najpopularniejsze produkty.

Wiem też z rozmów ze środowiskiem nauczycielskim, że w wielu szkołach sukces czy fiasko procesu cyfryzacji zależy od zaangażowania nauczycieli i nauczycielek. Nie każdy może sobie pozwolić na zdobywanie takiej wiedzy mimochodem. Pakt cyfrowy [umowa między federacją i landami związana z procesem cyfryzacji szkół, przyp. red.] nie przewiduje kosztów osobowych. To poważny błąd, w ten sposób bowiem znacząco opóźnia się wdrożenie cyfryzacji. Ponadto uważam, że to na władzach – Niemiec lub UE – spoczywa obowiązek testowania produktów pod kątem ich zgodności z prawem, zanim zostaną one użyte u nas w kraju. Jest niedopuszczalne, by dane dotyczące nauki młodych Europejczyków mogły trafić do chińskiego rządu.

Drugi problem polega na tym, że produkty komercyjne niekoniecznie uwzględniają najlepszy interes uczniów. Rzecz w tym, aby firmy były zobowiązane do angażowania pracowników szkół, a nawet uczniów, w proces tworzenia produktu lub w jego testowanie. Mogliby się przyczynić do większego ukierunkowania technologii na ludzi, a nie tylko na to, co jest technologicznie możliwe.

Jakie wnioski wyciąga Pani z tych badań?

Uważam, że zrozumienie działania systemów algorytmicznych i związanych z tym implikacji powinno stać się techniką kulturową. W tym zakresie wyniki raportu podkreślają potrzebę zapewnienia młodym ludziom odpowiednich narzędzi do oceny szans i zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją na poziomie indywidualnym i społecznym. Jednocześnie należy dawać im wsparcie tak, by mogli odnaleźć się i pewnie działać w świecie pełnym danych. To ważne w kontekście korzystania przez nich ze swoich praw, czy w pracy, czy w szkole. Mówiąc o zapewnieniu narzędzi, mam na myśli odpowiednie wyposażenie sektora edukacji formalnej i nieformalnej w zasoby ludzkie i finansowe. W ofercie powinny znaleźć się programy, które w kontekście datafikacji i sztucznej inteligencji stawiają na kompetencje techniczne oraz przede wszystkim demokratyczne. Już wiem, że szkoły są tym wszystkim przytłoczone. Dlatego powinniśmy raczej skupić się na programach współpracy pomiędzy formalnym sektorem edukacji a organizacjami młodzieżowymi na szczeblu krajowym i europejskim.

Również uznane organizacje, na przykład Goethe-Institut, odgrywają kluczową rolę w przekazywaniu umiejętności i wiedzy. Jako instytucje edukacyjne z doświadczeniem zdają sobie sprawę, jak przedstawić nawet suche i pozornie nieciekawe treści stosownie do potrzeb młodych ludzi. Z drugiej strony pełnią one funkcję mediatorów między różnymi aktorami ze świata polityki, biznesu, kultury, nauki i społeczeństwa obywatelskiego. W ten sposób powstają bardzo ważne sieci powiązań, które umożliwiają rozmowy i wzajemne porozumienie ponad granicami danej specjalności czy dziedziny. Jest to bardzo ważne, ponieważ wspomniane kompetencje muszą rozwijać nie tylko młodzi ludzie, ale również całe społeczeństwo.
 

 

badanie „my i AI”

 


W ankiecie internetowej „My i AI” młodzi Europejczycy (w wieku od 18 do 30 lat) mogli wyrazić swoje obawy, zastrzeżenia i nadzieje związane ze sztuczną inteligencją. Jej wyniki włączono do reprezentatywnego badania, które dostarcza informacji o sposobie postrzegania sztucznej inteligencji przez młodych mieszkańców Europy oraz o znaczeniu AI dziś i w przyszłości.

Co sądzą młodzi Europejczycy o mediach społecznościowych? Jak często z nich korzystają? Do czego ich używają? Czy ufają dostawcom rzekomo darmowych platform? A czy mają dostateczną wiedzę na temat logiki algorytmów stojących za dopasowanymi do nich stale napływającymi informacjami? Pytania te zadano 3000 młodych dorosłych w ramach jedynego w swoim rodzaju ogólnoeuropejskiego badania.

W okresie od listopada 2020 do stycznia 2021 roku Goethe-Institut i Weizenbaum-Institut opracowały obszerną ankietę. Następnie instytut badania opinii publicznej respondi przeprowadził badanie poświęcone znaczeniu technologii cyfrowych w życiu codziennym i zawodowym młodych ludzi w sześciu krajach europejskich. Ich odpowiedzi pokażą reprezentatywny barometr nastrojów w związku z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, jak również wcześniejszej wiedzy i założeń na temat AI.
 

Partner

Ankietę stworzono i oceniono we współpracy z Weizenbaum-Institut. Badanie przeprowadził instytut badania opinii publicznej respondi.